29.11.2004

Ścieżka szybkiego rozwoju

Polacy dostrzegli korzyści z systemów franczyzowych.

Jeszcze do 2002 roku na polskim rynku franchisingowym przeważały sieci zagraniczne. Obecnie franczyzodawcy krajowi stanowią ponad 60 proc. ogółu. Niektórzy z nich mają placówki za granicą.

Za pierwszą placówkę franchisingową uznaje się cukiernię pod szyldem A. Blikle, otwartą w 1992 r. w Łodzi. Jak wspomina współwłaściciel warszawskiej firmy Łukasz Blikle, przez pierwszy rok był to punkt sprzedaży. Przedsiębiorca kupował ciastka Bliklego w Warszawie i woził do Łodzi, sprzedając je tam z 50-proc. marżą. To skłoniło właścicieli znanej marki do podpisania z łodzianinem umowy, która pozwoliła mu otworzyć własny sklep firmowany ich nazwiskiem. Dzisiaj na zasadzie franchisingu działa 7 ciastkarni zlokalizowanych poza Warszawą.

Holding 16 spółek

Z czasem kolejne polskie firmy dostrzegły korzyści wynikające z tej formy działalności. - Franchising był jedynym skutecznym i ekonomicznie możliwym sposobem zintegrowania wielu niezależnych sklepów spożywczych. Dzisiaj w sieci Lewiatan działa 1650 placówek - powiedział "Rzeczpospolitej" Krzysztof Kaźmierczak, wiceprezes Związku Kupców i Producentów (ZKiP) Lewiatan´ 94 Holding.

Potrzeba dobrej marki

- Polscy przedsiębiorcy coraz częściej wybierają franchising jako sposób na szybki rozwój własnej sieci - powiedział "Rzeczpospolitej" Arkadiusz Słodkowski, dyrektor firmy doradczej PROFIT system.

Wyłącznie na zasadzie franchisingu działa sieć sklepów spożywczych Groszek należąca do grupy Eldorado. - W tym roku nasza sieć w sumie powiększy się o 90 placówek - stwierdza Dariusz Bożek, prezes Groszka.

Nieplanowana ekspansja za granicę

Polskie sieci koncentrują się głównie na krajowym rynku. Tylko nieliczne z nich mają swoje placówki za granicą. Przykładem sieć Kosmetycznych Instytutów Dr Irena Eris, z których jeden jest w Moskwie, a drugi w Bogocie w Kolumbii.

Za granicą otwiera też swoje placówki sieć barów wegetariańskich Green Way. - Pod naszą marką od ubiegłego roku działa bar w Wiedniu, a niebawem uruchomimy placówkę w Berlinie - zapowiada Marek Chudzik, współtwórca Green Way.

Liczy się pomysł

Na przykładzie Instytutów Dr Irena Eris oraz barów Green Way widać, że potencjalnych biorców przyciąga ciekawa koncepcja i silna marka. Oryginalny pomysł - połączenie fotografii z telekomunikacją - ma sieć salonów fotograficznych FOTOSTOP. Oprócz wywołania zdjęć cyfrowych i analogowych można tam również kupić telefony z aparatem cyfrowym czy karty telefoniczne. - Jesteśmy przygotowani na rewolucyjne zmiany będące skutkiem synergii pomiędzy fotografią a telekomunikacją - powiedział "Rzeczpospolitej" Maksymilian Jakubowicz, dyrektor ds. sprzedaży i członek zarządu FOTOSTOP. Właścicielem sieci 16 salonów FOTOSTOP, z których cztery działają na zasadzie franchisingu, jest firma pod tą samą nazwą, ktorej spółką matką jest Eurocolor, dystrybutor m.in. sprzętu fotograficznego. Pierwszy FOTOSTOP powstał w połowie 2003 r. - Co roku planujemy zwiększać liczbę placówek o około 10. Chcemy, żeby w przyszłości liczba salonów własnych i franchisingowych wyrównała się - mówi Maksymilian Jakubowicz. FOTOSTOP, podobnie jak inne sieci, zapewnia swoim biorcom markę, szkolenia oraz wspólny marketing. W zamian przedsiębiorca wnosi roczną opłatę w wysokości 3 tys. zł oraz ma obowiązek zaopatrywać się wyłącznie w Eurocolorze.

Koszt wejścia w ten biznes wynosi 100-150 tys. zł. Zwrot inwestycji obliczony jest na 3-4 lata. Jak ocenia Jakubowicz, średni obrót placówki sięga 50-70 tys. zł miesięcznie, a zysk uzależniony jest od wielkości salonu, kosztów jego prowadzenia, a także stosunku przychodów uzyskiwanych z usług do przychodów z handlu. - Marża na usługach jest znacznie wyższa niż na handlu, dlatego najlepiej, jeśli sprzedaż usług wynosi ponad 60 proc. - wyjaśnia.

Więcej: Sylwia Wereszczyńska, "Rzeczpospolita", 29 listopada, 2004 r.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0