20.11.2006

Przejęcia to naturalny mechanizm

– mówi Maria Andrzej Faliński, sekretarz generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Ostatnio dużo słyszy się o fuzjach i przejęciach sieci sklepów. Czy to dobry sygnał dla polskiego rynku handlu detalicznego?
W Polsce cały czas mamy do czynienia z konsolidacją rynku, której przejawem są m.in. przejęcia. To naturalny mechanizm modernizacyjny. Podobnie jak na innych rynkach regionalnych czy narodowych, przedstawiciele światowego koncernu działającego w Polsce wiedzą, że teoretycznie „każdy może kupić każdego”. Decyzje o tym, kto przejmuje, a kto jest przejmowany zapadają po wnikliwej analizie rynku pod kątem konkurencyjności i perspektyw rozwoju danej sieci. Decydenci strategiczni - analizując globalną pozycję i perspektywy firmy - rozstrzygają czy chcą pozostać i rozwijać się "organicznie" poprzez budowę sieci, czy raczej zwiększać własne udziały w rynku przez przejęcia innych sieci. Trzecim rozwiązaniem jest sprzedaż sieci po korzystnej cenie - wiedząc, że w innym kraju ma się większe szanse np. na pozycję lidera.

Kto ma szansę na pozycję lidera?
Rynek rozwija się w oparciu o dwa główne parametry: średnią cenę sprzedawanych towarów oraz ofertę, która przekłada się na koncepcję biznesową sieci. Najlepszą pozycję zajmują operatorzy, którzy osiągną najlepszy stosunek oferty do jej ceny - równocześnie zajmując największą część rynku. W Polsce mamy około 20 operatorów o mocnej pozycji, ale będzie ich na pewno mniej. Może dziesięciu. Są wśród nich również sieci polskie, ale moim liderem zostanie jednak sieć zaliczana do światowej "pierwszej piątki".

Jak Pan ocenia potencjał polskiego rynku sieci detalicznych?
Biorąc pod uwagę mechanizmy ekonomiczne, polski rynek spełnia warunki konieczne do stabilnego rozwoju. Potencjał w produkcji i handlu jest ogromny. Wszystko wskazuje na to, że również konsumpcja będzie rosła. Rozwój rynku może jednak zostać zakłócony przez nieprzemyślane pomysły legislacyjne i na tym ucierpią najsłabsze podmioty rynkowe, czyli przedstawiciele handlu tradycyjnego. Przykładowo, wprowadzenie zakazu otwierania sklepów o powierzchni większej niż 400 m2 sprawi, że duże sieci handlowe - zamiast budować hiper- lub supermarkety - przestawią się na mniejsze i tańsze formaty. Będzie ich stać na uruchomienie większej liczby sklepów, obniżanie cen i zwiększanie asortymentu – w przeciwieństwie do krajowych firm, które po prostu dysponują znacznie mniejszym zapleczem finansowo-organizacyjnym niż zachodni konkurenci.

Rozmawiała aw

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0