05.05.2004

EduLife - nauczka na całe życie

Prowadzenie „Szkoły EduLife — każdy jest geniuszem” miało zmienić ich życie na lepsze. Franczyzodawca przekonywał: „Bądź odważny, zacznij marzyć”, więc zaczęli. Uwierzyli, że im się uda, mimo że dawca nigdy i nigdzie nie wypróbował swojego pomysłu.

Uwierzyli, gdy przekonywał, że każda pora roku jest dobra na otwarcie szkoły. Uwierzyli, gdy przedstawiał im plany zdobycia kilkuset uczniów. W ciągu 4 miesięcy stracili po kilkadziesiąt tysięcy złotych. I być może to nie koniec, bo dawca systemu — firma Bublewicz&Śladowski wysyła do biorców kolejne wezwania do zapłaty.

Zanim pojawił się koncept EduLife, właściciele systemu, małżeństwo i spółka cywilna w jednym zajmowali się pośrednictwem w sprzedaży licencji olsztyńskiej szkoły językowej British School. W ten sposób poznali się z kandydatami na partnerów EduLife.

Gdy wymyślili EduLife, poinformowali ich, że mają teraz propozycję lepszą od British School. Kilka osób skusiło się i podpisało umowy na otwarcie szkoły EduLife. Powstały placówki w Kaliszu, Wrocławiu, Słupsku i w Brwinowie pod Warszawą.

Patronat, którego nie było

Zderzenie z rynkiem dla wszystkich biorców było bolesne. Stawki za kursy okazały się wyższe niż rynkowe stawki z innych szkół.

Na stronie internetowej EduLife spółka Bublewicz&Śladowski powołuje się, że „wszystkie szkoły EduLife i metody nauczania języków obcych są objęte specjalnym patronatem prestiżowego wydawnictwa Pearson-Longman”. Jak się dowiedzieliśmy — potwierdziła to w końcu sama Bublewicz — szkoła nigdy nie miała nawet zwykłego patronatu.

Krach systemu

Biorcy wydali już po kilkadziesiąt tysięcy złotych i nie doczekali się klientów. W tym okresie zapłacili EduLife od kilku do kilkunastu tysięcy złotych — około połowy opłaty rocznej. Zaczęli się zastanawiać nad reformą lub rozwiązaniem umowy. Gdy biorcy skontaktowali się ze sobą i dowiedzieli się, że wszystkie szkoły EduLife źle prosperują, postanowili rozwiązać umowy i nie płacić reszty zobowiązań. Podstawą do niepłacenia ma być to, że dawca nie dotrzymał warunków umowy: poza jednym spóźnionym ogłoszeniem w grudniu, nie było ogólnopolskiej kampanii w mediach, odbyło się tylko jedno szkolenie, a know-how okazało się marnej jakości.


Rozmowa z Beatą Bublewicz, twórczynią systemu EduLife

Co Pani zdaniem jest powodem niezadowolenia partnerów, jaka jest Pani ocena tego konfliktu? Kto jest winny (jeśli taki jest)?

Powodem niezadowolenia franczyzobiorców jest konieczność wywiązania się z zawartej ze mną, czyli z franczyzodawcą umowy i uregulowanie należności wynikających z podpisanych przez Biorców faktur. 3 „niezadowolonych” Biorców wynegocjowało ze mną płatność ratalną i po wniesieniu części należności postanowiło dalej nie płacić; każdy dorosły człowiek, zawierający dobrowolnie umowę o współpracy i zaciągający zobowiązania finansowe wobec swoich kontrahentów musi odpowiedzialnie wywiązywać się ze swoich zobowiązań – tych 3 Franczyzobiorców także.

Poza tym myślę, że biorcy ci nie do końca mają świadomość, że kupienie licencji na jakikolwiek biznes nie gwarantuje natychmiastowego zwrotu inwestycji, a odniesienie sukcesu w każdym biznesie zależy od solidnej pracy i całkowitego zaangażowania.

Ile szkół upadło, a ile odniosło sukces i dlaczego?

Została zlikwidowana 1 szkoła (taką decyzję podjął jej właściciel, mimo możliwości kontynuowania działalności i klientów zainteresowanych dalszą współpracą); 1 szkoła zmieniła właściciela; 1 szkole wypowiedzieliśmy umowę z powodu nie dotrzymania warunków umowy; 2 szkoły nadal działają, niedawno została otwarta kolejna szkoła.

Dlaczego nie sprawdziła Pani tego biznesu na sobie, zanim sprzedała go Pani innym? Jakie warunki musi spełnić franczyzodawca, aby jego biznes można nazwać franchisingiem?

W naszym kraju panuje wolność prowadzenia działalności gospodarczej i nie ma żadnych nakazów ani przepisów prawnych zobowiązujących franczyzodawcę do wcześniejszego „sprawdzenia na sobie” danego biznesu. Ale jeśli to Pana ciekawi, to „nie sprawdziłam tego biznesu na sobie”, ponieważ nie znalazłam odpowiedniego partnera do poprowadzenia szkoły w formie spółki ze mną, co w żadnym razie nie dyskwalifikuje mnie jako franczyzodawcy. Moje obowiązki zawodowe nie pozwalają mi na prowadzenie szkoły w pojedynkę, dlatego potrzebuję kompetentnego wspólnika, mam dwie poważnie zainteresowane taką współpracą osoby i od nowego roku planuję założyć szkołę z którąś z nich. Poza tym ten biznes nie wymaga „sprawdzania na sobie”, gdyż jest oparty na najlepszych wzorcach od lat sprawdzających się w innych krajach, idąc dalej Pana tokiem rozumowania każdy Dawca Zagraniczny oferujący swój program franczyzy w Polsce najpierw powinien założyć np. własny sklep i dopiero potem sprzedawać swój pomysł innym – a przecież tak się z reguły nie dzieje – sieci z powodzeniem funkcjonujące w innych krajach wprowadzają często swoją firmę i jej produkty na nowy rynek bezpośrednio poprzez Biorców.

Jakie są Pani doświadczenia w dziedzinie franchisingu (szkolenia, praca zawodowa w firmach (jakich?), sukcesy itp.)?

8 lat pracy w General Motors jako Franczyzobiorca - Dealer; szereg szkoleń wewnętrznych organizowanych przez GM dla swoich Biorców; szkolenie w USA w jednej z największych firm na świecie zajmującej się e-learningiem i szkoleniami dla biznesu (opartej na franczyzie); prowadzenie działalności doradczej – 3 lata – w zakresie franchisingu.

Kiedy podpisała Pani umowy z biorcami (proszę podać miesiąc roku), kiedy odbyło się szkolenie? W jakim okresie roku otwarcie szkoły Edulife jest najkorzystniejsze biznesowo?

Szkolenie odbyło się we wrześniu 2003 roku; umowy z Biorcami podpisałam w lipcu 2003 r.; nie ma takiego okresu w roku, kiedy otwarcie szkoły jest najkorzystniejsze – szkołę EduLife można otworzyć w dowolnym miesiącu, bo proces kształcenia w EduLife nie jest związany z tokiem roku szkolnego szkół powszechnych.

Kiedy biorcy otrzymali neony, programy i całe wyposażenie szkoły?

Programy biorcy otrzymali na szkoleniu; neony i banery - każdy w innym terminie (większość materiałów promocyjnych otrzymali przed szkoleniem); do dziś niektórzy z nich nie opłacili faktur za dostarczone im plakaty i ulotki, które zdążyli jednak zużyć.

Biorcy skarżą się na zbyt wysokie ceny kursów podyktowane im przez Panią. Kto ustalał ceny kursów? Czy partnerzy mogli mieć wpływ na ceny?

Nie dyktowałam cen – na podstawie informacji zebranych przez biorców dotyczących cen ich konkurencji na lokalnym rynku – opracowałam propozycje cen; biorcy mogli, ale nie musieli stosować sugerowanego przeze mnie cennika – umowa także pozostawia tę kwestię pod całkowitą rozwagę biorcy; należy pamiętać, że każdy biorca jest (a przynajmniej powinien być) przedsiębiorcą całkowicie odpowiedzialnym za swoje decyzje biznesowe i stosowanie tzw. spychologii w sytuacji, kiedy ponosi konsekwencje swoich czynów i błędnych decyzji, świadczy jedynie (niestety także w tym przypadku) o pomyłce – mojej (ponieważ błędnie oceniłam jego możliwości organizacyjne i potencjał) oraz samego biorcy – nie powinien w ogóle myśleć o prowadzeniu jakiegokolwiek biznesu. Chcę także zauważyć, że podpisane przez biorców umowy są umowami cywilno-prawnymi i każdy szczegół umowy podlegał uprzednim negocjacjom, a skoro biorcy je podpisali tzn. że zaakceptowali warunki wynikające z umowy. Żyjemy w kraju gdzie obowiązującym kanonem jest gospodarka wolnorynkowa, a ja jako dawca nie jestem monopolistą na rynku i w związku z tym pytanie „czy partnerzy mogli mieć wpływ na ceny” jest nieporozumieniem.

Jakie instytucje patronowały programowi edukacyjnemu Edulife?

Żadne. Współpracujemy z trzema wydawnictwami i firmą importującą holenderskie pomoce dydaktyczne – kupujemy od nich książki, podręczniki i pomoce.

Kto (proszę wymienić nazwisko i pozycję zawodową) jest autorem programu edukacyjnego szkoły?

Szkoła ma 3 programy autorskie; ich autorkami są osoby od lat zawodowo zajmujące się pracą z dziećmi i młodzieżą. Są to psycholodzy i pedagodzy. Nie podam ich nazwisk do publikacji w prasie, bo umowy zawarte z autorkami wyraźnie mówią o nieużywaniu ich nazwisk w jakichkolwiek celach medialnych, jest to tajemnica handlowa. Jedynym właścicielem programów jestem ja. Poza tym nie jestem zainteresowana podpowiadaniem konkurencji, kto potrafi pisać dobre programy edukacyjne na naszym rynku.

Czy partnerzy mieli płacić za takie elementy wystroju szkoły jak bannery, kasetony itp.?

Nie. Były to materiały przekazane w bezpłatne użytkowanie; w przypadku rozwiązania umowy – do zwrotu. W przypadku jednej szkoły warunki dotyczące elementów wystroju były odmienne i wynegocjowane przez biorcę indywidualnie.

Czy przeprowadziła Pani ogólnopolską kampanię reklamową systemu Edulife?

Nie, wielokrotnie podkreślałam, że jest to uzależnione od liczby szkół.

Czy według Pani spełniła Pani wszystkie obowiązki Dawcy licencji wynikające z umowy?

Tak, spełniłam – dobrze znam swoje obowiązki jako Dawca i dobrze znam umowę. Niestety ze smutkiem i przykrością muszę stwierdzić, że trzej „niezadowoleni” biorcy do dziś nie znają swoich obowiązków wynikających z umowy – świadczą o tym ich działania, a o zwykłym obowiązku płacenia za faktury i spożytkowane dobra nie wspominając.

Edulife odniosło sukces czy porażkę?

Za wcześnie na takie podsumowania. EduLife istnieje na rynku dopiero 8 miesiąc; zainteresowanie jest coraz większe – choć poza internetem nie została jeszcze przeprowadzona żadna akcja reklamowa. Tym bardziej świadczy to o tym, że EduLife wypełnia niszę jaka jest na rynku edukacji poza szkolnej; przyglądając się dynamicznemu rozwojowi szkół w Stanach Zjednoczonych i Anglii, popularnie zwanych „mind schools” – jestem przekonana, że także w Polsce EduLife odniesie sukces, bo także w naszym kraju są rodzice, którym zależy na wszechstronnym rozwoju osobowości ich dzieci i są w Polsce dzieci (jak wszędzie na świecie), którym potrzebne są kursy rozwoju osobistego i społecznego.

Co dalej, jak się ten konflikt skończy, jaki jest program naprawczy?

Mówienie o jakimkolwiek „konflikcie” jest zupełnym nieporozumieniem. Trzeba tu odróżnić konflikt od sytuacji, w której dłużnicy uchylają się od płacenia moich wierzytelności. Sprawy przeciwko nim skierowałam już do sądu i prędzej czy później odzyskam moje należności. Żaden „program naprawczy” wobec tych osób nie będzie stosowany, ponieważ nie chcę współpracować z biorcami, którzy nie wypełniają podstawowych obowiązków wobec dawcy, czyli nie rozliczają się ze swoich zobowiązań. Same programy edukacyjne EduLife są nadal pełnowartościowe i są udoskonalane w wyniku sugestii przekazywanych przez biorców.

Od redakcji: wypowiedzi dosłowne z zachowaniem oryginalnego stylu wypowiedzi.

Więcej: Arkadiusz Słodkowski, Franchising Info nr 7, 2004r.


To był crash-test a nie franczyza

Opinia Grzegorza Chmielarskiego, prezesa Polskiej Organizacji Franczyzodawców

Pomysł na system franchisingowy, zanim zostanie sprzedany biorcom, powinien zostać sprawdzony w praktyce. A jest co sprawdzać: popyt na produkt lub usługę, zakresy cenowe, metody docierania do klienta, procedury obsługi. Bez testu know-how, który jest przekazywany franczyzobiorcy, biznes będzie obłożony wysokim ryzykiem dysfunkcjonalności. Takie know-how może wręcz wprowadzać w błąd. Na etapie, w którym szkoły EduLife były sprzedawane biorcom, nigdy nie nazwałbym franczyzą. Co najwyżej produktem intelektu spisanym na papierze. W definicji franczyzy jest już domniemanie graniczące z pewnością, że dany biznes funkcjonuje i to z sukcesami. Tymczasem EduLife nigdy przedtem nie działał - ani w Polsce, ani za granicą.

Czy po tym doświadczeniu, który przeszli pierwsi biorcy EduLife, koncept ten stał się już franczyzą? Wątpię, żeby wiedza biorców powzięta z tego crash-testu wzbogaciła system. Raczej zostanie ona słodką tajemnicą stron konfliktu, bo któż w złości przekazuje swoim przeciwnikom pożyteczne uwagi. Każdy następny biorca będzie więc narażony na ten sam niefranczyzowy poziom ryzyka co pierwsi partnerzy EduLife.


BusinessWeek Nr 16 (157) 16-29 września 2004

Wchodzisz? Bo ja nie!

"GDYBYŚ MIAŁ CZARODZIEJSKĄ MOC, to jakie byłyby twoje marzenia? Szczęśliwe życie to równowaga i harmonia wszystkiego, co dla Ciebie ważne. Dlatego spraw, by praca nie była przykrą powinnośćią, ale frajdą i czystą przyjemnością. My pomożemy ci spełnić twoje pragnienia zawodowe - pod jednym warunkiem: BADŹ ODWAŻNY I ZACZNIJ MARZYĆ... My wiemy, że marzenia się spełniają i mamy na to mnóstwo dowodów - chcesz sprawdzić? - zadzwoń już dziś! Najlepiej tu i TERAZ." Tym wstępem, bogato okraszonym złotymi myślami Horacego i Franklina Delano Roosevelta, jeden z broker franchisingowych zachęca do skorzystania ze swoich usług.

[...]

Franchisodawca z Olsztyna za etykietkę Edulife i know-how prowadzenia szkoły językowej pod tym szyldem pobiera 20-tysięczną roczna opłatę (poza tym 20 tys. zł opłaty wstępnej), w zamian nie dając biorcy prawie nic, a obiecuje pomoc w prowadzeniu szkoły, materiały dydaktyczne i reklamę. [...]


Businessman Magazine Nr 7 (160) Lipiec 2004

W sieci

[...]

Szkoła osobowości EduLife jest przykładem trzeciej grupy błędów najczęściej popełnianych w systemach franczyzowych. Koncepcja tej firmy została wymyślona latem ubiegłego roku, a na przełomie listopada i grudnia po sieci zostało tylko wspomnienie i niezadowoleni biorcy, którzy wydali na licencje i rozkręcenie interesu po kilkadziesiąt tysięcy złotych, nie doczekując się klientów. Biorcy EduLife twierdzą, że właściciel sieci, czyli firma Bublewicz & Śladowski, zaczęła sprzedaż licencji franczyzobiorcom zbyt późno, bo dopiero pod koniec lipca. Tymczasem wówczas sieć powinna już prowadzić akcję marketingową, bo tego wymaga cykl biznesu edukacyjnego. Poza tym dawca nie uruchomił żadnej jednoski pilotażowej. Był to koncept, który może wyglądał dobrze w teorii, ale nigdy wcześniej nie działał w praktyce.

[...]