04.07.2017

Były licencje, są pozwy

Znana marka odzieżowa rezygnuje z franczyzy i przenosi się do internetu. Z franczyzobiorcami żegna się na sali sądowej…

Do redakcji Franchising.pl zgłaszają się byli franczyzobiorcy opisujący swoje negatywne doświadczenia ze współpracy z odzieżowym konceptem Butik I Like. Ich zdaniem właściciel marki utrudniał im prowadzenie biznesu zwlekając z wymianą kolekcji w sklepach, a gdy chcieli zakończyć działalność w sieci, odmawiał zwrotu kaucji. Franczyzodawca twierdzi, że franczyzobiorcy sami wpędzili się w kłopoty, bo nie angażowali się w prowadzenie biznesu. Teraz próbuje odzyskać swoje należności na drodze sądowej. Postanowiliśmy bliżej przyjrzeć się konfliktowi.

Sklep Butik Fot. Butik

Franczyzobiorcy zarzucają franczyzodawcy, że nie dostarczał na czas towaru do ich sklepów, a gdy chcieli opuścić sieć - zwlekał również ze zwrotem kaucji zabezpieczających. Franczyzodawca nie ma sobie nic do zarzucenia i pozywa byłych partnerów, którzy nie rozliczyli się z przekazanego im w depozyt asortymentu.

Kolekcje i kaucje

Jednym z głównych zarzutów kierowanych pod adresem franczyzodawcy jest opieszałość w dostarczaniu towarów do sklepów franczyzowych. Sieć Butik działa w modelu depozytowym, co oznacza, że ubrania dostępne w placówkach należą do franczyzodawcy. Właściciele licencyjnych sklepów nie kupują ich na własny rachunek, co pozwala im ograniczyć kwotę inwestycji na start, a ich wynagrodzenie pochodzi z prowizji zależnej od wyników sprzedaży.

Alina Askerko, która otworzyła swój sklep pod szyldem Butik w Ostrowi Mazowieckiej latem 2015 roku twierdzi, że opóźnienia w dostawach towaru dość szybko stały się zmorą jej biznesu.
– Zaczęła się jesień, a my w oczekiwaniu na nowe kolekcje nadal handlowaliśmy koszulkami z krótkimi rękawem. Na moje upomnienia prezes Butik reagował mówiąc, że jeśli mamy kłopoty z płynnością, to tylko z naszej winy, bo nie radzimy sobie ze sprzedażą asortymentu sugerowanego przez franczyzodawcę. Tylko że to były rzeczy zupełnie nie pasujące do sezonu – mówi Alina Askerko.

Jej zdaniem problem stanowiła też polityka cenowa Butiku. Współpraca z partnerami sieci opiera się na modelu deozytowym, co oznacza, że to franczyzodawca jest właścieielem towaru, a franczyzobiorcy są wynagradzani w systemie prowizyjnym w zależności od wartości sprzedanych ubrań. W przypadku Butik franczyzobiorca za towar sprzedany w cenie pierwszej (bez przecen) otrzymywał prowizję w wysokości 45 proc. tej ceny. Przy przecenie 30 proc. prowizja spadała do 30 proc., a przy przecenie o połowę – do 20 proc.
– To poważnie ograniczało przychody i stawiało pod znakiem zapytania rentowność biznesu – żali się franczyzobiorczyni.

Podobne doświadczenia stały się udziałem Janusza Ścisłowicza, dziś już byłego właściciela dwóch sklepów tej marki w Kętach i Nowym Targu.
– W marcu 2013 roku otworzyłem pierwszy sklep Butik w Nowym Targu. Na początku biznes szedł nieźle, dlatego zdecydowałem się na otwarcie drugiego punktu w Kętach – opowiada przedsiębiorca. – Z czasem jednak współpraca zaczęła się psuć. Zaczęliśmy dostawać towar nieodpowiadający porze roku. Za oknem śnieg, a my mamy w sklepie trzy modele kurtek, zresztą w śladowych ilościach. Efekt jest prosty – jeśli klient widzi, że w sklepie nie znajdzie tego, po co przyszedł, to idzie do konkurencji. A biznes traci płynność.

Oboje franczyzobiorcy przyznają również, że gdy zdecydowali się na zakończenie współpracy z siecią, napotkali trudności z odzyskaniem kaucji zabezpieczających, które wpłacali przystępując do niej. Wysokość kaucji wynosiła 20 tys. zł.
– Jedną kaucję, za sklep w Kętach, udało się wyszarpać, ale tej za Nowy Targ – już nie. Nie dostaliśmy też zwrotu kaucji za kasy fiskalne. Nie zobaczyliśmy też ani złotówki z tytułu odsetek od udzielonej pożyczki – wylicza Janusz Ścisłowicz.

Co na to franczyzodawca?

Jak tłumaczy Jakub Nowicki, prezes spółki Trend&Fashion Group, do której należy marka Butik, firma w 2013 roku podjęła decyzję o rezygnacji z rozwoju sieci franczyzowej.
– Uznaliśmy, że nie możemy skutecznie konkurować ze stacjonarnymi sieciami nalężącymi do największych rynkowych graczy. Podjęliśmy decyzję o przeniesieniu biznesu do internetu. Chcemy postawić na sprzedaż odzieży online, w tym segmencie dostrzegamy spory potencjał dla naszej spółki – mówi Nowicki.

Butik jest marką odzieży sportowej i casualowej skierowanej do dziewczyn i młodych kobiet. Na polskim rynku działa od 2001 roku, a w szczytowym momencie pod tym szyldem działało ponad 160 sklepów, z czego znaczna część należała do franczyzobiorców. Dziś w sieci zostało 20 punktów własnych, natomiast na licencji działają już tylko dwa lokale – w Cieszynie i sezonowa, letnia placówka w Niechorzu. Franczyzodawca podkreśla, że wypowiadając umowy franczyzowe brał pod uwagę okresy najmu, jakimi byli związani partnerzy Butik.
– W przypadkach, gdy umowa miała zostać rozwiązania przed upływem okresu umowy najmu, szliśmy na rękę franczyzobiorcom i przedłużaliśmy współpracę – zaznacza Jakub Nowicki.

Według niego roszczenia i zarzuty franczyzobiorców są bezzasadne.
– Z przeważającą większością franczyzobiorców nie mieliśmy żadnych konfliktów i rozstaliśmy się z nimi w pozytywnej atmosferze. Wręcz przyznawali oni, że chętnie nadal robiliby z nami biznes, gdybyśmy nie rezygnowali z franczyzy – komentuje Nowicki. – Natomiast ci, którzy mają pretensje… cóż, wielu partnerów zachłysnęło się początkowym sukcesem i przestało dbać o biznes. Nasze inwentaryzacje wykazały poważne braki w asortymencie, który przekazywaliśmy części franczyzobiorców, co może wskazywać np. na straty wynikające z kradzieży dokonywanych przez pracowników. To częsta sytuacja w sklepach, które są źle nadzorowane.

Prezes Trend&Fashion Group twierdzi, że przypadkach, gdy to franczyzobiorca nie zwracał towaru przekazanego w depozyt, nie było podstaw do zwrotu kaucji. Mało tego, według jego szacunków franczyzobiorcy są winni operatorowi konceptu ok. 2 mln zł – równowartość utraconego przez właściciela marki towaru.
– W tej chwili przed sądem toczy się kilkanaście postępowań, próbujemy odzyskać te należności – mówi Jakub Nowicki.

Kategorycznie zaprzecza też plotkom, jakoby zarządzana przez niego spółka Trend&Fashion Group miała zgłosić wniosek o upadłość. A takie doniesienia dotarły do naszej redakcji za pośrednictwem franczyzobiorców. Żadnej informacji o upadłości nie ma też w KRS.
– Absolutnie nie planujemy zakończenia działalności, a jedynie przenosimy biznes do internetu. Wszelkie tego typu plotki są zaskakujące, byli franczyzobiorcy rozpowszechniają je, by nam zaszkodzić – podkreśla Jakub Nowicki.