08.02.2006

Właściciele prywatnych stacji jednoczą siły

Koniec z dyktatem Orlenu i Lotosu? Właściciele prywatnych stacji benzynowych rzucają krajowym potentatom rękawicę. Jednoczą się i budują własne sieci.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że krajowy rynek paliwowy jest podzielony na trwałe. Kierowca mógł kupić paliwo w jednej z dużych krajowych sieci (Orlen lub Lotos), u któregoś z zagranicznych potentatów lub na jednej z 3,5 tys. prywatnych stacji.

Jesteśmy jednak świadkami rewolucji. Gdy okazało się, że trudno rywalizować z sieciami, właściciele pojedynczych stacji postanowili połączyć siły. Jak grzyby po deszczu wyrastają prywatne sieci. Działa ich już kilkanaście. Największe mają nawet sto obiektów.
- Chcemy sprostać konkurencji największych. Działając samotnie, nie moglibyśmy rywalizować z dużymi firmami. Wspólnie mamy szanse na przetrwanie - powiedział "Gazecie Wyborczej" Marek Pietrzak, prezes Stowarzyszenia Niezależnych Operatorów Stacji Paliw "Delfin" (ma już 92 stacje w całym kraju).

Jakie są zalety funkcjonowania w sieci?
- Np. powołaliśmy własną spółkę, która odpowiada za zakup paliw. Dzięki temu, że kupujemy większe ilości, płacimy za olej napędowy i benzynę taniej. Nasi członkowie oszczędzają znaczne kwoty - powiedział "Gazecie Wyborczej" Pietrzak.

To niejedyne plusy. Np. stowarzyszenie podpisało korzystne umowy na remont obiektów i przebrandowienie (zmiana znaku towarowego). Zamiast 300 tys. zł właścicieli stacji kosztuje to zaledwie trzecią część tej sumy. Działanie w sieci to możliwość wprowadzenia kart lojalnościowych (klienci w zamian za częste kupowanie na stacjach jednej sieci otrzymują różnego rodzaju bonusy), a co za tym idzie - zwiększenie obrotów.

Więcej: Dariusz Malinowski,"Gazeta Wyborcza", 8 lutego 2006 r.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0