05.06.2006

Nie do lokalu, ale do kogoś

- rozmowa z Robertem Sową, szefem kuchni hotelu Jan III Sobieski. Gotował dla piłkarskiej reprezentacji Polski.

Jaki jest pana przepis na sukces w gastronomii?
Każdy, kto zakłada restaurację musi zdawać sobie sprawę z tego, że klientów przyciąga po pierwsze smaczna kuchnia, po drugie przyjazna atmosfera. Jest takie stare powiedzenie, że dla gości należy gotować tak samo, jak dla siebie. Tym bardziej, że klienci coraz częściej doceniają jakość, płacą za przyjemność spożywania posiłku. Dodatkowym magnesem może być nazwisko. W Europie, a ostatnio również w Polsce chodzi się nie do lokalu, ale do kogoś. Może to być znany szef kuchni, aktor albo inna znana osobistość.

Które lokale nie będą w przyszłości świecić pustkami?
Małe rodzinne knajpki i restauracje serwujące kuchnię regionalną to przyszłość polskiej gastronomii. Konkurencja na rynku sprawi, że właściciele będą dbać o dobry smak i oryginalną kuchnię. Tym bardziej, że każdy region w Polsce ma swoje charakterystyczne dania, które warto promować.

Jak pan ocenia krajowy rynek gastronomiczny?
Średnio co dekadę mamy do czynienia z boomem na określony typ restauracji. W latach dziewięćdziesiątych modne było otwieranie budek chińskich, a ludzie znudzeni mielonym z buraczkami ustawiali się w kolejce po wątpliwej jakości wschodnie kąski. W tej chwili jak grzyby po deszczu otwierają się karczmy polskie albo punkty z pseudokebabem. Nastawieni na zysk właściciele zapominają często o tym, że najlepiej sprzedają się produkty, które mają swoją osobowość i będą kojarzyć się z firmą.

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0