23.06.2008

Duże zyski przed nami

- mówi Beata Berendowicz, współwłaścicielka sieci Berendowicz&Kublin.

Jak ocenia Pani rynek fryzjerski w Polsce?
On dopiero się rozwija. Ludzie zaczynają dostrzegać wymierne korzyści, które daje dobry wizerunek. Coraz więcej osób starannie dobiera nie tylko ubrania, ale i fryzury, zwraca baczną uwagę na jakość i zdrowie włosów. Stają się one ważnym elementem naszego ciała. Sam rynek rozwija się dynamicznie, chociaż ceny usług są nadal bardzo niskie w porównaniu ze starymi krajami UE i nie są jeszcze adekwatne do wysokiej jakości usług i wystroju wnętrz, które oferują najlepsze z salonów fryzjerskich.

Beata Berendowicz, współwłaścicielka sieci Berendowicz&Kublin.

Czy franczyzobiorcami sieci Berendowicz&Kublin mogą zostać wyłącznie fryzjerzy?
Ależ skąd. Oczywiście chcielibyśmy, aby nasz franczyzobiorca znał się dobrze na sztuce fryzjerskiej. Nie jest to jednak warunek konieczny. Musi przede wszystkim umieć zarządzać salonem. Ponadto powinien dysponować lokalem o powierzchni minimum 60 m2 w centrum miasta lub w galerii handlowej. W zależności od wielkości lokalu i liczby stanowisk fryzjerskich franczyzobiorca musi liczyć się z wydatkiem ok. 150 tys. zł. Fryzjerzy przechodzą cykl praktycznych szkoleń z zakresu obsługi klienta, technik strzyżeń i koloryzacji. Obecnie posiadamy pięć salonów własnych i pięć franczyzowych, zlokalizowanych w Krakowie, Wrocławiu, Opolu, Częstochowie, Rybniku, Sosnowcu, Gliwicach i Lublinie.

rozmawiała (smoli)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0