25.09.2017

Własna firma to jest to!

Dla części przedsiębiorców barierą na drodze do własnej firmy jest nie tyle brak kapitału, co brak pomysłu na biznes. Oto kilka inspiracji.

Fakt, że Polacy palą się do biznesu, nie oznacza jednak, że nie napotykają w związku z tym na liczne przeszkody. Największą stanowi strach przed porażką. Trudno się dziwić, w końcu statystycznie zaledwie co drugiej nowej firmie udaje się dotrwać do trzeciego roku działalności. Trudności przy zakładaniu biznesu wynikają też często z braku środków na start i biurokracji, której trzeba stawić czoła na początku. Wielu debiutujących przedsiębiorców boryka się jednak również ze znacznie bardziej (pozornie) prozaicznymi zagwozdkami, jak choćby tą dotyczącą pomysłu na biznes i wiedzy o tym, jak wcielić go w życie. Na te dwa pytania z powodzeniem odpowiada franczyza.

Przedsiębiorca na spotkaniu z załoga Fot. Fotolia

Przedsiębiorcy decydujący się na zakup licencji franczyzowej zyskują dostęp do rozpoznawalnej marki, doświadczenia biznesowego jej właściciela i wiedzę o tym, jak należy działać, by odnieść sukces w danej branży. Informacje te pozwalają ograniczyć ryzyko biznesowe – zwłaszcza na starcie, gdy ryzyko porażki jest największe.

Recepta przeciw ryzyku

Przedsiębiorcy decydujący się na zakup licencji franczyzowej zyskują dostęp do rozpoznawalnej marki, doświadczenia biznesowego jej właściciela i wiedzę o tym, jak należy działać, by odnieść sukces w danej branży. Informacje te pozwalają ograniczyć ryzyko biznesowe – zwłaszcza na starcie, gdy ryzyko porażki jest największe.
– Nasze badania oraz doświadczenia z rynków rozwiniętych dowodzą, że liczba upadłości przedsiębiorstw działających w ramach systemów franczyzowych jest znacznie niższa niż tych działających samodzielnie – mówi Michał Wiśniewski, dyrektor działu doradztwa we franczyzie PROFIT system.

Wybierać jest z czego – liczba franczyzodawców na polskim rynku przekracza już 1,2 tys. Co ważne, z franczyzy można skorzystać niemal w każdej branży. Jednocześnie koncepty franczyzowe charakteryzują się dużą rozpiętością w zakresie wymaganych kwot inwestycji. Firmę na licencji można otworzyć, inwestując od kilku tysięcy do nawet kilku milionów złotych. Wybierając koncept dla siebie, warto sprawdzić, jak długo działa na rynku, i porozmawiać z jego franczyzobiorcami. Najlepiej będzie zaś zacząć od wyboru branży i marki. I zapytać samego siebie, jaka dziedzina najbardziej odpowiada temu, co lubimy robić i w czym jesteśmy dobrzy.

Pewniak na talerzu

Branża gastronomiczna bywa często wymieniana jako pierwsze skojarzenie z hasłem „franchising”. Nic dziwnego, w końcu to właśnie gastronomiczne marki dominują na polskim rynku franczyzy. Otwarcie własnej restauracji należy do jednych z trudniejszych wyzwań biznesowych, stąd tak wielu przedsiębiorców woli przejść przez ten proces pod opieką doświadczonego partnera. We franczyzie można otworzyć knajpę z górnej półki, lokal typu fast food, pizzerię albo nawet mobilny food truck. Niektórzy franczyzodawcy mają w swojej ofercie kilka formatów gastronomicznych. Wśród nich jest Telepizza, która oprócz tradycyjnych pizzerii stawia na food trucki oraz formaty dopasowane do takich lokalizacji, jak dworce czy food courty w galeriach handlowych.
– W miejscach o dużym natężeniu ruchu musi funkcjonować restauracja, w której klienci będą mogli szybko zjeść oraz napić się kawy lub herbaty, zamiast czekać kilkanaście minut na zamówienie. Stąd pomysł nowego formatu pizzerii Telepizzy, który ma trafić w potrzeby naszych nowych klientów – mówi Leszek Nowak, menedżer ds. rozwoju sieci Telepizza Poland.

Placówki w nowym formacie będą otwierane m.in. w strefach food court. Lokale tego typu można wybudować już na powierzchni 50-60 m². W lokalach z większym metrażem będzie również część restauracyjna. Wówczas klient będzie mógł wybrać pomiędzy szybkim a dłuższym posiłkiem, który jest bardziej formą relaksu. Wszystkie placówki będą funkcjonować na zasadzie licencji. Koszt otwarcia własnej Telepizzy wiąże się z wydatkiem minimum 150 tys. zł.

Modne zyski

Liczba franczyzodawców z rynku gastronomicznego przekracza 140, ale nie mniej jest marek oferujących swoje pomysły na biznes w branży odzieżowej. W niej liczy się nie tylko atrakcyjny produkt i regularne dostawy, ale też know-how dotyczące ekspozycji produktów i zarządzania personelem. Zwraca na nie uwagę Joanna Koczan-Lisiecka, właścicielka trzech salonów z bielizną damską pod szyldem Esotiq. Jako franczyzobiorczyni, oprócz towaru i marki, korzysta ze wsparcia regionalnych menedżerów sieci. Jak twierdzi, ich uwagi pozwalają jej spojrzeć na swój biznes z perspektywy osoby z zewnątrz.
– Wskazówki dotyczą najczęściej sposobu ustawienia towaru na półkach, ale omawiamy praktycznie wszystkie kwestie związane z działalnością salonu – od doboru personelu, przez jakość sprzedaży, po wspomniany wygląd placówki. Markowy salon musi odróżniać się od zwykłego sklepu pod każdym względem – tłumaczy.
Inwestycja we franczyzowy salon Esotiq to koszt 700-800 zł za jeden metr kwadratowy, co oznacza, że na wyposażenie lokalu o powierzchni 50 m2 potrzebna będzie kwota rzędu 50 tys. zł. W większości odzieżowych franczyz dominuje model współpracy oparty na sprzedaży depozytowej. Odzież w sklepie pozostaje własnością franczyzodawcy do momentu sprzedaży klientowi detalicznemu, a właściciel punktu jest wynagradzany na podstawie prowizji od sprzedanych artykułów. Oznacza to, że franczyzobiorca nie ponosi kosztów zatowarowania, co obniża kwotę niezbędną do rozpoczęcia działalności.
– Z moich obserwacji wynika, że ten biznes potrzebuje około roku na to, by wejść na odpowiednie obroty i zacząć przynosić satysfakcjonujące zyski – dodaje Joanna Koczan-Lisiecka.

Zadbana firma

Gastronomia i odzieżówka to kopalnie franczyzowych pomysłów na biznes. Do licencyjnych klasyków trzeba zaliczyć jednak też koncepty z branży usługowej, szczególnie te zorientowane na kwestie zdrowia i urody. Wraz ze wzrostem zamożności, Polacy coraz częściej korzystają z usług gabinetów kosmetycznych, salonów depilacji i poradni dietetycznych. Koniunktura na tym rynku ma się nieźle, o czym świadczyć mogą wyniki polskich franczyzobiorców sieci gabinetów trwałej depilacji DepilConcept. W globalnym zestawieniu wyników sprzedaży tej portugalskiej marki zajęli oni pięć pierwszych miejsc. Franczyzodawca przekonuje, że odpowiednio zarządzana placówka nie będzie czekać długo na moment, w którym przychody zaczną pokrywać bieżące koszty działalności.
– Jeśli partner będzie przestrzegał zasad i postępował zgodnie z naszymi wytycznymi, ma szansę osiągnąć zysk już w pierwszym miesiącu funkcjonowania – mówi Mariusz Włoczkowski, dyrektor franczyzy DepilConcept. – W ostatnim roku pięć gabinetów pobiło rekord sprzedaży sieci z 2014 roku.
DepilConcept działa w Polsce od 2011 roku. Na otwarcie gabinetu marki potrzeba ok. 70 tys. zł. Cena uwzględnia zakup licencji, urządzenie lokalu oraz pakiet szkoleń dla franczyzobiorcy i jego pracowników. Franczyzodawca oferuje również pomoc w doborze lokalizacji oraz bieżące wsparcie w prowadzeniu salonu, m.in. w zakresie reklamy czy aspektów księgowo-administracyjnych.

Pieniądze w skorupie

We franczyzie nie brak jednak i mniej konwencjonalnych pomysłów na zarabianie. Coraz większą popularnością cieszy się działalność z pogranicza handlu i agrobiznesu, jaką jest hodowla ślimaków. Pionierski koncept franczyzowy na tym rynku zaproponowała firma Polish Snail Holding. To grupa, która w swojej strukturze ma niemal cały przekrój produktów i usług związanych z hodowlą i sprzedażą ślimaków. W jej skład wchodzi dział produkcyjny, w którym przetwarza się skupowane ślimaki na luksusowe dania, laboratorium badania jakości mięsa, własna hodowla, a także jednostka odpowiedzialna za szkolenia hodowców. Franczyzobiorcy współpracują z PSH na zasadzie umów kontraktacyjnych na skup wyhodowanego tuczu ślimaka.
– Franczyzobiorcy nie muszą posiadać regularnych gospodarstw rolnych. Powinni natomiast dysponować pomieszczeniem wielkości co najmniej 15 m2, które należy przygotować według określonych wytycznych, zapewnić odpowiednie nawodnienie, energię elektryczną i stworzyć właściwy mikroklimat – tłumaczy Paweł Piwowarski, współwłaściciel Polish Snail Holding.
Stworzenie hodowli nie wymaga specjalnych pozwoleń, wystarczy zgłosić działalność do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Franczyzodawcy szacują, że na start trzeba wydać min. 6 tys. zł. Zazwyczaj partnerzy decydują się na nieco większą inwestycję. Wykładając ok. 20 tys. zł, można kupić materiał genetyczny (czyli ślimaki do rozrodu) ważący 10 ton. Istota współpracy polega na tym, że hodowca co rok kontraktuje określoną ilość ślimaków, którą zobowiązuje się dostarczyć franczyzodawcy po określonej z góry cenie. Sięga ona od 11 do nawet 18 tys. zł za tonę. Biorąc po uwagę dolny limit, przy 10 tonach przychód może wynieść 110 tys. zł. Warto jednak pamiętać, że to utarg nie jednego miesiąca, a całego sezonu. Poza tym oprócz wstępnej inwestycji hodowca ponosi też koszty utrzymania hodowli.
– Łącznie mogą one sięgnąć ok. 60 tys. zł – mówi Paweł Piwowarski.
Powodzenie biznesu zależy przede wszystkim od tego, na ile hodowcy przestrzegają zaleceń, które są im przedstawiane podczas szkoleń.
– Zdarza się, że ktoś coś wyczyta w internecie albo usłyszy od kolegi i próbuje zmieniać nasze standardy. To często kończy się tak, że nie realizuje dostawy w zadeklarowanej wielkości – mówi Piwowarski.
A to może mieć konsekwencje w postaci kar umownych...

Branże i rynki, na które można wejść dzięki franczyzie, można byłoby długo wyliczać. Sympatycy branży motoryzacyjnej mogą wybierać między konceptami zajmującymi się handlem akcesoriami samochodowymi, auto-detailingiem czy serwisowaniem aut. Osoby z doświadczeniem w branży finansowej mogą otworzyć własną placówkę bankową, punkt ubezpieczeniowy lub zająć się pośrednictwem finansowym. Agenci nieruchomości mają do dyspozycji ponad 20 marek świadczących usługi pośrednictwa. We franczyzie można otworzyć salon meblowy, aptekę, stację paliw, a nawet hotel.

Wykorzystując cudzy pomysł na biznes, warto pamiętać, że ograniczenie ryzyka dzięki wiedzy i doświadczeniu partnera nie równa się gwarancji sukcesu. Nawet sprawdzony koncept nie jest wolny od ryzyka. Zawsze się może zdarzyć, że nie trafimy z lokalizacją albo nie sprostamy konkurencji. Dlatego zakup licencji nie zwalnia od odpowiedniego zaplanowania działalności, a później ciężkiej pracy. Franczyza to wciąż własny biznes – nawet jeżeli prowadzony według cudzej recepty.

A co, jeśli przyjdzie nam do głowy pomysł zupełnie nowatorski, niedostępny we franczyzie, a wręcz w ogóle wcześniej nietestowany na rynku? Scott D. Anthony, doradca biznesowy i autor książki „Pierwsza mila: Instrukcja przenoszenia wielkich pomysłów na rynek”, twierdzi, że kluczowe dla powodzenia całego biznesu są pierwsze dni obecności na rynku. To czas, w którym ważą się losy firmy i w którym jest ona najbardziej narażona na oddziaływanie przeciwności – klienci jeszcze nie przekonali się do jej oferty, konkurencja już rzuca kłody pod nogi, a właścicielom brakuje doświadczenia i z niepewnością patrzą w przyszłość. Jak sprawić, by dobrze wyglądającą na papierze koncepcję biznesową z powodzeniem wcielić w życie?

Zdaniem autora „Pierwszej mili” trzeba znaleźć złoty środek pomiędzy spontanicznością a nadmiernym przywiązaniem do założeń poczynionych w biznesplanie. Prognozy finansowe nie są wykute w kamieniu – trzeba umieć je aktualizować, gdy tego wymaga sytuacja. Nie można jednak również odejść zbyt daleko od założeń ani też zlekceważyć roli badania rynku. W końcu po co popełniać błędy, które ktoś już popełnił?

Scott Anthony ma ważną radę dla wszystkich, którzy pędzą zarejestrować firmę podnieceni genialną ideą biznesową, jaka właśnie na nich spłynęła. Chwileczkę. Być może rzeczywiście wpadliśmy na wyjątkowy pomysł. Być może rzeczywiście nikt tego jeszcze nie próbował. Ale… może stało się tak dlatego, że po prostu nie ma on sensu? Może na rynku działa już potężny konkurent, może jest to nie do zrealizowania od strony technologicznej, a może nie pozwala na to prawo? „Zawsze zadawaj pytanie: dlaczego ktoś już tego nie zrobił?” – radzi Anthony. – „A potem bądź gotów, by zaakceptować odpowiedź”.