08.06.2009

W kryzysie też się strzygą

O sytuacji na rynku fryzjerskim opowiada Beata Berendowicz, współwłaścicielka sieci salonów fryzjerskich Berendowicz&Kublin.

Ubyło klientów w salonach fryzjerskich Berendowicz&Kublin?
Markowym salonom ze stabilną pozycją na rynku kryzys jest niestraszny. Silna marka, wysoka jakość usług, eleganckie wnętrza to wystarczająca recepta na sukces. Polski rynek fryzjerski podąża śladami hiszpańskiego, a to właśnie na Półwyspie Iberyjskim obserwujemy coraz większą dominację markowych salonów gwarantujących najwyższą jakość. Przed kryzysem w branży fryzjerskiej był wzrost i spore inwestycje w nowe salony. Nie zauważyliśmy spadku w przychodach poszczególnych placówkach. Mało tego, właśnie otwieramy nowy salon w Warszawie. Chcemy, aby nasza sieć do 2013 roku liczyła 30 punktów. Obecnie działa pięć własnych i pięć franczyzowych salonów.

Czy wasz franczyzobiorca powinien być fryzjerem?
Nie jest to konieczne. Franczyzobiorca musi przede wszystkim umieć zarządzać salonem. 150 tys. zł to kwota, która jest potrzebna do otwarcia salonu naszej sieci. Inwestycja wzrasta, gdy placówka ma się mieścić w centrum handlowym. Wówczas same koszty remontu wynoszą ok. 100 tys. zł. Opłata za przystąpienie do sieci wynosi 25 tys. zł, a opłata bieżąca 3 tys. zł. Raz w roku franczyzobiorca jest zobowiązany uiścić opłatę na fundusz marketingowy w wysokości 1 proc. od obrotu. Salon zaczyna być rentowny średnio po upływie sześciu miesięcy. Szacowany okres zwrotu z inwestycji to dwa lata.

rozmawiała (smoli)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0