26.11.2002

Franczyza może rozwinąć się za kilka lat

Piąty odcinek dodatku o franczyzie w Pulsie Biznesu poświęcony był franchisingowi po polsku.

Franczyza, podobnie jak inne formy prowadzenia działalności charakterystyczne dla gospodarki rynkowej, pojawiła się w Polsce dopiero w pierwszej połowie lat 90. Rozpowszechnianie wiedzy na ten temat następowało bardzo powoli.

Pierwsze polskie sieci franczyzowe powstały już na początku poprzedniej dekady. Do pionierów zaliczają się cukiernie Blikle oraz pijalnie kawy Pożegnanie z Afryką. Początki nie były jednak proste – brak odpowiednich regulacji prawnych, bariera w postaci znikomej wiedzy na temat franczyzy, a także brak wzorców i doświadczeń na gruncie polskim. Prawdziwy rozwój franczyzy w Polsce nastąpił dopiero po roku 1995. Pojawiło się wówczas w kraju dosyć dużo sieci zagranicznych, co w połączeniu z rozwojem już istniejących polskich systemów, przyczyniło się do wzrostu popularności tej formy działalności. Poza tym pierwsze lata gospodarki rynkowej wyłoniły liderów rynku, którzy mając odpowiednią bazę, mogli zacząć myśleć o tworzeniu sieci franczyzowej. Wśród nich należy wymienić Spółkę Multisoft, działającą w branży obuwniczej, sieć sklepów jubilerskich Yes, restauracje Prohibicja oraz sieć detaliczna Stofarb, specjalizująca się w handlu farbami i materiałami wykończenia wnętrz.

Nadzieja na poprawę

Od dwóch lat działa w naszym kraju Polska Organizacja Franczyzodawców, której podstawowym zadaniem jest reprezentowanie interesów branży na zewnątrz. Inicjatorem powstania formalnego organu był Grzegorz Chmielarski, dyrektor ds. franczyzy w firmie McDonald`s.

Osób zajmujących się w Polsce franczyzą nadal jeszcze jest niewiele. Nic więc dziwnego, że od lat wszyscy znaliśmy się, dyskutując, nierzadko na nieformalnym gruncie, napotykane problemy oraz możliwe sposoby ich rozwiązywania. Po pewnym czasie stwierdziliśmy, iż warto byłoby sformalizować ten nasz „klub franczyzowy”. Przyczyn było wiele, z czego dwie wymienić można jako najważniejsze. Pierwszym bodźcem były sygnały ze strony Europejskiego Związku Franczyzowego. Po drugie, chcieliśmy stworzyć organ interwencyjny, reprezentujący interesy firm działających na zasadzie franczyzy – twierdzi Grzegorz Chmielarski.

Do dotychczasowych udanych akcji organizacji należą zatwierdzenie przez Radę Języka Polskiego polskiej wersji słowa franchising – franczyza oraz doprowadzenie do nowelizacji ustawy o udzielaniu sublicencji znaku towarowego. W tej chwili trwają prace nad usunięciem przepisu ograniczającego poziom udziału sprzedaży produktu pod własną marką w sieci.

- Nad tą kwestią pracujemy wspólnie z Polską Konfederacją Pracodawców Prywatnych, której jesteśmy członkiem. Zapis ten jest absurdalny nie tylko dla franczyzy, ale również dla wielu innych przedsiębiorców – mówi dla Pulsu Biznesu Grzegorz Chmielarski.

- Jesteśmy otwarci na nowych członków. Ostatnio przystąpiła do nas Polbita. Kolejnych kilka podmiotów ubiega się o członkostwo. Aby zostać przyjętym do organizacji, firma musi prowadzić sieć franczyzową przez co najmniej dwa lata. Przez sieć rozumiemy system posiadający przynajmniej dwóch franczyzobiorców. Chcemy się w ten sposób ustrzec przed przyjmowaniem członków o nieugruntowanej pozycji rynkowej. Jeśli jednak ktoś nie spełnia jeszcze tych kryteriów, może z nami współpracować na zasadzie członka stowarzyszonego – zachęca Grzegorz Chmielarski.

Do boomu daleko

Na prawdziwy rozkwit idei franczyzy w Polsce trzeba będzie najprawdopodobniej poczekać jeszcze kilka lat. Nawet sposób na multiplikację sukcesu przedsiębiorstwa może się rozwinąć jedynie w sprzyjających warunkach ogólnogospodarczych. Podstawowym kryterium sukcesu jest bowiem, jak w przypadku każdego innego rodzaju działalności, siła nabywcza konsumenta. Ta utknęła zaś w Polsce w martwym punkcie.

Więcej: Monika Niewinowska, Puls Biznesu, str. 22-25, 21 listopada 2002

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0