31.10.2017

Pasja wymaga wyzwań

Na co dzień obserwuję, jak ludzie sobie odpuszczają po pierwszym nieudanym podejściu. Tymczasem biznes nie znosi słomianego zapału.

W biznesie porażka wymaga zdwojenia wysiłku i poszukania innego rozwiązania, które zadziała. Musisz mieć w sobie gotowość do pójścia mniej bezpieczną trasą. Wyobraź sobie, że wracasz z plaży, dziecko chce pójść inną drogą, twoja druga połowa upiera się, by nie kombinować i skorzystać z przejścia przez las, które jest oznaczone. Przedsiębiorca wie, że prędzej czy później dotrze do celu, może nadrobi drogi, a może odkryje pole namiotowe, wspominając obozy harcerskie, w każdym razie przyjmie wyzwanie jako coś naturalnego. Ostatecznie dziecięca ciekawość i moja otwartość na nowe doświadczenia zwyciężyła. Taka postawa to coś, co nabyłam przez ostatnie lata kombinowania jak z pasji opłacić ZUS. Wiem, że im dalej się zapuszczę w nieznane rejony, tym więcej zarobię i się nauczę. To nie ma opcji na chodzenie od punktu A do punktu B do emerytury. No way!

Marta Szyszko, copywriterka i autorka bloga Fot. Arch. Marty Szyszko

Nie obudziłam się pewnego dnia z pełnym kontem i dochodowym biznesem. Ale codziennie po przebudzeniu o nie zabiegałam.
Marta Szyszko, copywriterka i autorka bloga "Kobieta w biznesie"

Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że zrobiłam postępy, zaglądam do czyjegoś wpisu i buty mi spadają. Bo nie mam tak pięknych ujęć, nie umiem tak precyzyjnie i zadziornie opisać uczuć i kontekstu. Nie mam tylu zer w dniu wypłaty i stawek na mieście. A jednak, pełna pokory siadam do pracy, starając się uczyć od najlepszych, nie załamując się, że do tego grona nie należę i być może nigdy nie będę należała. Wiem, że na rynku jest miejsce dla tych, co zaczynają.

Kiedyś na przemian z pisaniem przewijałam pieluchy, oczywiście czasu miałam mniej, odpowiedzialność za zlecenia była żadna, bo pisałam, ile mogłam bez deadlinów, za czym szły stosowne niskie stawki. W międzyczasie założyłam blog, potem przeniosłam go na własną domenę, a jak zaczęłam na nim zarabiać, wykupiłam dwie kolejne domeny i cierpliwie dodawałam teksty. Nie czekałam, aż dzieci się wyprowadzą, bo życia by mi nie starczyło. Zaczęłam z tym, co mogłam. Od razu.

Kiedyś wyczynem było dla mnie opłacenie niskiego ZUS- u i księgowego. Stabilność, kontakty, stawki – to wszystko rosło z czasem, zaangażowaniem, powoli i stopniowo. Nie obudziłam się pewnego dnia z pełnym kontem i dochodowym biznesem. Ale codziennie po przebudzeniu o niego zabiegałam. W międzyczasie pojawiła się na rynku blogowym taka konkurencja, że cel – z każdym rokiem będę zarabiać więcej na artykułach sponsorowanych – diabli wzięli. Bo musiałam dostosować stawki do rynku, a nie do swoich biznesplanów. Otworzyć się na dodatkowe zlecenia, by zarobić na ten nieszczęsny wysoki ZUS. Czasami nie mogę się nadziwić, że trzy sprzedane reklamy robią mi robotę. A czasami jestem w niej zakopana, bo jest kiepski miesiąc. Wielokrotnie słyszałam popędzanie za ramieniem, że za wolno się to rozwija, bo mamy pewne wyobrażenia i oczekiwania, a rzeczywistość bywa nieugięta. Z rzeczywistością nie ma co walczyć, tylko trzeba się do niej dostosować.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0