05.12.2017

Kierowca w potrzebie

Gdy zima atakuje znienacka, franczyzobiorcy LucArt zacierają ręce. W takich dniach potrafią sprzedać nawet kilkadziesiąt akumulatorów.

Historia zawodowa Michała Peksy stanowi kolejny dowód na to, że sukces we franczyzie nie wymaga wcześniejszego doświadczenia w branży, w której zdecydujemy się założyć firmę na licencji. Franczyzobiorca, zanim zdecydował się przystąpić do sieci Lucart Automotive, prowadził biznes związany z usługami kurierskimi, a wcześniej zajmował się cateringiem, dostarczając na przyjęcia fontanny czekoladowe.

Kobieta kupuje akumulator Fot. Fotolia

Kiedy tylko spada pierwszy śnieg, przed drzwiami sklepów ustawiają się kolejki po akumulatory. Dlatego przed nadejściem chłodniejszych miesięcy warto uzupełnić magazyn i kupić nieco więcej tego rodzaju asortymentu.
Michał Peksa, franczyzobiorca dwóch sklepów LucArt

W 2013 roku uwagę mieszkańca Katowic przykuł franczyzowy koncept Lucart, którego centrala mieści się w sąsiednich Mysłowicach. Właściciel marki stworzył sieć specjalistycznych sklepów z artykułami motoryzacyjnymi z asortymentem obejmującym oleje silnikowe, chemię samochodową, filtry i akumulatory. Michał Peksa uznał, że handel tego rodzaju produktami w stacjonarnym punkcie na lokalnym rynku może okazać się strzałem w dziesiątkę. Przyznaje jednak, że od pojawienia się pomysłu do momentu wcielenia go w życie minęło trochę czasu.
Mniej więcej pół roku zajęły negocjacje warunków mojego przystąpienia do sieci i poszukiwanie lokalu – wspomina.

Ostatecznie jego pierwszy punkt ruszył w czerwcu 2013 roku. Na lokalizację franczyzobiorca wybrał osiedle 1000-lecia. Jak podkreśla, atutem punktu jest bliskość drogi szybkiego ruchu łączącej miasta konurbacji śląskiej. To ważne w przypadku sklepu odwiedzanego głównie przez zmotoryzowanych klientów. Większą część liczącej ok. 100 m2 placówki handlowej zajmuje magazyn.
– Spory „zapas” powierzchni sprawił, że poszukując miejsca na otwarcie drugiego sklepu mogłem wybierać spośród nieco mniejszych lokali. Uruchomiłem go dwa i pół roku później, również w Katowicach. Sklepy są dość blisko siebie, co ułatwia zarządzanie towarem i transport między magazynami – tłumaczy Michał Peksa.

Inwestycja w pierwszy sklep sięgnęła 60 tys. zł, ale franczyzobiorca przyznaje, że niedługo po otwarciu doinwestował magazyn kwotą kolejnych 20 tys. zł. Drugi lokal pochłonął znacznie mniej kapitału, głównie ze względu na dużo mniejszą powierzchnię – ok. 40 m2. Przynosi jednak też znacznie mniejsze zyski niż swój starszy, większy „brat”.

Bliskość obu lokali przekłada się na wyższy komfort zarządzania biznesem. W obu placówkach obsługą klientów zajmują się pracownicy. Właściciel pojawia się w swoich punktach raz dziennie, zwykle przed zamknięciem. Do jego obowiązków należy też czuwanie nad właściwym zatowarowaniem. W tej branży bowiem da się odczuć zmiany pór roku i pogody.
– W ciągu roku sprzedają się głównie filtry i oleje silnikowe. Ale kiedy tylko spada pierwszy śnieg, przed drzwiami sklepów ustawiają się kolejki po akumulatory. Potrafimy ich wtedy sprzedać nawet kilkadziesiąt jednego dnia. Dlatego przed nadejściem chłodniejszych miesięcy warto uzupełnić magazyn i kupić nieco więcej tego rodzaju asortymentu – radzi Michał Peksa.

Wygrać z wielkimi

Specjalistyczne sklepy z artykułami motoryzacyjnymi potrafią przyciągnąć klienta nawet mimo faktu, że podobny asortyment dostępny jest w internecie oraz hipermarketach. Franczyzodawca zapewnia reklamę, a sieć tworzy siłę nabywczą, dzięki której franczyzobiorcy LucArt mogą zaproponować ceny niższe niż konkurencja. No i oferta jest znacznie bogatsza. Z drugiej strony, na kokosy w tym biznesie trudno liczyć, szczególnie w pierwszych miesiącach po otwarciu. Pytany o zyski, Michał Peksa przyznaje, że musiał czekać ok. 12 miesięcy, nim sklepy stały się dochodowe. Z drugiej strony jednak twierdzi, że z roku na rok przychody są coraz wyższe.
– Przy obrotach rzędu 40-50 tys. zł, sklep na osiedlu 1000-lecia przynosi dochód na poziomie 4-5 tys. zł. Z punktu na ul. Paderewskiego na rękę zostaje 1,5-2 tys. zł – opowiada franczyzobiorca.

Michał Peksa widzi jednak potencjał w swoim biznesie. Współpracę z franczyzodawcą sobie chwali i ma poczucie, że ten liczy się z jego sugestiami i jest otwarty na dyskusję. W planach ma już kolejne otwarcia.