25.07.2003

Psik na klienta

Spacerująca przed sklepem dziewczyna spryskuje przechodniów za darmo wodą toaletową. Czy to nowy skuteczniejszy sposób na przyciągnięcie klienta?

W taki sposób rozlewnia wód toaletowych Nicole w Alejach Jerozolimskich zachęca do kupowania ich produktów. Ewa Łukomska, ekspedientka z Nicole, uważa, że dzięki takiej promocji ma więcej klientów niż konkurencja. - W ciągu dnia odwiedza mnie wiele osób. Przechodniów spryskuję, gdy widzę, jak odwzajemnią mój uśmiech. Mam klientów pracujących w pobliskich firmach, którzy twierdzą, że nie kupują perfum, tylko co rano przechodzą koło sklepu – zdradza Gazecie Wyborczej sekrety swojej pracy Łukomska – Na małym stoisku jest często tłok. Wybór duży: kwiatowy, orientalny, owocowy, świeży, korzenny. Przychodzą panie i panowie od 17 do 53 lat, nawet starsi – ocenia klientów sprzedawczyni.

- Jak tu iść spokojnie, nie robiąc szerokiego łuku, aby wyminąć panią z perfumerii. Nie mam ochoty pachnieć podróbkami – mówi Gazecie Wyborczej Tomasz Skalski.

- Nie są to podróbki, jedynie wody toaletowe o mniejszym stężeniu zapachowym niż perfumy – wyjaśnia Gazecie Wyborczej Ewa Łukomska.

W centrum handlowym Warszawa Wileńska jest podobne stoisko. Dziewczyny pracujące tam zapewniają, że zawsze pytają, czy mogą zaprezentować zapach. Czy jednak zawsze?

- To nachalna reklama – powiedział Gazecie Wyborczej Janek Wercz, student z Warszawy – Chodziłem z kumplem po zatłoczonym centrum handlowym Warszawa Wileńska. Wyglądam trochę jak dziewczyna, bo noszę długie włosy. Nagle poczułem na ręce miły, ale jednak damski zapach. Okazało się, że pani z promocji przypadkiem mnie spryskała. Musiałem się potem tłumaczyć swojej dziewczynie – dodaje dla Gazety Wyborczej z uśmiechem.

- To nie może stać się przypadkiem. W takiej sytuacji jest to napaść na prywatnego klienta – powiedziała Gazecie Wyborczej Beata Radomska, product manager z firmy Big Bite Advertise Poland. - Poza tym jest to okłamywanie konsumenta, bo przecież nie są to oryginalne perfumy. Również Paweł Niziński, dyrektor kreatywny z agencji reklamowej Upstairs Young&Rubican, uważa, że profesjonalne działania reklamowe polegają na tym, aby klient dobrowolnie przyszedł do nas. Nie może być tak, że do zakupu jesteśmy zmuszani. - To mało przemyślany sposób reklamy, najwyraźniej błąd został popełniony podczas szkolenia ekspedientek – powiedział Gazecie Wyborczej Niziński

Źródło: Małgorzata Prygoń, Gazeta Wyborcza, 18 lipca 2003 roku

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

10