28.05.2017

Kto może mieć restaurację Burger King?

Król burgerów to wymagający franczyzodawca. Do współpracy przyjmie tylko solidnych i pracowitych partnerów.

Matecznik Burger Kinga to oczywiście Ameryka, gdzie w 1954 roku, w Miami na Florydzie, został otwarty pierwszy lokal tej marki. Do Polski król burgerów trafił w 1992 roku. Słynne whoppery Polakom zaserwowano po raz pierwszy przy warszawskim placu Zbawiciela. Jednak dziewięć lat później koncern wycofał się z naszego kraju. Istniejące restauracje zostały odkupione przez spółkę AmRest (która była operatorem marki w Polsce) i przekształcone w lokale KFC. Ale Burger King nie zrezygnował z planów nadwiślańskiej ekspansji. Wrócił sześć lat później, w 2007 roku. Po raz kolejny główną rolę odegrał AmRest, tym razem ponownie wprowadzając Burger Kinga na nasz rynek jako franczyzobiorca. Przez wiele lat miał na to wyłączność. Później dołączył drugi operator, grupa Autogrill. Jednak niedawno centrala Burger Kinga zdecydowała się na przyspieszenie tempa rozwoju, zarówno u nas, jak i generalnie w południowo-wschodniej Europie. Pod koniec 2014 roku powołała do życia spółkę Burger King SEE, przed którą postawiono zadanie intensywnej rozbudowy sieci w Polsce, Włoszech, Rumunii i Grecji. Kamieniem milowym w polskiej historii Burger Kinga stała się decyzja o sprzedaży franczyzy indywidualnym przedsiębiorcom.

Restauracja Burger King Fot. Burger King

Pod marką Burger King działa w Polsce obecnie 47 lokali. Według firmy, w naszym kraju jest miejsce dla minimum 200.

Cel: minimum 200 lokali

W skali światowej to nic nowego – ponad 99 proc. wszystkich istniejących na świecie lokali Burger Kinga funkcjonuje we franczyzie. – Jest to zgodne z globalną strategią rozwoju Burger Kinga, która opiera się głównie na koncepcji franczyzowej – potwierdza Przemysław Zacny, development director Burger King Poland. – Burger King przeprowadził analizę wszystkich krajów Europy i Polska została uznana za jedno z dwóch państw o największym potencjale rozwojowym. Aby maksymalnie przyspieszyć ekspansję naszej sieci, wyjątkowo w Polsce zamierzamy rozwijać się zarówno poprzez franczyzę, jak i otwierając własne restauracje. Chcemy otwierać kilkadziesiąt lokali rocznie, z czego 60 proc. własnych, a resztę franczyzowych.
Burger King tym razem jest nastawiony na zwycięską ekspansję. Szuka franczyzobiorców z poważnym podejściem do biznesu. Franczyzodawca nie ukrywa, że będzie wymagającym partnerem. – Nie będziemy akceptować słabych lokalizacji – zastrzega Przemysław Zacny. – Przykładamy dużą wagę do tego, by lokalizacja dawała duże szanse na powodzenie restauracji. We współpracy z renomowaną, brytyjską firmą CACI, opracowaliśmy strategię rozwoju dla Polski. Pracujemy nad takim rozmieszczeniem lokali w poszczególnych regionach, miastach czy nawet dzielnicach, by się wzajemnie nie kanibalizowały. Potencjał Polski oceniamy na minimum 200 restauracji. Szczególnie jesteśmy zainteresowani współpracą z osobami, które są w stanie prowadzić kilka lokali. Wtedy możemy rozmawiać o wyłączności np. na całe miasto.

Burger King chce wchodzić do dużych miast, powyżej 100 tys. mieszkańców. Interesują go miasta dobrze rozwinięte ekonomicznie, ale też turystyczne, gwarantujące ciągły duży przepływ ludzi. Kolejne atrakcyjne dla marki lokalizacje to autostrady, drogi ekspresowe, szlaki tranzytowe. – Chcemy nawiązać współpracę z franczyzobiorcami sieci paliw, którzy mają wystarczająco duży zapas terenu lub miejsca na urządzenie restauracji – dodaje Przemysław Zacny.

Kandydat prześwietlony

Dobrze byłoby, aby kandydat na franczyzobiorcę posiadał doświadczenie w gastronomii, choć nie jest to warunek konieczny. Potrzebne jest natomiast generalnie doświadczenie w biznesie i zarządzaniu zespołem oraz odpowiednie zaplecze finansowe, bo inwestycja w Burger Kinga nie należy do najniższych. – Chcemy mieć pewność, że franczyzobiorca będzie potrafił prowadzić restaurację i ma doświadczenie w zarządzaniu zespołem, zdobyte w pracy w gastronomii lub innym biznesie. Sprawdzamy też, czy taka osoba ma wystarczające środki na wybudowanie restauracji. Nie chodzi przecież o to, aby otworzyć restaurację i po miesiącu ją zamknąć – tłumaczy Przemysław Zacny. – Warto zatem przyjrzeć się temu, czym nasz potencjalny partner zajmował się wcześniej i jakie ma zawodowe doświadczenia.
Burger King, korzystając z wywiadowni gospodarczych (oczywiście za zgodą franczyzobiorcy) sprawdzi więc m.in., jak długo przyszły partner funkcjonuje w biznesie, czy nie ma długów, czy nie zalega z podatkami lub składkami ZUS, czy nie ciąży na nim zbyt wiele kredytów. Jeśli chodzi o wymagania finansowe, licencjodawca dopuszcza korzystanie z różnych form dofinansowania (np. kredyty, leasing). – Nie mamy wymagań co do sposobu finansowania inwestycji, jednak z doświadczenia wiemy, że nie jest możliwe sfinansowanie jej całości – nie ukrywa nasz rozmówca.

Franczyzobiorcą Burger Kinga może zostać nie tylko osoba indywidualna, ale też np. spółka. – W przypadku dużego przedsiębiorstwa, bez prywatnych właścicieli mogących udzielić poręczenia osobistego, oczekujemy utworzenia w tym przypadku spółki celowej oraz gwarancji podmiotu dominującego – dodaje Przemysław Zacny.

klienci w kolejce w restauracji szybkiej obsługi Burger King

Model do wyboru

Franczyzobiorcy Burger Kinga mają do wyboru trzy modele restauracji. Różnią się one lokalizacją, wielkością, kosztami inwestycji. Pierwszy to model drive – czyli wolnostojący budynek, budowany od podstaw. Aby powstał, potrzebna jest działka o powierzchni ok. 2 tys. m2. I czas. – Jeśli dla danego terenu jest już gotowy plan zagospodarowania przestrzennego, to może to potrwać rok – mówi Przemysław Zacny. – Tyle zajmą formalności (uzyskanie pozwolenia na budowę), prace budowlane, wyposażenie itp. Koszt inwestycji przy modelu drive to od 3,5 do 4 mln zł.

Kolejnym formatem jest lokal inline, czyli z wejściem z ulicy, przewidziany dla centrów miast, głównych deptaków, ruchliwych ulic. Powinien mieć wielkość ok. 300 m2. Trzeba w niego zainwestować od 2,5 do 3,5 mln zł. – Wiele zależy np. od tego, jakiego rodzaju prace są konieczne do przeprowadzenia w lokalu – tłumaczy Przemysław Zacny. – Często trzeba zwiększać pobór mocy, przebudowywać wentylację. To też może powodować wydłużenie prac w czasie, wymaga zgody np. wspólnoty mieszkaniowej, w której budynku znajduje się lokal. Z dodatkowymi formalnościami trzeba liczyć się też np. wówczas, gdy budynek jest objęty ochroną konserwatorską.

Najmniejsza jest inwestycja w lokal w food courcie galerii handlowej. Tutaj potrzebna jest też najmniejsza powierzchnia – 90 m2. Nakłady mieszczą się w kwocie ok. 1,5 mln zł. – Ale w galerii handlowej interesują nas też inne możliwości lokalizacji, nie tylko food court – dodaje Przemysław Zacny. – Możemy rozmawiać o inline mallu, czyli lokalu z własną powierzchnią stolikową. Mamy też warianty lokalizacji, gdzie lokal znajduje się przy wejściu do galerii i daje możliwość uruchomienia okienka drive.

Burger King „prześwietla” też dokładnie galerie, zanim zdecyduje się otworzyć w nich lokal. Chce wybierać takie, które przetrwają ewentualne załamania rynku. – Jesteśmy zainteresowani galeriami, których minimalna odwiedzalność wynosi 5-6 mln klientów rocznie – wyjaśnia Przemysław Zacny. – W centrach handlowych jesteśmy tzw. desired brand, czyli pożądaną marką. Bardzo często galerie proponują, byśmy weszli do food courtu tylko za sam czynsz od obrotu, żeby nasze logo pojawiło się na elewacji jako magnes dla innych najemców. Z drugiej strony jednak w galeriach handlowych istnieje ryzyko związane z wysokością opłat serwisowych. Zawsze jest to pewna niewiadoma. Można wynegocjować stały poziom części opłat serwisowych, ale pozostała część nie jest kontrolowana przez galerię. W lokalizacjach przy ulicach dobrze wiemy, jakie będą koszty wynikające z opłat wspólnych, czyli podatki od nieruchomości, cena energii elektrycznej i pozostałych mediów.

Projekt, kosztorys, ocena zysków

Umowę franczyzową z Burger Kingiem podpisuje się na 20 lat. Jednorazowa opłata wstępna wynosi 60 tys. dolarów. Miesięczna opłata franczyzowa to 6 proc. od obrotu, plus 5 proc. opłaty marketingowej. Co w zamian dostają franczyzobiorcy? – Oceniamy potencjał lokalizacji. Wspieramy partnerów przy negocjacjach umów najmu lub zakupu. Udostępniamy wzory takich umów, aby do minimum ograniczyć ryzyko franczyzobiorcy – wylicza Przemysław Zacny. – Pomagamy też przy projektowaniu lokalu oraz zagospodarowania terenu wokół niego. Proponujemy takie rozwiązania, które pozwolą ekonomizować przestrzeń. Chodzi o to, by restauracja nie była ani za mała, ani za duża, aby franczyzobiorca nie płacił niepotrzebnie zbyt dużego czynszu. Przedstawiamy przyszłemu franczyzobiorcy kosztorys wykonania projektu – koszty wyposażenia, budowy oraz wysokość nakładów finansowych niezbędnych do uruchomienia restauracji, jak chociażby odzież robocza dla pracowników i koszty ich wynagrodzenia w trakcie szkolenia.

Franczyzodawca może przekazać franczyzobiorcy np. gotowe, standardowe projekty modelu drive thru, a partner może je zaadaptować według swoich potrzeb. – Prowadzimy cały proces zatwierdzania projektów pod względem technologii kuchni, designu wnętrza. Muszą one zostać zaakceptowane przez centralę Burger Kinga – tłumaczy Przemysław Zacny. – Wskazujemy też cały łańcuch dostawców, producentów wyposażenia wnętrz, sprzętu.

Jeśli chodzi o dostawców, to w niektórych przypadkach można skorzystać wyłącznie z tych wskazanych przez franczyzodawcę. Tak jest np. ze sprzętem kuchennym, maszynami do kawy i lodów. – Jeśli chodzi o wyposażenie kuchni, to nasza krótka lista zawiera dwie firmy w Polsce, których produkty zapewniają wymaganą przez nas jakość. Mamy z nimi wynegocjowane najlepsze na polskim rynku ceny – wyjaśnia Przemysław Zacny. – Natomiast jeśli chodzi np. o meble, to partnerzy mogą skorzystać z usług dowolnych dostawców, jeśli tylko ich produkty są zgodne z naszymi standardami. Możemy też zorganizować przetargi wśród sprawdzonych firm budowlanych, z którymi również mamy wynegocjowane atrakcyjne ceny. Ale jeżeli partner jest w stanie samodzielnie znaleźć tańszą ofertę, to nie stawiamy przeszkód.

Licencjodawca pomaga też franczyzobiorcy w oszacowaniu kosztów prowadzenia lokalu i wysokości oczekiwanych zysków. – Należy tu jednak zaznaczyć, że duży wpływ na przyszłe wyniki restauracji ma zaangażowanie przyszłego partnera – podkreśla nasz rozmówca.

obsługa w restauracji szybiej obsługi Burger King

Pracownicy z certyfikatem

Zarówno franczyzobiorca, jak i wszyscy pracownicy jego restauracji przechodzą kompleksowe szkolenia zorganizowane przez Burger King. – W trakcie ich trwania kadra otrzyma niezbędne informacje, jak efektywnie prowadzić restaurację przy jednoczesnym zachowaniu wszelkich standardów – zapewnia licencjodawca. Szkolenie dla przyszłego franczyzobiorcy trwa dwa miesiące i odbywa się w jednej z sieciowych restauracji w Warszawie, Krakowie lub Gdańsku. Miejsce jest uzależnione zarówno od bliskości zamieszkania przyszłego franczyzobiorcy, typu restauracji, jaką zamierza prowadzić, i od ustalonego harmonogramu szkolenia. – Dokładamy wszelkich starań, by szkolenie to było jak najbardziej efektywne, ale jednocześnie nie dezorganizowało funkcjonowania pracy restauracji. Stąd też miejsce szkolenia jest zawsze ustalane indywidualnie – dodaje Przemysław Zacny.

Franczyzobiorca nie musi znać języka angielskiego – wszystkie materiały szkoleniowe oraz podręczniki są przetłumaczone na język polski. Natomiast szkolenia dla pracowników restauracji trwają mniej więcej cztery tygodnie. Składają się na nie szkolenie wprowadzające oraz szkolenie stanowiskowe. Szkolenia dla menedżerów są dodatkowo rozszerzone o naukę zarządzania zmianą oraz zarządzania restauracją. Każde ze szkoleń kończy się egzaminem, a co za tym idzie wydaniem certyfikatu potwierdzającego nabycie wymaganych umiejętności do pracy w restauracji Burger King.

Restauracja pod kontrolą

Nie wymagamy, by franczyzobiorca zrezygnował z obecnie prowadzonego biznesu, jeśli takowy posiada – podkreśla Przemysław Zacny. – Ważne jednak, aby był świadomy, że prowadzenie restauracji wymaga bardzo dużego zaangażowania. Jeśli potencjalny franczyzobiorca chce występować jedynie w roli inwestora, musi wyznaczyć inną zaufaną osobę, która będzie na miejscu i dopilnuje wszelkich wymaganych przez nas standardów.

Franczyzobiorcy mogą być pewni, że Burger King to sprawdzi. Restauracje własne oraz franczyzowe są monitorowane przez firmę zewnętrzną. Taka kontrola obejmuje jakość i bezpieczeństwo żywności, czystość, jakość obsługi, sposób zarządzania restauracją, a także sprawdza, czy wszyscy pracownicy przeszli odpowiednie szkolenia potwierdzone certyfikatem. Wizyta kontrolna kończy się wystawieniem oceny restauracji i wypunktowaniem rzeczy wymagających poprawy. – Dodatkowy monitoring przeprowadzają nasi klienci. Wraz z paragonem klient otrzymuje wydruk z podanym adresem strony WWW, na którą może się zalogować i ocenić swoją wizytę w restauracji Burger King. W zamian za podzielenie się swoją opinią, otrzymuje kupon na jeden z naszych flagowych burgerów – wyjaśnia Przemysław Zacny.

Niewątpliwie uruchomienie biznesu pod marką Burger King już na starcie daje tę przewagę, że działa się pod rozpoznawalnym na całym świecie brandem. – Trudno byłoby znaleźć w Polsce osobę, która nie kojarzy marki Burger King. Nasza rozpoznawalność sięga ponad 90 proc. – podkreśla Przemysław Zacny. – Dodatkowo należy zaznaczyć, że 3 tys. naszych restauracji w Europie działa właśnie na zasadach franczyzy. Niektórzy franczyzobiorcy prowadzą nawet kilkanaście restauracji. Ponadto nasi partnerzy nigdy nie są pozostawieni sami sobie i mogą liczyć na wsparcie i korzystać z naszej wiedzy i doświadczenia.

Sieć zapewnia też centralny marketing i kompleksowe wsparcie promocyjne, począwszy od ogólnopolskich kampanii reklamowych (telewizja, internet, outdoor, radio, prasa), a skończywszy na wsparciu sprzedaży na poziomie restauracji (kupony zniżkowe, lokalne akcje promocyjne, oznakowanie restauracji).
W tej chwili Burger King prowadzi zaawansowane rozmowy z kandydatami na franczyzobiorców. Równocześnie otwiera też restauracje własne.

Artykuł pochodzi z miesięcznika "Własny Biznes FRANCHISING" nr 8/2016