21.06.2005

Rozszerza się bunt producentów wobec marketów

Już nie tylko zakłady mięsne buntują się przeciw hipermarketom. Z dyktatem sieci wielkich sklepów walczyć chcą też producenci napojów, makaronów i piekarze.

Parcie hipermarketów na niską cenę prowadzi do psucia jakości żywności - alarmują producenci i Inspekcja Handlowa. W czwartek "Gazeta Wyborcza" opisała, jak producenci mięsa szykują się do walki w sądzie z wielkimi sieciami.
- Zgłosili się do nas producenci soków, wody, piekarze i producenci makaronów. Cieszą się, że wreszcie ktoś się odważył sprzeciwić sieciom. Proszą o rady i obiecują wsparcie - powiedział "Gazecie Wyborczej" Leszek Kawski z Krajowej Rady Drobiarstwa.

Producenci mięsa twierdzą, że wielkie sieci sklepowe narzucają im niekorzystne umowy handlowe. Dzięki serii aż 27 upustów wymuszanych przez sieci często sprzedają towar na granicy opłacalności. Jeden z dostawców opowiadał, jak przymuszony przez hipermarket do obniżania ceny w rezultacie obniżył też jakość wędlin.

Mógł to robić zgodnie z prawem, gdyż receptury są tajemnicą producentów, a polskie prawo nie reguluje, jakie normy powinien spełniać dany wyrób. O tym decyduje sam producent. Dlatego tak różnią się między sobą kiełbasy śląskie czy podwawelskie robione przez różne zakłady.

Kwaskowaty smak i galareta

Kiepską jakość niektórych produktów potwierdza Inspekcja Handlowa. Sprawdzała ona niedawno jakość najtańszych produktów żywnościowych w hiper- i supermarketach. Okazało się, że jedna czwarta wyrobów pod tzw. marką własną, czyli robionych na specjalne zamówienie sieci, miała zaniżoną jakość w stosunku do informacji na opakowaniu.

Najgorzej wypadły produkty mleczne - aż jedna trzecia spośród nich miała wady - oraz mięsne - tu problemy z jakością miało grubo ponad 20 proc. wyrobów. Wędliny były pompowane wodą, tłuszczem oraz skrobią, zaniżano w nich zaś ilość mięsa. W wędzonkach stwierdzono "smak kwaskowy, występowanie skupisk galarety, gumowatą konsystencję, wyciek soku". Z kolei np. w serach: "miąższ kruchy, mazisty, smak i zapach lekko gorzki, jałowy, odbiegający od typowego".
- Jeśli szynkę, która według wszelkich możliwych wyliczeń powinna kosztować 25 zł, można kupić za 11 zł, to znaczy, że jest tandetna - tłumaczy Bogdan Pietrzak z Inspekcji Handlowej. Dodaje jednak, że tandetna nie znaczy trująca.

Skazani na hipermarkety

Mimo narzekań na wielkie sieci producenci są skazani na współpracę z nimi. W tej chwili ok. 40 proc. artykułów spożywczych jest sprzedawanych za ich pośrednictwem.
- Bez sieci może się obejść mały lub średniej wielkości zakład, zwłaszcza jeśli ma własne sklepy lub hurtownie - tłumaczy prof. Andrzej Pisula z SGGW.
Według niego wielki zakład mięsny, który produkuje dziennie ok. 100 ton wędlin, jest skazany na hipermarket. Bez wielkich sieci nie mógłby tyle sprzedawać, musiałby więc ograniczyć obroty, a przez to wzrosłyby koszty stałe (energia, gaz, kredyty, płace) w przeliczeniu na jeden kilogram wyrobów. Wiele firm, jak może, unika jednak sieci. Zdaniem Macieja Dudy, współwłaściciela jednego z największych i najlepszych zakładów mięsnych w kraju, bezpieczny poziom sprzedaży w hipermarketach nie powinien przekraczać 15 proc. Dzięki temu dostawca nie stanie się aż tak zależny od wielkich sklepów, by akceptować każdą podsuwaną do podpisu umowę.

Więcej: "Gazeta Wyborcza", 19 czerwca, 2005 r.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0