02.03.2009

Do trzech razy sztuka

Nawet jeśli wcześniej biznes ci nie wychodził, to z franczyzą masz szansę na sukces.

Kilka lat temu, będąc jeszcze uczniem szkoły średniej, podjąłem swoją pierwszą pracę. Na początku wydawało mi się, że robię to co lubię i dobrze byłoby utrzymać zdobytą posadę jak najdłużej. Pracowałem wówczas w małej firmie zajmującej się reklamą wizualną. Do moich podstawowych zadań należało głównie przygotowywanie materiałów, sprzątanie i inne prozaiczne czynności. W tamtym okresie zdobycie tego typu posady przez ucznia, a nie absolwenta szkoły artystycznej było zdarzeniem dość nietypowym. Po około 8 tygodniach już wyraźnie wiedziałem, że czuję się jak ryba zamknięta w kulistym akwarium. Z jednej strony nie mogłem narzekać na warunki i atmosferę pracy, z drugiej jednak niezależnie od tego jak bardzo chciałem się rozwinąć, zawsze lądowałem w tym samym punkcie.

Plac budowy

Warto było zainwestować w system, który pozwoli skorzystać z nagłośnionego przez media boom’u budowlanego.

Zdecydowałem się na rozmowę z moim szefem, który szybko zorientował się w czym rzecz. Dostałem szansę zrealizowania swojego pierwszego projektu (naturalnie przy wsparciu kolegów). W krótkim okresie zacząłem w pełni samodzielnie realizować kolejne projekty. Jednakże po pewnym czasie niedosyt powrócił.

Po ukończeniu szkoły średniej poczułem, że nie potrafię jednoznacznie określić, czego w życiu szukam i do czego dążę. Postanowiłem nie kontynuować edukacji w kierunku artystycznym. Ku wielkiemu zaskoczeniu rodziców i znajomych rozpocząłem studia z zakresu Administracji Publicznej. Jednocześnie postanowiłem, że głębokie zmiany powinny nastąpić w moim życiu zawodowym. Za namową koleżanki trafiłem w szeregi agentów jednej z firm ubezpieczeniowych. Okazało się, że w tej pracy czuję się zdecydowanie lepiej niż w poprzedniej. Postanowiłem zastanowić się, dlaczego tak właśnie jest. Po głębszym namyśle dotarło do mnie, że chodzi o samodzielność. Trafiło do mnie także kilka argumentów poruszanych na różnego rodzaju szkoleniach, zwłaszcza na „Zarządzanie przez cel”. Chodziło w nim o to, by budować plan swojej pracy w oparciu o pewne cele, które chcemy osiągnąć. Potrzebowałem trochę czasu, żeby to zrozumieć i wprowadzić w życie. Po roku pracy awansowałem na stanowisko kierownika grupy agentów. W tym samym czasie zacząłem coraz silniej odczuwać ramy, narzucane mi przez zwierzchników. W mojej głowie zaczynał się klarować pewien obraz celu, do którego chciałbym dążyć. Już wiedziałem, że chcę sam zostać swoim szefem. Bycie sobie sterem, żeglarzem i okrętem wydało mi się strzałem w dziesiątkę.

Własny Biznes?

Jadąc któregoś dnia na uczelnię, usłyszałem w radio o konkursie „Młode Rekiny Biznesu”, organizowanym przez Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości w Bydgoszczy. Jeszcze tego samego dnia odszukałem biuro AIP w Bydgoszczy. Poczułem, że to może być najprostsza droga do realizacji moich zamierzeń.

Od tamtego czasu odwiedzałem już biuro AIP regularnie. Starałem się solidnie przygotować materiały potrzebne do wzięcia udziału w konkursie, a także nawiązywać kontakty z ludźmi, którzy w ramach AIP stawiali swoje pierwsze kroki w biznesie. Warunkiem udziału w konkursie było stworzenie biznesplanu oraz skierowanie go do oceny. Pozytywna ocena projektu pozwalała uczestnikom na przystąpienie do kolejnego etapu – obrony prac. Choć wydawało mi się, że mój projekt stworzenia firmy zajmującej się organizacją i obsługą sieci dystrybucyjnych nie zrobił wrażenia na jury, po kilku tygodniach dowiedziałem się, że zostałem laureatem konkursu. Żywot mojej pierwszej firmy był dość krótki. Złożyło się na to kilka aspektów, takich jak brak doświadczenia i brak odwagi w inwestowaniu. Postanowiłem się jednak nie poddawać. Dotarło do mnie, że w życiu nie ma nic za darmo, a własny biznes to rozwiązanie o wiele bardziej wymagające niż jakakolwiek praca etatowa. Po krótkiej analizie sytuacji postanowiłem zainwestować w komercyjny serwis internetowy. Jednakże tym razem, przy okazji postanowiłem znaleźć pracę, która z jednej strony pozwoli mi nabrać większego doświadczenia w zarządzaniu zasobami, a jednocześnie da oddech finansowy, tym samym możliwość skupienia się na rozwoju własnych przedsięwzięć. Niestety, znów interes nie rozwijał się tak, jak chciałem. Podstawowym problemem była niedostateczna znajomość branży i tematyki z nią związanej. Okazało się, że szereg mądrych książek nie zastąpi doświadczenia. Jednak nie straciłem zainwestowanych pieniędzy, ponieważ serwis udało się sprzedać z zyskiem za pośrednictwem internetowej aukcji.

Pora na franchising

Szybko doszedłem do wniosku, że zarobione pieniądze należy zainwestować w sprawdzony biznes. Najlepszy byłby gotowy pomysł... W ten sposób zacząłem analizować w jaki sposób w moim mieście poswatają firmowe punkty znanych marek odzieżowych etc. Idąc tą drogą natrafiłem na obce dotąd dla mnie pojęcie franchisingu.

Zacząłem zgłębiać katalog franczyz wraz z poznanym w ostatnim miejscu pracy kolegą. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że warto będzie zainwestować w system, który pozwoli nam skorzystać z nagłośnionego przez media boom’u budowlanego. W ten sposób nawiązaliśmy kontakt z firmą, która min. za pośrednictwem sieci franczyzowej sprzedaje w całym kraju glazurę za rozsądną cenę. Szybko zdobyliśmy atrakcyjny plac w centrum miasta rozpoczęliśmy działalność. Szybko zrodził się pomysł na dalsze wykorzystanie przyległych do placu pomieszczeń i zaadaptowanie ich na salon sprzedaży okien będący także przedstawicielstwem firmy o ugruntowanej pozycji na rynku.

Obecnie po przeszło roku od rozpoczęcia działalności, firma ma się dobrze a ja z entuzjazmem spoglądam w przyszłość. Wiem, że podjęcie decyzji o rozpoczęcie pracy na własny rachunek było słuszne. Wiem także, że systemy franczyzowe dają realną szansę na osiągnięcie relatywnie szybkiego zysku.

Marcin Leśniewski, Sicienko
tekst nadesłany na konkurs "Mój Franchising"

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Agnieszka Kamińska

dziennikarz
Napisz do autora