31.03.2017

Faktura to nie zysk

Myślisz o własnej firmie? Pamiętaj, że nie wystarczy sprzedać, by zarobić.

Wiózł mnie kiedyś taksówkarz, który albo akurat miał gorszy dzień, albo po prostu lubił sobie przy klientach pomarudzić. Że robota do kitu, że zarobki marne. Inni to mają lepiej. Bo na przykład taki jeden jego kolega zmienia samochody jak rękawiczki i wyjeżdża na wycieczki zagraniczne. Stać go. „Ma prosty sposób, proszę pana: kradnie. Ale ludzi nie okrada, co to, to nie! Tylko firmy!” – tłumaczył mi z podziwem taryfiarz. A, jak firmy, to przepraszam, to co innego. Trzeba przyznać, że trafił mi się wykład z mentalności Kalego, ale chyba w takiej szlachetniejszej wersji. Bo przecież o oszwabianiu bliźniego nie ma mowy. Tu się toczy bohaterska walka jednostki z Lewiatanem: Janosik (Januszek?) zabiera opasłej korporacji, by oddać biednemu sobie.

Grzegorz Morawski, redaktor portalu Franchising.pl i miesięcznika Fot. PROFIT system/Marek Relich

Według danych Krajowego Rejestru Długów, w czwartym kwartale ubiegłego roku blisko 9 na 10 przedsiębiorców deklarowało, że nie otrzymuje pieniędzy od swoich klientów i kontrahentów w terminie.
Grzegorz Morawski, redaktor "Własny Biznes FRANCHISING"

Podziw, z jakim taksiarz opowiadał o swoim kumplu, potwierdza, że w światopoglądzie wielu przedsiębiorstwo nadal funkcjonuje jako jakiś abstrakcyjny, ponadczasowy byt, służący do wypłacania ludziom pensji i do dostarczania darmowych rolek papieru toaletowego na wynos. Może i nie warto nad tym łamać rąk, bo czasy się zmieniają, a poglądy z poprzedniej epoki odchodzą w przeszłość. Jest jednak większy powód do niepokoju. Otóż jeśli przyjrzeć się danym na temat regulowania płatności w sektorze przedsiębiorstw, to widać, że firmy kantowane są na lewo i prawo nie tylko przez pracowników, ale i same przez siebie. Według danych Krajowego Rejestru Długów, w czwartym kwartale 2016 roku blisko 9 na 10 przedsiębiorców deklarowało, że nie otrzymuje pieniędzy od swoich klientów i kontrahentów w terminie. Co gorsza, problemy z zatorami płatniczymi mają znacznie częściej małe niż duże firmy. „Maluchy” notują niskie obroty, w znacznie większym stopniu polegają na wąskim gronie kontrahentów, a to oznacza dla nich spore ryzyko wystąpienia braku płynności finansowej. Brak przelewu za każdą jedną fakturę właścicieli małych firm boli bardziej niż dużych.

W każdym podręczniku podstaw zarządzania finansami przedsiębiorstw możemy przeczytać, że należności od kontrahentów trzeba windykować jak najszybciej, a własne zobowiązania płacić jak najpóźniej. O to właśnie chodzi w skutecznym zarządzaniu płynnością. Pół biedy, gdy ktoś kredytuje się kosztem kontrahenta, ale dotrzymuje terminów widniejących płatności na fakturze, np. płacąc ostatniego dnia. Problem pojawia się, gdy reguły gry są nagminnie łamane. Bo to gra o sumie zerowej – gdy ktoś przeciąga strunę, ktoś inny w końcu na niej zawiśnie.

Zakładając własny biznes, warto pamiętać, że jedno to sprzedać usługę lub produkt i wystawić za nie fakturę, ale zobaczyć pieniądze na koncie – to drugie. Zysk w rachunku wyników to tylko wyobrażenie księgowego o firmie. Liczy się gotówka. Dlatego prowadząc interesy, warto sprawdzać kontrahentów, a być może również zawczasu stworzyć dział dedykowany windykacji. W każdym razie dla własnego bezpieczeństwa warto mieć świadomość, że zatory płatnicze to chleb powszedni biznesu.