04.10.2002

W sieci siła

Wywiad z Robertem Gąsiorkiem, dyrektorem generalnym sieci Chata Polska o zaletach prowadzenia sklepu spożywczego w sieci franchisingowej

Chata Polska jest siecią franchisingową sklepów spożywczych, której franchisobiorcy są jednocześnie akcjonariuszami.

Wielu kupców ceni sobie niezależność i nie chcą zrzeszać się. Co zyskują stając się członkiem sieci franchisingowej?

- Dzięki temu sklepy będą mogły przetrwać na konkurencyjnym rynku. Wiadomo, że warunki cenowe z największymi producentami możemy wynegocjować tylko wspólnie. Coca Cola, Pepsi, Unilever, Kamis, Philip Morris będą chętnie rozmawiały z siecią sklepów, ale z pojedynczą placówką już nie. Łatwej jest nam negocjować operując od razu dużym obrotem. Oprócz tego wspólnie prowadzimy wszystkie działania marketingowe i promocje. Oferujemy doradztwo, pomoc przy otwarciu sklepu. Przeprowadzamy szkolenia z zakresu marchandisingu przy udziale producentów. Nad układem produktów na pólkach sklepu czuwa przez cały czas specjalista z naszej firmy. Sądzę, że pojedyncze sklepy, które tego wszystkiego nie robią, czekają w przyszłości poważne problemy.

Sklepy należące do sieci franchisingowej są zobowiązane do ścisłego przestrzegania standardów zapisanych w umowie. Nie buntują się?

- Nie, bo jako udziałowcy sieci, mają świadomość, że to się opłaca. Chata Polska jest poważnie traktowana przez producentów. W tej chwili mamy podpisanych ponad 200 umów z czołowymi dostawcami. Dostajemy świetne rabaty, wspólnie przeprowadzamy promocje. Już ostatnie koncerny spożywcze przekonały się, że z polskimi sieciami też można współpracować. Chata Polska robi 370 mln obrotu w ciągu roku, jesteśmy na pewno dobrym partnerem handlowym. Znam wiele sieci, które marzą o kontraktach, jakie my mamy podpisane. Mimo, że mają kilkadziesiąt sklepów więcej, takie umowy nie są w ich zasięgu. Powód? Nie mówią jednym głosem. Chata Polska zawdzięcza swój sukces akcjonariuszom, którzy potrafią usiąść do wspólnych rozmów i negocjacji. Duża liczba placówek to nie wszystko. Producenci muszą szanować sieć.

Dlaczego wskazuje pan kupcom franchising? Może wystarczy luźne zrzeszenie sklepów występujących pod wspólną nazwą?

- Nie. Metoda „róbta, co chceta” nie jest ideą sieci. Nie może być nią też sam szyld. Myślę, że sieci, które działają w ten sposób też będą miały trudności z utrzymaniem się na rynku. Producenci muszą widzieć korzyści ze współpracy z sieciami, a podstawowe to gwarancja zamówień i terminowe płatności. Mamy wspólnie wynegocjowane około 60 proc. asortymentu. Oprócz tego dopuszczamy jedynie, charakterystyczne dla danych obszarów, lokalne produkty. Półkę ustawiamy pod zamówienia centralne. Dowodem na to, że sprawna organizacja jest atutem jest fakt, że z naszej sieci sklepy nie występują, natomiast zdarza się, że przechodzą do nas z innych organizacji.

Czy zdarzyło się, że jakiś sklep nie poradził sobie na rynku, odpadł z sieci. W jakich okolicznościach dochodzi do takich sytuacji?

- Wbrew obiegowej opinii, w dzisiejszych czasach można utrzymać się z handlu i prowadzić rentowny sklep. Oceniam to po większości kupców zrzeszonych w Chacie Polskiej. Wielu z nich posiada nie jeden, ale kilka sklepów w naszej sieci. Zdarzają się jednak takie sytuacje, że właściciel zamiast inwestować pieniądze kupuje luksusowe samochody, wyjeżdża na ekskluzywne wycieczki. Kończy się to poważnymi kłopotami. Ale zawsze kiedy jest trudno, można wybrnąć z kłopotów dzięki sile całej sieci franchisingowej.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Michał Wiśniewski

doradca we franczyzie
Napisz do autora