21.12.2017

Skuszeni kawą

Z firmą Baltica 1920 można dorobić do pensji lub poprowadzić biznes, który stanie się głównym źródłem utrzymania.

Baltica 1920 sprowadza z plantacji całego świata zielone ziarna kawowe, wypala na miejscu w Polsce i zajmuje się ich dystrybucją.
– W tej chwili w Polsce jest około 180 palarni kawy. Jakość i smak ziaren, które z nich wychodzą, są nieporównywalnie lepsze, niż kawa z dużych koncernów – podkreśla Andrzej Jach, dyrektor ds. sprzedaży Baltica 1920. – Tam ziarna leżakują bardzo długo, a z czasem tracą swoje walory zapachowe, smakowe. My zalecamy, by wypaloną przez nas kawę spożyć maksimum w ciągu 12 miesięcy. To kwestia naprawdę nieodległego czasu, gdy polski klient doceni właśnie te małe palarnie i ich produkcję, tak jak docenił już np. piwa rzemieślnicze.

Mobilna kawiarnia Baltica 1920 Fot. Baltica 1920

Mobilne kawiarnie można otworzyć w formie tradycyjnej przyczepy lub przyczepy mającej kształt kawowego kubka. W pierwszym przypadku koszt inwestycji zaczyna się od 65 tys. zł, w drugim od 83 tys. zł.

Baltica 1920 oferuje różne formy współpracy. Pierwsza to dystrybutor-barista. Franczyzobiorca zajmuje się oczywiście dystrybucją ziaren, ale nie do sklepów.
– Wyspecjalizowaliśmy się w produktach personalizowanych. Oznacza to, że realizujemy zamówienia dla różnych klientów: firm, instytucji, urzędów itp. Zamawiają u nas kawę, którą później sprzedają bądź rozdają w formie prezentów pod własnym logo – wyjaśnia Andrzej Jach. – Takie zamówienia wykonywaliśmy np. dla klubów sportowych, współpracujemy też z zespołem Poparzeni Kawą Trzy, który po swoich koncertach sprzedaje dostarczoną przez nas kawę pod swoją nazwą.
Dystrybutor zajmuje się wyszukiwaniem takich właśnie klientów i przyjmowaniem od nich zamówień, które potem realizuje palarnia (łącznie z przygotowaniem opakowania, obrandowaniem go logo klienta). Przechodzi też kurs baristyczny, dzięki któremu może uczestniczyć w różnych eventach i organizować pokazy profesjonalnego parzenia kawy. Na start współpracy potrzebuje minimum 19 tys. zł – to m.in. koszt zakupu próbek kawy dla klientów, katalogów oraz sprzętu baristycznego, czyli ekspresu, młynka. Dystrybutorzy kupują kawę od centrali, a później sprzedają ją, zarabiając na marży. Wynosi ona 30-40 proc.
W tej chwili Baltica 1920 ma 12 dystrybutorów.
– Współpraca z nami to dla nich dodatkowe źródło dochodów, nie podstawa utrzymania – nie ukrywa Andrzej Jach. – Natomiast kolejne nasze propozycje franczyzowe, czyli mobilne kawiarnie, mogą już przynosić takie zyski, które zapewnią satysfakcjonujące zarobki.
Mobilne kawiarnie można otworzyć w formie tradycyjnej przyczepy lub przyczepy mającej kształt kawowego kubka. W pierwszym przypadku koszt inwestycji zaczyna się od 65 tys. zł, w drugim od 83 tys. zł (kubek jest droższy w wykonaniu). Licencjodawca dostarcza biorcom gotowe do pracy przyczepy z całym niezbędnym sprzętem (franczyzobiorca może dobrać sprzęt w zależności od własnych potrzeb czy też możliwości finansowych). Organizuje też szkolenia m.in. z obsługi sprzętu, prowadzenia punktu.
– W tej chwili działają cztery takie mobilne kawiarnie, prowadzą je osoby, które współpracują z nami także jako dystrybutorzy – mówi Andrzej Jach. – Punkty pracują także w sezonie zimowym, chociażby na jarmarkach bożonarodzeniowych czy innych eventach. W ubiegłym roku, podczas finału WOŚP, dzienny obrót kawiarni w Trójmieście wyniósł 4 tys. zł. Jeden z naszych franczyzobiorców radzi sobie tak świetnie, że teraz to już nie on szuka eventów, w których mógłby wziąć udział, ale sami organizatorzy go zapraszają. Kalendarz ma wypełniony do czerwca.
Nie ma opłaty za przystąpienie do sieci ani opłat miesięcznych. Franczyzobiorcy muszą zaopatrywać się u licencjodawcy w kawę, herbatę, komponenty do ich parzenia. Franczyzodawca szacuje, że przy dużej aktywności licencjobiorcy zwrot z inwestycji powinien nastąpić w ciągu maksimum pół roku.