20.07.2005

Zachód to wyzwanie, ale realne

– mówi Michał Ozimek generalny menadżer eksportu i dystrybucji marki Diverse.

Polskie firmy odzieżowe rozpoczęły podbój rynków zagranicznych - głównie środkowoeuropejskich. Czy mamy szanse także na zachodzie kontynentu?
Zdecydowanie tak. Kluczem do sukcesu są tam nowoczesne systemy zarządzania. Te, którymi dziś dysponujemy niczym nie ustępują systemom firm o ugruntowanej pozycji na rynku, takim jak Benetton, Zara czy Ripcurl. Pomysł na markę oraz podejście do partnera w relacjach biznesowych, pozwala nam stawać w szranki z potentatami rynku – firmami Billabong czy Quiksilver. Polskie firmy odzieżowe próbujące swoich sił na zachodzie muszą zaoferować temu rynkowi coś nowego - nie mogą powielać starych wzorców, bo zginą w tłumie i przegrają ze znanymi markami. Taką zasadę wyznaje marka Diverse. Jak dotąd sprawdza się ona znakomicie, o czym świadczy systematyczny wzrost sprzedaży naszych produktów na rynkach zachodnich. Zachód to dla nas wyzwanie, ale i realna perspektywa.

Jakie są zagraniczne doświadczenia marki Diverse? Jakie macie Państwo plany?
Nasza obecność na rynkach zagranicznych systematycznie rośnie. Zawdzięczamy ją głównie aktywności dystrybutorów oraz konsekwentnej obecności na najważniejszych targach europejskich - GDS, Who’s next czy ISPO. Markę Diverse wprowadziliśmy między innymi do Niemiec, Hiszpanii, Grecji i Włoch. Ostatnio otworzyliśmy też sklep w Szwajcarii, gdzie w najbliższym czasie podpiszemy umowę na następną lokalizację. Kolejne sklepy planowane są także w Berlinie i Budapeszcie. Nasze plany to rozwijanie działalności na wszystkich tych rynkach oraz ekspansja na nowe tereny – w pierwszej kolejności będzie to Wielka Brytania i kraje skandynawskie. Rozmowy już trwają.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0