13.07.2017

Przedsiębiorczość w genach

Adrianna Czarnecka prowadzi już trzy perfumerie marki Refan. Niewykluczone, że wkrótce otworzy kolejne.

Można powiedzieć, że zamiłowanie do prowadzenia własnego biznesu Adrianna Czarnecka wyssała z mlekiem matki. Jej rodzice prowadzili bary, pensjonaty. – Ja najpierw pracowałam u nich, później związałam się mocno z gastronomią i znajdowałam zatrudnienie w różnych restauracjach – opowiada. Jednak kiedy założyła rodzinę, a na świecie pojawiło się najpierw jedno, a potem drugie dziecko, zaczęła myśleć o własnej firmie. – Z mężem, który też pracuje w gastronomii, postanowiliśmy znaleźć dla mnie coś kobiecego – śmieje się. – Drugim warunkiem było to, abym nie musiała spędzać w pracy po 14 godzin na dobę. Muszę mieć też czas na opiekę nad dziećmi.

Adrianna Czarnecka, franczyzobiorczyni Refana Fot. Refan

Franczyzobiorczyni twierdzi, że inwestycja w adaptację i wyposażenie perfumerii to wydatek rzędu 20 tys. zł. Na pakiet zapachów trzeba przeznaczyć od 8,5 do 16 tys. zł, w zależności od ich ilości.

Przyglądali się więc z mężem różnym rodzajom biznesów, oglądali sklepy kosmetyczne, drogerie. W końcu ich wybór padł na sprzedaż nalewanych perfum. Faktycznie, trudno sobie chyba wyobrazić bardziej kobiecy biznes. W internecie znaleźli kontakty do różnych firm, zajmujących się tego rodzaju działalnością. – W większości jednak te firmy nie miały w Polsce swoich przedstawicieli. Wszystko chciały załatwiać przez internet, drogą mailową. Dla mnie to było niewystarczające – opowiada Adrianna Czarnecka. – Wyjątkiem okazał się Refan. Przyjechał do nas ich przedstawiciel, Jarosław Wójcicki, przywiózł próbki perfum, opowiedział, jak działa firma. To pomogło nam poznać ten biznes, rozwiać wątpliwości i podjąć ostateczną decyzję.

Lokal czekał na perfumy

Franczyzobiorczyni przeszła gruntowne szkolenie. Nauczyła się m.in. wszystkich zapachów z oferty, poznawała ich skład, uczyła się, jak rozpoznawać poszczególne komponenty. Lokal na swój pierwszy punkt handlowy Adrianna Czarnecka upatrzyła sobie już dużo wcześniej, przy deptaku w Szczawnie-Zdroju. – Duży, przeszklony, bardzo atrakcyjny, dziwiliśmy się nawet z mężem, czemu ciągle stoi pusty. Chyba nikt nie miał pomysłu na to, jak go zagospodarować. Albo po prostu czekał na mnie, bo przetrwał, wciąż nieużywany, przez całą moją ciążę i urlop macierzyński – wspomina franczyzobiorczyni Refanu.

Punkt ma dobrą lokalizację. Naprzeciwko znajdują się m.in. urząd miasta, duża apteka, przechodzi tędy sporo osób. Perfumeria ruszyła dokładnie w tegoroczny Dzień Kobiet. – Przed otwarciem wszystko przygotowywałam wspólnie z przedstawicielem firmy: rozlewaliśmy perfumy, układaliśmy je na półkach, przygotowaliśmy ekspozycję w witrynach – relacjonuje nasza rozmówczyni.

Franczyzobiorczyni zapewnia, że żadna duża akcja marketingowa nie była potrzebna, klientki pojawiły się od razu. Do wyboru miały w ofercie 60 rodzajów perfum, które mogły kupić w wybranej przez siebie ilości i zabrać do domu w specjalnych firmowych flakonikach. – Przy otwarciu pomagał mi mąż. Ale zaraz później pojechał do swojej pracy i zostałam sama. Ale poradziłam sobie ze wszystkim – wspomina Adrianna Czarnecka. – Wśród naszych klientek dużo jest pań w starszym wieku, kuracjuszek, które kupują perfumy nie tylko dla siebie, ale też na prezenty. Okazało się, że wiele kobiet zna już tę markę i przychodzi do nas z flakonikami, które kupiły w innych perfumeriach Refanu.

Po miesiącu zatrudniła pracownicę, którą już sama przeszkoliła. Lokal, który wynajęła na perfumerię, okazał się jednak trochę za duży (ok. 60 m2) jak na jej potrzeby. Ale poradziła sobie z tym problemem. Połowę powierzchni odstąpiła pani, która zajmuje się sprzedażą srebrnej biżuterii. Co dodatkowo przyciąga klientki, bo jak wiadomo biżuteria i perfumy chętnie chodzą ze sobą w parze.

Jedna za drugą

Interes kręcił się tak dobrze, że już półtora miesiąca po pierwszym otwarciu, pod koniec kwietnia, Adrianna Czarnecka uruchamiała kolejną perfumerię, tym razem w Karpaczu. Znów przez pierwsze dni pracowała w niej sama, a później powierzyła biznes swojej mamie, która mieszka w tej samej miejscowości. Ten lokal jest mały, ma około 8 m2. Mieści się w pobliżu innych punktów handlowo-usługowych: optyka, lodziarni, butiku z odzieżą, apteki. – Franczyzodawca zawsze sprawdza i akceptuje lokalizację na nowy punkt – podkreśla franczyzobiorczyni Refanu. – Podobnie jest z projektem wnętrza. Nasze zaprojektował mój teść, który bardzo się w to zaangażował. Postawiliśmy na kolor szary, dużo świateł i luster. Ten pomysł spodobał się centrali. Obydwa punkty zostały urządzone w podobnej stylistyce.

I znowu nowy punkt przyjął się na tyle dobrze, że Adrianna Czarnecka błyskawicznie zdecydowała się na uruchomienie kolejnego. W pierwszej połowie czerwca otworzyła wyspę w centrum handlowym na pograniczu Szczawna-Zdroju i Wałbrzycha. – Pierwszy punkt w Szczawnie mieści się w części uzdrowiskowej i odwiedza go sporo kuracjuszy. Natomiast klientelą wyspy w centrum handlowym będą raczej miejscowi – wyjaśnia franczyzobiorczyni, pytana, czy punkty nie będą dla siebie konkurencją. Podobnie jak w Karpaczu, w ofercie stoiska znajdzie się 90 rodzajów perfum. Ofertę wszystkich swoich perfumerii Adrianna Czarnecka buduje w oparciu o dane franczyzodawcy, który sprawdza na bieżąco, jakie perfumy są najpopularniejsze wśród Polek. Choć, jak podkreśla, ma też w sprzedaży takie zapachy, po które przychodzą pojedyncze klientki.

Franczyzobiorczyni twierdzi, że inwestycja w adaptację i wyposażenie perfumerii to wydatek rzędu 20 tys. zł. Na pakiet zapachów trzeba przeznaczyć od 8,5 do 16 tys. zł, w zależności od ich ilości. – Mąż chciałby, byśmy w tym roku uruchomili w sumie pięć punktów z szyldem Refanu. Taka ilość minimalizuje ryzyko biznesowe: nawet jeśli w jednym miejscu obroty są mniejsze, to inne mogą na niego zarobić – mówi Adrianna Czarnecka. – Na razie jednak rozglądam się za dobrymi lokalizacjami.