28.11.2016

Bez franczyzy ani rusz

Katarzyna Kaźmierczak prowadzi dwa sklepy Chata Polska w Poznaniu. Według niej debiut w branży handlowej bez wsparcia ze strony franczyzodawcy jest praktycznie niemożliwy.

Katarzyna Kaźmierczak przez lata pracowała na stanowiskach dyrektorskich w dużych firmach. Praca z czasem stawała się jednak coraz bardziej wypalająca i stresująca, co ostatecznie skłoniło poznaniankę do podjęcia decyzji o przejściu na swoje. Jej wybór padł na branżę handlową i franczyzę Chaty Polskiej. Pod tym szyldem w 2004 roku otworzyła swój pierwszy sklep w stolicy Wielkopolski.
– Zdecydowałam się na Chatę Polską, ponieważ warunki współpracy wydawały mi się korzystne. I tak zresztą uważam do dziś. Cenię sobie przede wszystkim swobodę działalności, którą zapewnia mi franczyzodawca. Przejawia się ona głównie w tym, że jako franczyzobiorcy nie jesteśmy w 100 proc. zobowiązani do zakupu towaru w jednym źródle. Jeśli na rynku znajdziemy dostawców oferujących niższe ceny, to możemy nawiązać z nimi współpracę. Chata Polska wymaga pozyskiwania minimum 50 proc. zatowarowania w swoich hurtowniach. Natomiast w przypadku moich sklepów ten wskaźnik jest znacznie wyższy, bo trudno znaleźć lepsze warunki zakupowe niż te oferowane przez franczyzodawcę – tłumaczy Katarzyna Kaźmierczak.

Katarzyna Kaźmierczak, franczyzobiorczyni Chaty Polskiej Fot. Chata Polska

Sklepy Katarzyny Kaźmierczak działają w Poznaniu na osiedlu Kopernika oraz przy ul. Warszawskiej. Właścicielka codziennie odwiedza obie placówki.

Jej pierwszy sklep powstał przy ul. Warszawskiej, w lokalu o powierzchni sprzedażowej 156 m2. Dziś Katarzyna Kaźmierczak zarządza dwiema placówkami. W 2009 roku uruchomiła punkt o powierzchni 230 m2 na osiedlu Kopernika. Zainwestowała ok. 350 tys. zł, bo lokal wymagał licznych dostosowań. Inwestycja zwróciła się po kilku latach.

Oba sklepy Katarzyny Kaźmierczak mieszczą się w Poznaniu, toteż jest codziennie obecna w każdym z nich. W punktach pracują oczywiście menedżerowie, ale właścicielka wychodzi z założenia, że „pańskie oko konia tuczy”.
– Czasami kierownicy potrzebują wsparcia. W naszych sklepach jest 10 tys. indeksów asortymentowych, czasami niektóre produkty trzeba lepiej wyeksponować, czasem udzielić pomocy szeregowym pracownikom. To wszystko rzeczy, którymi też powinien zajmować się przedsiębiorca, żeby nie stracić kontaktu ze swoją firmą – tłumaczy.

Współpraca z franczyzodawcą i jej własne umiejętności zarządcze pozwalają jej skutecznie stawiać czoła konkurencji ze strony dyskontów i innych sklepów wielkopowierzchniowych. Przyznaje jednak, że do kolejnych otwarć jej się nie śpieszy.
– Rynek jest bardzo konkurencyjny. Mogę długo wymieniać, ile konkurencyjnych sklepów działa w sąsiedztwie moich. Samodzielny debiut w branży handlowej, bez wsparcia ze strony franczyzodawcy, jest nie tylko mniej opłacalny, ale praktycznie niemożliwy. Franczyzodawca dzieli się nie tylko rozpoznawalną marką i swoją wiedzą na temat prowadzenia biznesu. Zapewnia też dostęp do upustów i warunków handlowych, na które pojedynczy przedsiębiorca musiałby pracować latami – przyznaje franczyzobiorczyni.