15.09.2017

Czy strach nas pcha?

Pcha. Świat jest pełen przykładów decyzji podejmowanych dopiero wtedy, gdy inaczej już się nie da. W tym biznesów zakładanych, gdy etat wisi na włosku albo wręcz przepadł. A co nas ma pchać do przodu, gdy koniunktura dobra jak teraz, a etat suty i bezpieczny?

„Wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś, jest po drugiej stronie strachu” – mówił i wiedział, co mówi – George Addair, amerykański deweloper. Nawet reklamy szamponów do włosów są tak skonstruowane, żeby najpierw przestraszyć siwizną, łysiną, chorobą skóry, aby dopiero na tym strachu zbudować fundament decyzji o szybkim kupnie szamponu. Twoja konsumencka decyzja ma odsunąć od ciebie twoje problemy i otworzyć podwoje nowego, lepszego świata z błyszczącymi lokami spływającymi po ramionach.

Arkadiusz Słodkowski

Firmę można sprzedać, a etat – tylko stracić. Co prawda na firmie też można stracić, ale jak już się zarabia, to zazwyczaj więcej niż na etacie.
Arkadiusz Słodkowski, redaktor naczelny „Własny Biznes FRANCHISING”

Od dawna wiadomo, że nasza skłonność do podejmowania szybkich decyzji rośnie, gdy w tle są emocje i to emocje silne, których chcemy się pozbyć. W magazynie „Własny Biznes Franchising” co jakiś czas wracamy do tematu: „co lepsze: własny biznes czy etat?” i dzieje się to zazwyczaj wtedy, gdy zaczyna się kryzys gospodarczy. Rośnie wtedy potrzeba na takie teksty. Pracownicy korpo zagrożeni zwolnieniem, a przynajmniej pewni, że okres wysokich premii przechodzi na jakiś czas do historii, nagle odkrywają w sobie talenty Jobsa i Kulczyka; bez wahania otwierają firmy, inwestując oszczędności i zmieniając życie, choćby to było ryzykowne. Nikt nie chce zostać bez pracy ani odpowiadać na trudne pytania korpokolegów „zamartwiajacych się” twoim zwolnieniem. Kryzys to dobry czas dla franczyzodawców – wtedy właśnie zgłasza się po pomysły na biznes najwięcej kandydatów. Ale akurat teraz mamy dobry czas: kolejny rok rosnącego PKB i malejące bezrobocie daje poczucie bezpieczeństwa każdemu pracującemu na etacie. W mediach częściej czytamy o braku pracowników, imporcie do pracy z Ukrainy niż o grupowych zwolnieniach. Jak w takiej sytuacji zrezygnować z etatu i przejść na swoje? Po co ryzykować, gdy ciepło, choć może nudno i gnuśno. Ale przecież bogato.

No właśnie, jakich argumentów użyć, żeby przekonać do zmiany w życiu i założenia firmy. Osobiście skłaniałbym się do argumentów dwojakiego typu: zaapelowałbym do marzeń o spełnieniu siebie i do prestiżu, jaki daje biznes. Wybór: etat czy firma to kwestia charakteru i temperamentu, ale jak już wybierzemy firmę, czujemy w ustach słodki smak awansu. W odwodzie, jako dodatkowy korpus wojska, zostawiłbym argumenty finansowe, żeby zaapelować do racjonalnej części ludzkiej natury. Jakie to argumenty? Że firmę można sprzedać, a etat – tylko stracić. Że prawdą jest, że na firmie też można stracić, ale z kolei jak już się zarabia, to zazwyczaj więcej niż na etacie. No i najważniejsze, że firma to: pensja plus dywidenda, możliwość sprzedania udziałów lub do wyboru przekazania firmy dzieciom. A jak to nie podziała, odwołajmy się do zazdrości, bo kto nie zazdrości majątku biznesmenom z pierwszej setki najbogatszych? Znów nie dało rady? No to trudno, wyciągnijmy broń zawsze skuteczną, a więc strach przed stratą, w tym przypadku stratą szansy: „Jeśli nie spełnisz swojego marzenia o firmie, ktoś inny zatrudni cię, żebyś pomógł mu spełnić jego”. A kto chce tyrać na kogoś? No kto?