15.11.2004

Katarzyna i sześciu pucybutów

27 listopada 2002 roku w Łodzi, działalność rozpoczęła sieć Pucybut. Obecnie w prawie każdej galerii handlowej możemy spotkać pucybuta.

Pucybut w idealnym wieku

Najlepszy wiek to 34-45 lat. Już są dojrzali, szanują pracę i mają poważny stosunek do życia, a jeszcze nie zaczynają się problemy z kolanami, z kręgosłupem i stawami. Bo tu pracuje się w nieustannym pochyleniu albo na kolanach. Kiedy dopadną ich zwyrodnienia stawów, dyskopatia albo inne choroby zawodowe, będą mieli problem; na razie stać ich tylko na najskromniejsze ubezpieczenie w ZUS-ie. Wybrani spośród kilkudziesięciu kandydatów prowadzą własną działalność gospodarczą w systemie franchisingu, czyli sieci licencyjnej na wzór wielkich międzynarodowych korporacji, takich jak: McDonald´s, Telepizzza czy KFC.

Choć wyposażenie pucybuta profesjonalisty jest tajemnicą handlową sieci, musi kosztować co najmniej trzy tysiące złotych. Samych szczotek jest kilkanaście rodzajów, wszystkie wydziergane ręcznie w najstarszym w Łodzi zakładzie szczotkarskim.

Dobrze zorganizowany pucybut powinien się zmieścić na jednym metrze kwadratowym. Firma Pucybut wynajmuje po metrze powierzchni handlowej w największych galeriach handlowych w Polsce. Jest chyba polskim rekordzistą w powiększaniu sieci sprzedaży - w ciągu półtora roku podwoiła liczbę punktów.

Był koniec wyjątkowo paskudnej jesieni 2002r., kiedy ruszyła sieć Pucybut. 27 listopada 2002r. w Łodzi cztery wielkie trony do czyszczenia butów z łoskotem potoczyły się ulicą Piotrowską. O promocyjnym happeningu napisały lokalne gazety, pokazała go łódzka telewizja - wydawało się, że pomysł chwycił. - Skąd mi przyszedł pomysł na firmę? - szefowa Pucybuta, Katarzyna Sterczewska uśmiecha się zalotnie. - W naszym domu to ja pastowałam buty. Po prostu przeszłam na zawodostwo.

Raj w środku miasta

Wystawianie pucybutów na ulicy okazało się pomyłką marketingową. Miejscem, w którym szkolone do perfekcji metody komunikacji z klientem nareszcie zaczęły działać, okazały się galerie handlowe.

Nie dla kobiet

Katarzyna Sterczewska przyznaje, że stosuje segregację płciową: kobiety nie mają na pracę u niej żadnych szans. - Przekonałam się o tym po nieudanej próbie z jedną panią. Mimo że wkładała w pracę dużo serca, ludzie byli przekonani, że ona żebrze. Zatrzymywali się, żeby wrzucić jej trochę drobnych. Dla wizerunku firmy taka systuacja była katastrofalna, umowę franchisingową trzeba było rozwiązać za porozumieniem stron.

W ogóle kobiety - z wyjątkiem oczywiście szefowej - nijak nie chcą wkomponować się w ten sektor usług. Płeć piękna to nie więcej niż 10 proc. klientów. - Nie wszystkie chodzą w spodniach - tłumaczy "Wysokim Obcasom" ten fenomen pani Kasia. - A pucybut powinien się skupić na butach.

Więcej: Tomasz Lipko, Gazeta Wyborcza, "Wysokie obcasy", 13 listopada, 2004r.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0