07.04.2005

Sieć Da Grasso jest duża i ciągle rośnie

Pizza Da Grasso z oryginalną włoską pizzą ma niewiele wspólnego, ale w Polsce robi karierę.

Włosi mają inne ciasto: cieńsze z mniejszą ilością dodatków. Dla Karoliny Rozwandowicz, założycielki sieci Da Grasso, było ważne, żeby klient mógł się najeść i nie zapłacił drogo, dlatego jej standardowa pizza jest większa.

– Założeniem strategii marketingowej było, żeby stworzyć produkt dla każdego i sprzedawać go w dużych ilościach. I to mi się udało – mówi gazecie "Puls Biznesu" Karolina Rozwandowicz. W 1996 r. otworzyła w Łodzi własny lokal. Wyposażenie i remont kosztowały 80 tys. zł. Jak wspomina Karolina Rozwandowicz, konkurencji prawie nie było, bo w całej Łodzi były tylko trzy pizzerie.

W 2003 r. powstała firma franczyzowa Da Grasso. Dziś w Da Grasso są 52 pizzerie. Znajdują się we wszystkich większych miastach Polski. W Warszawie jest już sześć, trzy z nich powstały podczas ostatniego półrocza. Wkrótce mają zostać otwarte dwie następne. Osiem umów czeka w kolejce na podpisane. W 2004 r. obroty sieci wyniosły 30 mln. zł. Rok 2005 zapowiada się jeszcze lepiej. Żeby otworzyć lokal pod szyldem Da Grasso, trzeba płacić miesięczną opłatę wysokości 1 tys. zł. netto.
– Postanowiliśmy nie uzależniać opłat od obrotów poszczególnych pizzerii, żeby uprościć rozliczanie się. To dobry sposób. Nigdy nie słyszę narzekań, że interes źle idzie – mówi gazecie "Puls Biznesu" Karolina Rozwandowicz.

Przedsiębiorcy w sieci mogą liczyć na pomoc nie tylko w prowadzeniu biznesu, ale również przy jego uruchomieniu. Trzeba jednak mieć lub wynająć lokal o powierzchni nie mniejszej niż 100 2. W miarę ruchliwym miejscu, w mieście, które ma ponad 50 tys. mieszkańców. No i jeszcze wyposażyć go według standardów Da Grasso. – W urządzenie lokalu, kupno profesjonalnego sprzętu, w tym pieca do pieczenia pizzy, trzeba zainwestować od 80 od 160 tys. zł. – ocenia Karolina Rozwandowicz.

Franczyzobiorcy mają zniżki na zakup urządzeń potrzebnych do wyposażenia pizzerii, korzystają z porad architektów. Da Grasso zapewnia też szkolenie pracowników.
– Na zakupy sieć wydaje 1 mln zł miesięcznie, co pozwala nam negocjować z dostawcami niskie ceny – mówi Karolina Rozwandowicz.

Jednym z franczyzobiorców jest Artur Czarnocki, właściciel pizzerii Da Grasso w Warszawie przy ul. Mołdawskiej 5.
– Liczę na opiekę właścicieli sieci, bo nie mam doświadczenia w prowadzeniu tego typu działalności, wcześniej zajmowałem się zupełnie czymś innym. Otworzyłem pizzerię trzy miesiące temu i jeśli dalej będzie szło tak jak teraz, to będę zadowolony – mówi Artur Czarnocki.

Więcej: "Puls Biznesu", 7 kwietnia 2005r.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0