13.11.2016

Pieniądze to nie wszystko

Firmy zakłada się po to, żeby zarabiać. Najlepiej dużo. Osiąganie zysków wymaga jednak postrzegania spraw w szerszej perspektywie.

Na lekcjach przedsiębiorczości prowadzący często zadaje pytanie: jaki jest cel istnienia firmy? Zwykle po chwili w górę wznosi się las rąk: „Firma jest po to, żeby zarabiać”. Albo ładniej: „Celem istnienia firmy jest maksymalizacja zysków”. Czy na pewno?

Grzegorz Morawski, redaktor Franchising.pl i Fot. PROFIT system/Marek Relich

Jeśli celem naszej firmy ma być okopanie się na małym przyczółku i skubanie skromnych zysków w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, to rzeczywiście, wzniosłe wizje i misje się nie przydadzą.

Jeśli przyjrzeć się twardym danym, to odpowiedź brzmi twierdząco. Z badań przeprowadzonych w latach 2008-2014 na ponad 600 śląskich małych i średnich firmach wynika jednoznacznie, że właściciele prowadzą biznes po to, by osiągać zysk. Jego pomnażanie to cel 37 proc. badanych przedsiębiorców. Kolejne 29 proc. przykładało największą wagę do maksymalizacji sprzedaży, a kolejnym 19 proc. zależało głównie na zdobywaniu udziałów rynkowych. Czyli – cele finansowe rządzą.

W literaturze poświęconej ekonomii i naukom o zarządzaniu wymienia się 27 teorii, które w różny sposób tłumaczą powody zakładania firm i cele ich istnienia. Nie wszystkim jednak głoszą prymat nadwyżki finansowej. Oczywiście, klasyczne ujęcie przedsiębiorstwa mówi o maksymalizacji zysków, ale już coraz popularniejsza w ostatnich latach teoria behawioralna każe zwrócić uwagę, że firma to znacznie więcej niż maszynka do zarabiania pieniędzy. To organizacja, w której ścierają się interesy właścicieli, menedżerów, pracowników, a także kontrahentów, dostawców, klientów oraz innych grup interesu. Firma to żywy organizm.

Dużo się ostatnio mówi o konieczności posiadania jasno określonej misji i wizji firmy, ale rzadko który właściciel traktuje tego typu hasła poważnie. Wielu przedsiębiorców mówi: „Tak, mamy na stronie internetowej wzmiankę o tym, że naszą misją jest dostarczanie klientom niepowtarzalnych doznań smakowych poprzez oryginalnie przygotowane dania i miłą obsługę, ale przecież tak naprawdę serwujemy jedzenie, żeby zarabiać”. Po co więc właściwie przedsiębiorca miałby się zastanawiać się nad tym, jaki jest cel działania jego firmy? Po co w ogóle wypisywać ładnie wyglądające farmazony? Tylko dlatego że wypada?

Jeśli celem naszej firmy ma być okopanie się na małym przyczółku i skubanie skromnych zysków w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, to pewnie rzeczywiście wzniosłe wizje się nie przydadzą. Problem w tym, że rzeczywistość gospodarcza stała się na tyle zmienna i niepewna, że nawet właściciel lokalnego spożywczaka musi się sporo nagłowić, żeby klient wracał do niego, a nie uciekł do dyskontu, który jutro może wyrosnąć po sąsiedzku. Takie głowienie się jest już wyjściem poza codzienne kalkulowanie zysków. To planowanie, które wymaga określonej wizji własnej firmy w przyszłości. Cele mają to do siebie, że ścigając te ambitne, nawet nie zauważamy, jak po drodze realizujemy te mniejsze. Zysk, jak twierdził guru zarządzania Peter Drucker, nie jest wyjaśnieniem ani przyczyną decyzji biznesowych. Jest raczej testem ich zasadności.