Miejsce do ćwiczeń
Miejsce do ćwiczeń / Sala do crossfitu zwykle ma surowe wnętrze, nie ma tu przepychu, niezbędne jest za to miejsce do biegania. Wśród sprzętu dominują m.in.: drążki do podciągania, ketle, skrzynie, kółka gimnastyczne, piłki lekarskie, liny.
Wtorek
10.04.2018
Moda na crossfit – sport łączący elementy treningu siłowego, wydolnościowego i gimnastyki – dotarła z USA do Polski. Kluby crossfit przeżywają oblężenie.
 

W Polsce trwa prawdziwy boom na crossfit. Ten sport, który jest połączeniem kilku dyscyplin, uprawiają amatorzy i zawodowcy, dzieci, dorośli, a nawet seniorzy. Crossfit to nie tylko pomysł na aktywność fizyczną, to wręcz filozofia życia i model biznesowy stworzony przez Amerykanina Grega Glassmana, byłego gimnastyka, właściciela firmy CrossFit Inc. Swój pierwszy CrossFit Gym otworzył w 1995 roku. Stworzony przez niego trening opierał się na trzech filarach: usprawniających ćwiczeniach gimnastycznych, ćwiczeniach siłowych ze sztangą oraz aerobowym treningu wydolnościowym. CrossFit Glassmana miał być niejako buntem przeciwko anonimowości w klubach fitness. Zakładał od początku, że crossfiterzy staną się społecznością zaangażowanych ludzi i wrócą do „szlachetnych korzeni” sportu.

Amerykanie muszą wyrazić zgodę

Należy spełnić wymogi proceduralne narzucone przez amerykański CrossFit Inc., aby móc legalnie prowadzić klub z dopiskiem „CrossFit”. Poza tym trzeba posiadać wynajęte lub własne sporej wielkości pomieszczenie typu sala czy hala – najlepiej o powierzchni co najmniej 250 m2. Wymogi CrossFit Inc. są barierą trudną do przeskoczenia przede wszystkim z powodów finansowych (opłaty), jak i logistycznych (wymagana jest zgoda od centrali w USA). Obowiązkowe jest wykupienie licencji, tzw. otrzymanie afiliacji (koszt to 3 tys. dolarów opłaty rocznej). Jeśli nie jest się samemu licencjonowanym trenerem crossfitu, trzeba taką osobę zatrudnić. Kurs (koszt tysiąc dolarów) organizuje na różnych poziomach CrossFit Inc. zarówno w USA (wiąże się to z kosztownym wyjazdem) oraz w Polsce (Warszawa). Nie jest łatwy – to nie tylko dwa dni szkolenia, ale konieczność zdania testu (pytania są sformułowane na podstawie wiedzy zawartej w fachowej książce, którą się wcześniej dostaje). W żadnym wypadku szkolenie nie jest kursem pro forma, ale trudnym egzaminem – to celowe działanie, aby trenerami byli z jednej strony pasjonaci crossfitu, z drugiej profesjonaliści.
Myślę, że tego typu działalność na starcie opłaca się osobie, która jest jednocześnie trenerem oraz właścicielem klubu – mówi Łukasz Michałowski z CrossFit Głogów.

Klub prowadzi ze wspólnikami – Marcinem Kopeć i Tomaszem Antczakiem. On i Marcin Kopeć są trenerami fitnessu. Wcześniej uprawiali m.in sporty walki i treningi siłowe. O crossficie dowiedzieli się z internetu, opowiadali też im znajomi. Zainteresował ich. Zaczęli od nauki, ale bez certyfikatów, tylko, jak dziś mówią, od szkoleń „crossfit-podobnych”, aby wiedzieć, bez niezbędnej inwestycji, czy rzeczywiście to im się spodoba.
Spodobało, więc poszliśmy za ciosem. Nie musieliśmy jechać do USA, bo wprawdzie rzadko, ale licencję można zdobyć także po kursie w Warszawie – mówi Marcin Kopeć.

Wtedy pojawiła się koncepcja, aby otworzyć własny biznes. Wybrali Głogów (choć mieszkają w innych, pobliskich miastach), ponieważ tutaj takiego klubu nie było.
Organizacja Glassmana jest monopolistą. To ona wydaje licencję, organizuje szkolenia dla trenerów crossfitu i pozwala korzystać ze swojej nazwy za opłatą. Tylko firmy afiliowane przez amerykańskiego franczyzodawcę działają legalnie, wobec tych, które działają bezprawnie, wyciągane są konsekwencje – potwierdza Maciej Kazimieruk z Reebok CrossFit Poznań.

Sam jest pasjonatem sportów ekstremalnych. Standardowo postępował jak konkurenci z Głogowa (choć w przypadku crossfitu kluby się wspierają, wymieniają doświadczeniami, pomagają sobie rozwiązywać problemy, raczej nie patrzy się na konkurencję jak na rywali) – zrobił kurs, wysłał pismo do centrali w USA, w którym argumentował, dlaczego chce prowadzić klub crossfit (to część procedury).
Na odpowiedź czeka się około dwóch miesięcy. Przez ten czas jest się dokładnie sprawdzanym i weryfikowanym. W dobie internetu łatwo wychwycić oferty tych, którzy proponowali swoje usługi jako trenerzy crossfitu, nie mając uprawnień. Jeśli centrala dopatrzy się takiego oszustwa, wrzuca daną osobę na czarną listę. Szans na legalną licencję już się nie ma – tłumaczy Maciej Kazimieruk.

Lepiej mniej, ale potem zwykle więcej

Marcin Kopeć, Łukasz Michałowski i Tomasz Antczak otworzyli klub crossfit w listopadzie ubiegłego roku. Przeznaczyli na ten cel wszystkie swoje oszczędności, mimo to musieli zaciągnąć kredyt na inwestycję. Salę remontowali i urządzali sami, tj. nadzorowali wynajętą firmę. Sala do crossfitu (tzw. boks) zwykle ma wygląd mocno industrialny, surowe wnętrze, nie ma tu przepychu, niezbędne jest za to miejsce do biegania. Wśród sprzętu dominują m.in.: ketle, skrzynie, kółka gimnastyczne, piłki lekarskie, liny. Niektóre firmy dają sprzęt w leasing, ale tylko klubom dłużej działającym na rynku. Obowiązkowe, jak w każdym klubie sportowym, są toalety, dobrze, aby był prysznic, szafki na ubrania oraz przebieralnie (oddzielne dla mężczyzn i kobiet). O ile klienci, którzy przychodzą na zajęcia popołudniowe, często wolą wziąć prysznic dopiero w domu, o tyle klienci po porannym treningu spieszą się do pracy, więc muszą mieć zapewnione warunki do umycia się.

Trzeba liczyć się z tym, że blisko 50 proc. wydatków związanych z prowadzeniem klubu crossfit będzie stanowić wynajem sali – zwykle od 4 tys. zł w górę w zależności od lokalizacji. Najlepiej, aby był on usytuowany na obrzeżach miasta – wiąże się bowiem z koniecznością zapewnienia miejsc parkingowych, no i wielkością – rzadko tego typu powierzchnie dostępne są w centrum, a jeśli już, to ich wynajem jest kosztowny.
Dewiza brzmi: „Nie potrzebujesz maszyn, ty jesteś maszyną”, dlatego wystrój jest mocno minimalistyczny, choć podstawowy sprzęt obowiązkowo musi być – podkreśla Łukasz Michałowski z CrossFit Głogów.

Dziś ze wspólnikiem szczerze przyznają, że ich sala jest zbyt mała. Ale nie żałują, że zaczęli ostrożnie, badając rynek, co polecają także innym. Ale zaznaczają, że myśląc o rozwoju firmy, trzeba się liczyć z koniecznością wynajmu pewnego dnia większej sali. Aktywnych członków stale przychodzących do klubu jest w ich przypadku około 100, do tego dochodzą osoby, które chcą spróbować, wpadają okazjonalnie. Z powodzeniem przy takiej grupie wystarczy tylko dwóch trenerów (na zajęciach jest maksymalnie ok. 20 osób). Karnet w CrossFit Głogów kosztuje od 115 do 150 zł, w dużych miastach jest drożej – klubowicz musi wydać ok. 250 zł i więcej. Czasami opłaty pobiera się za trzy miesiące z góry. Wiąże się to nie tylko z kosztami, jakie właściciele klubów musieli ponieść na starcie, lub z opłatami licencyjnymi – także z filozofią crossfitu: to sport dla wytrwałych pasjonatów.
Stali bywalcy klubów crossfit są bardziej zaangażowani niż ci z klubów fitness. Jeśli pasuje im atmosfera, zostają na długo. Zawiązują się przyjaźnie, klubowicze spotykają się prywatnie – mówi Maciej Kazimieruk z Reebok CrossFit Poznań.

Od razu nastawił się na sukces. Dlatego na początek wynajął salę o wielkości 1 tys. m2, potem kolejną, już większą (największą z klubów crossfit w Polsce) –  2 tys. m2.
Crossfit to społeczność. Kluby organizują wspólne wyjścia (np. paintball), na grilla, do pubu czy wyjazdy na zawody zewnętrzne. Nasi klubowicze w tej chwili pomagają nam przeprowadzać drobny remont. Naprawdę czują się tutaj jak u siebie – podkreśla Łukasz Michałowski z CrossFit Głogów.

Klubowiczom warto zapewnić dostęp do barku, gdzie mogą porozmawiać, sącząc wodę czy napoje energetyczne lub izotoniczne. Barek można połączyć z małym sklepikiem, w którym będą dostępne odżywki sportowe, batony czy odzież. To dobry sposób na zwiększenie przychodów klubu.

Właściciele klubów crossfit nie zauważyli sezonowości w swoim biznesie. W tym sporcie bardzo liczy się systematyczność, jej brak może zniszczyć postępy, dlatego jeśli ktoś się zdecyduje i podchodzi do sportu profesjonalnie, będzie przychodzić do klubu regularnie.

Nie bez znaczenia jest fakt pewnego rodzaju pojawienia się „społeczności crossfit”, która zawiązuje się w klubie i przenosi poza jego ściany. Jest to także podpowiedź dla innych firm, aby reagować na popularność tego sportu – gdzie pojawia się „wyjątkowość” zaraz za nią potrzebne są konkretne akcesoria: wyróżniająca odzież sportowa, specjalistyczne buty, kosmetyki pielęgnacyjne – wszystko z przeznaczeniem dla fanów crossfit.

Crossfit ma niewątpliwie przyszłość na polskim rynku i jak zapewniają właściciele klubów, raczej długie lata rozwoju przed sobą. Przede wszystkim dlatego, że uprawiać ten sport może każdy: dziecko, dorosły, senior. Zarówno totalny amator, jak i zawodowiec. Jedyną przeszkodą są poważne choroby.
Lubimy pracować z osobami, które zaczynają przygodę ze sportem, bo już po miesiącu widać postępy. Tu jest lepsza opieka trenera niż w klubie fitness, indywidualnie przyglądamy się każdemu, nie przechodzimy dalej, dopóki wszyscy nie ogarną, o co chodzi, i nie poprawią kondycji. Zaczynamy pracę od podstaw, od wytłumaczenia, jak prawidłowo zrobić przysiad, pompkę, podciągnąć się na drążku. Dopiero jak klubowicz poczuje swoje ciało i nauczy się nad nim panować, zaczynamy kolejny etap – tłumaczy Marcin Kopeć.

Najlepszą reklamą dla klubu crossfit są klubowicze oraz media społecznościowe. Marketing szeptany sprawdza się w 100 proc. Łatwiej się przebić tam, gdzie podobnego klubu nie ma. Wyjątkiem są wielkie miasta typu Warszawa, Wrocław, Kraków – tu z powodzeniem działa kilka dużych klubów.


Profil kobiety
Beata Rayzacher
/2/
ZOBACZ WIĘCEJ