18.07.2005

Polskie firmy chcą ubierać Europę

Polskie firmy odzieżowe wdzierają się na rynki zagraniczne. Rosjanie, Czesi, Węgrzy oraz Litwini i Łotysze na potęgę kupują spodnie, koszule czy kurtki w sklepach Reserved, Tatuum oraz House. Trzeba być tam, gdzie ma się największe szanse rozwoju mówią nasi producenci. Atak na Zachód większość odkłada na później.

Pod tym względem krajowe sieci odzieżowe wzorują się na gigantach - szwedzkim H&M czy hiszpańskiej Zarze. Ta ostatnia jeszcze w 1975 roku zaczynała działalność od skromnego sklepu w La Coruna nad Atlantykiem. Dziś ma ponad 2,3 tys. placówek na całym świecie. Podobnie wyglądały losy H&M prowadzonego przez rodzinę Perssonów. Czy Polakom uda im się dorównać?

Dla nas Rosja i Ukraina

- Za trzy, cztery lata będziemy mieć więcej sklepów za granicą niż w Polsce - zapowiada Dariusz Pachla, wiceprezes LPP, który w kraju ma 130 sklepów Reserved oraz Cropp.
LPP nastawił się na sprzedaż ubrań ludziom w wieku 17-27 lat. Dla nich powstały sklepy Reserved. Półtora roku temu koncern stworzył markę dla nastolatków - Cropp.
Coraz więcej spółka sprzedaje przy tym na zagranicznych rynkach. W zeszłym roku pochodziło stamtąd 11 proc. przychodów LPP, dziś już 15 proc.
Gdańska firma ma za granicą 36 sklepów. Najwięcej, bo 12, w Czechach. Do końca 2006 r. liczba ta ma się podwoić. Nowe placówki będą powstawać głównie w Rosji i na Ukrainie - po siedem-dziesięć sklepów.

LPP to jednak nie wyjątek

Łódzka firma KAN - właściciel marki Tatuum (odzież codzienna męska i damska) - pod koniec czerwca podpisała umowę z firmą Ikea o współpracy na terenie Rosji i Ukrainy. Szwedzki gigant w ciągu dwóch lat wybuduje centra handlowe w Moskwie, Sankt Petersburgu, Kazaniu, Niżnym Nowgorodzie, Jekaterynburgu i Kijowie. W każdym z nich znajdzie się sklep Tatuum.

KAN ma już dziesięć salonów za granicą, m.in. na Węgrzech (w Budapeszcie i Peczu) oraz w Pradze i w Moskwie. W ciągu półtora roku liczba ta ma wzrosnąć co najmniej do 22. KAN z operacji na rynku zagranicznym czerpie już 40 proc. przychodów!

W tyle nie zostaje też krakowski Artman, do którego należy sieć ubrań dla nastolatków House. W Rosji, Niemczech oraz na Słowacji ma osiem sklepów. Do końca roku chce otworzyć kolejne dziesięć o łącznym metrażu ok. 1,5 tys. mkw.

Drożej i więcej

Co pcha nasze firmy odzieżowe za granicę?
Na krajowym rynku zaczyna się im robić za ciasno. Polacy na odzież wydają mało - ledwie 4-5 mld euro rocznie. Mniej więcej tyle wynoszą przychody H&M czy Inditeksu z jego sztandarową marką Zara.

Polacy na razie inwestują głównie w Czechach, Rosji, na Węgrzech oraz w krajach nadbałtyckich. Pomaga im to, że handel detaliczny w tych krajach (podobnie jak u nas) funkcjonuje od niedawna. Nie mają też zbyt wielkiej konkurencji, bo nie weszli tam jeszcze duzi światowi gracze. Na przykład w Rosji i na Ukrainie nie ma H&M, które w Polsce ma już 20 sklepów.

Nie bez znaczenia jest także to, że we wszystkich krajach byłego bloku wschodniego sprzedaje się mniej więcej to samo. Nie trzeba więc szyć kolekcji tylko na potrzeby określonego rynku, tak jak to często robi się na Zachodzie.

Więcej: Piotr Miączyński, "Gazeta Wyborcza", 18 lipca, 2005r.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0