07.02.2018

Szklanka w połowie pełna

200 km każdego dnia pokonywał Marcin Skowron między domem a swoim franczyzowym sklepem z alkoholem. Uznał, że biznes nie uda się bez pełnego zaangażowania właściciela.

Od regularnego klienta do franczyzobiorcy – w ten sposób można byłoby streścić biznesowe początki Marcina Skowrona, który w marcu 2015 roku otworzył swój pierwszy sklep w sieci Al. Capone.
– Z każdą kolejną wizytą w lokalu franczyzodawcy coraz poważniej myślałem, by spróbować samodzielnie otworzyć podobną placówkę. Zaproponowałem właścicielowi współpracę i akurat okazało się, że rozpoczął on tworzenie sieci franczyzowej. Postanowiłem spróbować – wspomina Marcin Skowron. W ten sposób stał się trzecim franczyzobiorcą Al. Capone.

Marcin Skowron, franczyzobiorca Al.Capone Fot. Arch. Marcina Skowrona

W ostatnich latach widzimy rosnące zainteresowanie markami rzemieślniczymi, w związku z czym w naszych sklepach mamy ponad 200 indeksów piw kraftowych.
Marcin Skowron, franczyzobiorca Al.Capone

Dwa głębsze

Wywodzący się z Małopolski koncept Al. Capone to sieć specjalistycznych, całodobowych sklepów z alkoholem. Jego twórcy wyszli z założenia, że zaproponują klientom alkohol ze średniej i wyższej półki cenowej, dodając do tego doradców i klimatyczny wystrój. Jak podkreślają, nazwa Al. Capone, choć ma przywodzić na myśl legendarnego gangstera, powinna być de facto wymawiana jako Aleja Capone. Pod tym szyldem działa obecnie 15 placówek własnych i 12 franczyzowych w województwach podkarpackim, świętokrzyskim oraz w mateczniku marki – wspomnianym małopolskim. Dwoma sklepami zarządza Marcin Skowron.
– Początki okazały się bardzo wyczerpujące. Sklep otworzyłem w Rzeszowie, a mieszkam w Tarnowie, co oznaczało konieczność codziennych dojazdów (odległość między miastami to ok. 90 km – przyp. red.). Uważam, że właściciel powinien doglądać interesu, bez jego zaangażowania nie ma mowy, by firma dobrze działała. Codziennie rano wsiadałem w samochód i jechałem do sklepu, by pracować czasem nawet 12 godzin. Również w weekendy. To była ciężka praca, na granicy wytrzymałości organizmu – wspomina pierwszy okres prowadzenia firmy Marcin Skowron.

Z czasem udało mu się jednak zbudować sprawny zespół pracowników z prężnym menedżerem, Bartłomiejem Barnasem, na czele. Kierownik zaangażował się w życie przedsiębiorstwa do tego stopnia, że z czasem stał się wspólnikiem franczyzobiorcy. Kolejny sklep, również w Rzeszowie, partnerzy otworzyli już razem. Wspólnie też snują plany rozwoju.
– Mamy już pomysły na następne otwarcia, obecnie dogrywamy szczegóły. Myślę, że w nadchodzących miesiącach uruchomimy nowy punkt – zapowiada Marcin Skowron.

Franczyzodawca Al. Capone szacuje, że na wyposażenie i pierwsze zatowarowanie licencyjnego sklepu trzeba przeznaczyć ok. 150 tys. zł netto (do tego dochodzi 20 tys. opłaty wstępnej). Poprawność tych prognoz w pełni potwierdza Marcin Skowron. Jak mówi, oba jego sklepy wymagały zbliżonych nakładów finansowych. Pierwszy zaczął zarabiać na bieżące koszty po trzech miesiącach od startu, drugi rentowny był od początku.
– Kwoty miesięcznych przychodów powyżej 200 tys. zł są w zasięgu. Inwestycja powinna zwrócić się w 1,5 roku – mówi franczyzobiorca.
Szukając lokalu, warto skupić się na takich pomiędzy 70 a 120 m2. Większa część powierzchni zostanie przeznaczona na salę sprzedaży, ale niezbędna jest również część magazynowa.
Absolutnie konieczny jest natomiast parking, ponieważ duża część klientów to osoby zmotoryzowane, którym trzeba zapewnić komfortowy dostęp do lokalu – dodaje Marcin Skowron.

Oprócz kosztów zakupu towaru, franczyzobiorcy powinni w biznesplanie uwzględnić również wydatki na opłaty franczyzowe. Stała miesięczna opłata wynosi 2 proc. od obrotu (choć tę można odzyskać – franczyzodawca wypłaca bowiem rabaty retrospektywne), składka na fundusz marketingowy – 1 proc. Prognozując przyszłe dochody, warto pamiętać, że sprzedaż alkoholu to biznes, w którym znaczną rolę odgrywa sezonowość. Chodzi nie tylko o wysokość przychodów, lecz także o rodzaj asortymentu, w który w poszczególnych okresach roku sprzedaje się najlepiej.
– W ciepłych miesiącach na topie są lżejsze alkohole, szczególnie piwo. W ostatnich latach widzimy rosnące zainteresowanie markami rzemieślniczymi, w związku z czym w naszych sklepach mamy ponad 200 indeksów piw kraftowych – opowiada Marcin Skowron.

Gdy temperatury spadają, klienci zwracają się w stronę mocniejszych trunków. Zimą triumfy święcą wódka i whisky. Grudzień tradycyjnie jest dla branży okresem żniw. W świąteczno-sylwestrowym czasie alkohole znikają z półek sklepowych w szczególnie szybkim tempie. Wyższą niż zwykle popularnością cieszą się duże butelki mocnych alkoholi, bardzo dobrze „schodzą” również wina musujące. W niektórych kategoriach okres karnawałowy odpowiada aż za 40 proc. całkowitej rocznej sprzedaży.
– Wtedy też mamy najwięcej pracy – dodaje franczyzobiorca.

Biznes pod lupą prawa

Przed przystąpieniem do sieci Al. Capone Marcin Skowron miał mgliste pojęcie o tym, jak prowadzić sklep z alkoholem. Przyznaje, że wiedza uzyskana od franczyzodawca okazała się nieoceniona. Dziś już okrzepł na rynku i poznał jego tajemnice, ani myśli jednak zrywać więzi z franczyzodawcą.
– Wiem, że samodzielnie, nawet posiadając kilka sklepów, nie miałbym takiej siły przetargowej, jak sieć Al. Capone. Nie byłbym w stanie przygotować równie atrakcyjnej oferty dla klienta. Zdaję sobie sprawę, ile pracy i czasu potrzeba, by wynegocjować korzystne warunki handlowe z dostawcami – mówi przedsiębiorca.

Dotychczasowe wyniki i plany rozwoju przekonują, że w biznesie postawił na właściwego konia. Jednak sprzedaż alkoholu, choć może okazać się intratnym zajęciem, to nadal dość trudny biznes. Po pierwsze, niektórzy miewają wątpliwości natury moralnej – nawet najlepiej zapakowany i najszlachetniejszy trunek to nadal używka, której nieodpowiedzialne spożywanie prowadzi do chorób i uzależnień. Po drugie, przedsiębiorcy z tej branży muszą mieć się na baczności, bo nigdy nie wiadomo, jakie niespodzianki zafunduje im ustawodawca. Wraz z początkiem 2018 roku alkohol zaczął znikać z witryn sklepowych dużych miast. Szczególnie boleśnie odczuli to przedsiębiorcy, dla których witryny stanowiły dodatkową dźwignię marketingową, ale też nośnik kosztów (czynsze). Dodatkowo sejm rozważa przyznanie gminom większej autonomii w zakresie ograniczania sprzedaży alkoholu. Niewykluczone, że to właśnie gminy będą decydować, kto otrzyma zezwolenie na handel nawet napojami niskoprocentowymi i w jakich godzinach będzie mógł je sprzedawać. Do tego dochodzi jeszcze nadchodzący zakaz handlu w niedziele.

Marcin Skowron, pytany o to, czy prohibicyjne zakusy rządzących spędzają mu sen z powiek, zaprzecza.
– Na razie nic w sprawie ograniczeń sprzedaży alkoholu nie jest jeszcze przesądzone, więc lepiej spokojnie poczekać. Jeśli chodzi o witryny, to w naszych sklepach nigdy nie stosowaliśmy tego rodzaju ekspozycji. Celowo, bo wiedzieliśmy, że taki zakaz może się pojawić. A jeśli chodzi o zakaz handlu w niedzielę, to cóż… Będziemy przypominać klientom, żeby w sobotę kupili na zapas – tłumaczy franczyzobiorca.

I słusznie. W końcu użytek z dobrego trunku lepiej zrobić właśnie tego dnia niż tuż przed poniedziałkiem.