26.05.2017

Apteka dla wybranych

Czy „apteka dla aptekarza” oznacza de facto koniec franczyzy aptecznej?

Stało się to, czego apteczni franczyzodawcy (i wielu innych graczy na tym rynku) obawiali się od dawna. Prezydent podpisał ustawę wprowadzającą nowe regulacje w prawie farmaceutycznym, a sztandarowe hasło „apteka dla aptekarza” stało się faktem. Jakie konsekwencje dla rynku aptecznego, a w szczególności dla sieci, wynikną ze zmian w prawie?

Apteka Dbam o Zdrowie. Fot. Dbam o Zdrowie

Zgodnie z nową ustawą zezwolenie na prowadzenie apteki dostaną tylko farmaceuci prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą oraz spółki jawne lub partnerskie, w których wspólnikami są farmaceuci. Wyklucza to przejmowanie aptek po rodzicach, jeśli spadkobierca nie będzie magistrem farmacji.

Sieci pod ostrzałem

Zgodnie z nową ustawą zezwolenie na prowadzenie apteki dostaną tylko farmaceuci prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą oraz spółki jawne lub partnerskie, w których wspólnikami są farmaceuci. Wyklucza to przejmowanie aptek po rodzicach, jeśli spadkobierca nie będzie magistrem farmacji. Poza tym farmaceuta będzie mógł mieć maksymalnie cztery apteki. Nowe placówki będą mogły powstać w gminie, która ma więcej niż 3 tys. mieszkańców (jeśli jest już w niej apteka), w odległości co najmniej 500 metrów od istniejącej już placówki.

Te rozwiązania poważnie utrudnią rozwój sieci, których liczba w Polsce sięga ok. 390. Jeśli ktoś myślał o otwarciu własnej apteki we franczyzie, to będzie niestety musiał zrezygnować z tego pomysłu, jeśli nie posiada odpowiedniego wykształcenia. Warto podkreślić, że rynek sieci aptecznych jest bardzo rozdrobniony rynek – największy gracz sieciowy ma w nim raptem ok. 4 proc. udziału. Jednocześnie sieci mają różnorodny charakter, są wśród nich duzi gracze powiązani z hurtowniami, ale i małe, rodzinne sieci. Zmiany w prawie oznaczają kłopoty dla franczyzodawców, którzy prowadzili też własne placówki, ale również dla niebędących farmaceutami franczyzobiorców, mających po więcej niż cztery apteki. Nic zatem dziwnego, że franczyzodawcy od początku krytykowali pomysły modyfikacji prawa.
Farmaceuci okazują się być kiepskimi właścicielami aptek. Nie są przygotowywani do prowadzenia negocjacji. Księgowość, podatki, inwestycje to niestety ich przerasta. Często chcą sprzedać swoje apteki właśnie nam, sieciowym właścicielom. Są natomiast przygotowywani do wydawania leków i tak powinno pozostać. W przeciwnym razie rynek aptek załamie się, ceny wzrosną a straci jak zwykle biedny klient – mówił na łamach Franchising.pl Marcin Ratajczak, dyrektor ds. rozwoju sieci Bliska Apteka.

Grzegorz Gołąb, właściciel liczącej siedem aptek sieci Rumianek, zapytał dwudziestu zatrudnionych w swoich placówkach magistrów o to, czy chcieliby wejść z nim w spółkę, kupując 51 proc. udziałów w jego biznesie, by ten mógł dalej działać w niezmienionej formie. Okazało się, że żaden nie posiadał takiego kapitału… Ta sytuacja pokazuje, jakie problemy z dostosowaniem swojego biznesu do nowych realiów prawnych będą mieć właściciele sieci. Ci, którym brak dyplomu farmaceuty, nie tylko nie uzyskają nowego zezwolenia na prowadzenie apteki, lecz tracić będą zezwolenia dziś posiadane z uwagi na brak odpowiednich przepisów przejściowych. To już prosta droga do wywłaszczenia.

Franczyzodawca marki Apteneo, Paweł Jasiński, w obawie przed nowymi regulacjami postanowiła zawiesić na jakiś czas plany rozwoju we franczyzie i przyspieszyć otwarcia własnych punktów. Jak się okazało, była to trafiona decyzja. Ponieważ właściciele tej sieci nie są farmaceutami, zmiana w prawie odebrała im możliwość dalszej ekspansji własnymi siłami.
– Zmiany, które wprowadza nowelizacja prawa farmaceutycznego, uderzą w apteki, które nie są prowadzone przez farmaceutów, bo spowodują ich stopniową likwidację. Stracą na tym również firmy aptekarskie, które mają więcej niż cztery placówki, bo nie będą się mogły rozwijać. Większość z nich podjęła duże zobowiązania finansowe na stworzenie swoich sieci. To może spowodować ich niewypłacalność i bankructwo – uważa Małgorzata Anismowicz, prezes kancelarii PMR Restrukturyzacje SA.

Protesty zdały się na nic

W grudniu 2015 roku list otwarty do premier Beaty Szydło wystosowały organizacje pracodawców i pacjentów, apelując do rządu, aby nie wprowadzał niekorzystnych dla nich zmian. Podkreślali w nim, że zaledwie jedna trzecia aptek w Polsce należy do sieci farmaceutycznych i najczęściej są to małe, lokalne przedsiębiorstwa, liczące od kilku do kilkunastu aptek.
„Rozwój sieci aptecznych przyczynił się do unowocześnienia branży aptecznej, upowszechnił wysokie standardy w zakresie obsługi pacjentów i przestrzegania prawa pracy, przede wszystkim jednak doprowadził do spadku cen leków nierefundowanych, które stanowią większość medykamentów sprzedawanych w aptekach” – podkreślali sygnatariusze apelu i dodają, że nowe rozwiązania legislacyjne zagrażają istnieniu tysięcy polskich aptek.

Jak wskazują Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET oraz Konfederacja Lewiatan, nowelizacja prowadzi do ograniczenia konkurencji, a co za tym idzie wzrostu cen leków nierefundowanych i spadku ich dostępności dla pacjentów. Najbardziej dotkliwie odczują to osoby najczęściej odwiedzające apteki – czyli seniorzy, przewlekle chorzy i niepełnosprawni. A właśnie dla tych grup oszczędności mają szczególne znaczenie, bo wydatki na leki stanowią bardzo poważną pozycję w ich najczęściej ograniczonym miesięcznym budżecie. Nowe prawo uderza bowiem w sieci apteczne, a według szacunków na wydatkach w tych właśnie aptekach polscy pacjenci oszczędzają średnio około 2 mld zł rocznie.

Może okazać się, że ustawa będzie działać również przeciwko wielu właścicielom aptek indywidualnych. Nowe prawo umożliwia wprawdzie farmaceutom prowadzenie do czterech aptek, ale ograniczenia geograficzno-demograficzne sprawią, że nie będzie już to możliwe na danym terenie. Są one bowiem tak restrykcyjne, że w większości miast nie będzie mogła otworzyć się już żadna apteka, nawet na nowych osiedlach czy w nowo powstałych centrach handlowych. Jest to szczególnie dotkliwe dla młodych farmaceutów, którzy z tego względu nie będą mogli prowadzić własnej apteki. Dodatkowo ograniczy im się liczbę miejsc potencjalnego zatrudnienia. To samo dotyczy techników farmaceutycznych. Trudno więc mówić, że ustawa sprzyja wszystkim farmaceutom.

Co dalej z franczyzą?

Z pewnością nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne jest kłodą rzuconą pod nogi sieciom franczyzowym na rynku aptek. Wydaje się jednak, że mówienie o „końcu franczyzy aptecznej” jest pewną przesadą.
Warto pamiętać, że nowymi franczyzobiorcami na rynku aptek zostają głównie właściciele aptek, które już istnieją i mają pewną historię biznesową. Rzadziej zdarza się, że ktoś otwiera aptekę na licencji jako zupełnie nowy biznes i jednocześnie wchodzi do tej branży bez żadnego doświadczenia – zauważa Michał Wiśniewski, dyrektor działu doradztwa we franczyzie PROFIT system.

Dobrej myśli jest również Kordian Dryka z sieci Apteki z Misiem.
- W naszej opinii będziemy wkrótce świadkami rozkwitu wszelkich projektów franczyzowych na rynku polskich aptek. W tym też upatrujemy możliwość budowania naszej marki i dalszą ekspansję. Wskazuje na to m.in. znacznie większa liczba zapytań o przyłączenie do naszego projektu - mówi menedżer.

Zatem „świeżej krwi” dla sieci aptecznych zabraknąć nie powinno. Z drugiej strony niewykluczone, że nowe prawo zrodzi pewne paradoksy. Teraz, kiedy konkurencja w branży się zaostrzy, korzyści z działania pod wspólnym szyldem staną się jeszcze bardziej czytelne. A to może ostatecznie zachęcić do wejścia do sieci właścicieli aptek, którzy dotychczas się wahali. A być może nowym narybkiem franczyzobiorców staną się właśnie farmaceuci, u których wiedza na temat leków nie zawsze idzie w parze z umiejętnościami biznesowymi? W końcu franczyzodawca to ktoś, kto może się podzielić wiedzą o tym, jak zarządzać firmą. Możliwych scenariuszy jest wiele. Czas pokaże, który okaże się prawdziwy.