07.07.2005

Pralnia czystych pieniędzy

Francuscy pralniczy potentanci natrafili w Polsce na rafę. To rodzima sieć Panda, która zajęła im świetne lokalizacje.

Za pierwsze sprowadzane z Włoch maszyny do ekspresowej pralni najzwyczajniej na świecie przepłacili. Na same automaty poszło 300 tys. zł, dziś za połowę tej kwoty mają kompletnie urządzony lokal. Jednak wtedy, na początku biznesu pod szyldem Pralnie Panda, nie mieli o tym pojęcia.
- Do wszystkiego dochodziliśmy metodą prób i błędów i niestety zniszczonych ubrań - śmieje się Bartosz Pietras, zaledwie 31-letni współwłaściciel prowadzącej pralniczy biznes poznańskiej spółki Vector.

W tym wypadku metoda prób i błędów okazała się wyjątkowo owocna. Vector, mając prawie 30 mln zł obrotów i 3 mln zł zysku rocznie, stał się jedną z nielicznych polskich spółek, która skutecznie konkuruje ze światowymi gigantami na wyjątkowo trudnym terenie: punktów usługowych w centrach handlowych. Ekspresowych pralni Panda jest w Polsce 32 (kolejne siedem czeka na otwarcie) - niewiele mniej niż francuskiego koncernu 5aSec i więcej niż innej potęgi znad Sekwany, Bel&Blanc (30 pralni). Wygląda na to, że koncerny nie będą miały innego wyjścia, jak wykupić polskie pralnie, które bardzo przyblokowały rozwój ich biznesu.

Więcej: Karolina Sobczak, "Frobes", lipiec 2005 r.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0