19.11.2016

Biznes na pierogach

Dziś czas oczekiwania na zamówienie jest jednym z ważniejszych aspektów, jakim klienci kierują się przy wyborze miejsca na posiłek – mówi Małgorzata Rzepecka, właścicielka Przystanku Pierogarnia.

Pierogi można zjeść właściwie w każdym lokalu. Czy typowo pierogowy koncept jest więc konkurencyjny na rynku?
Rzeczywiście, pierogi można kupić w wielu restauracjach, barach, czy punktach garmażeryjnych. Ale nie ma w Polsce tradycyjnego, typowo pierogowego fast foodu. Mówiąc fast food mam tu na myśli szybkość obsługi i podawania posiłków. Bo jakość mamy na pewno zdecydowanie lepszą. Sami robimy nasze pierogi. Jednak dziś to właśnie czas oczekiwania na zamówienie jest jednym z ważniejszych aspektów, jakimi klienci kierują się przy wyborze miejsca na posiłek. Dlatego właśnie sześć lat temu zdecydowaliśmy się uruchomić Przystanek Pierogarnia. Dziś w macierzystym Krakowie mamy już cztery lokale. Oprócz pierogów serwujemy też tradycyjne dania jednogarnkowe, np. fasolkę po bretońsku, zupy, gołąbki. O tym, że przez te lata zapracowaliśmy na zaufanie klientów świadczy chociażby fakt, że na portalu Tripadvisor, gdzie klienci oceniają m.in. restauracje, wśród 1200 krakowskich lokali plasujemy się w pierwszej dziesiątce.

Małgorzata Rzepecka, właścicielka Przystanku Pierogarnia Fot. Przystanek Pierogarnia

Przy lokalu wielkości 50 m2 kwota inwestycji może wahać się między 30 a 50 tys. zł. Wydatki zależą m.in. od tego, czy lokal był wcześniej przystosowany do potrzeb gastronomii, czy nie.
Małgorzata Rzepecka, właścicielka Przystanku Pierogarnia.

To koncept dla dużych czy także dla średnich i małych miast?
Myślimy raczej o większych miastach, ale sądzę, że ze względu na atrakcyjne ceny posiłków mógłby też się sprawdzić w mniejszych. Na razie chcemy wystartować z franczyzą od południowej Polski. Mamy też jednak pytania od osób zainteresowanych z Warszawy czy Poznania.

Na jaką inwestycję powinien być przygotowany franczyzobiorca?
Przy lokalu wielkości 50 m2 kwota inwestycji może wahać się między 30 a 50 tys. zł. Wydatki zależą m.in. od tego, czy lokal był wcześniej przystosowany do potrzeb gastronomii, czy nie. Nasze punkty funkcjonują w różnych formatach. Jeden z nich prowadzi sprzedaż tylko przez okienko, w dwóch są dla gości krzesła przy długich blatach, w ostatnim jest większa sala konsumpcyjna. Franczyzobiorca zdecyduje, jaki format chce wybrać. Opłata licencyjna wynosi 9 tys. zł. Miesięczna opłata franczyzowa to 900 zł, a marketingowa 100 zł. Lokal powinien być rentowny już od pierwszego miesiąca. Zwrot z inwestycji następuje po około siedmiu miesiącach.

Rozmawiała Monika Wojniak-Żyłowska

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0