01.03.2009

Jestem kolporterem prasy

Mam radę dla wszystkich, którzy zamierzają zainteresować się franczyzą – obliczajcie plany na miarę swoich możliwości: finansowych, czasowych i intelektualnych. Ja trafiłem w dziesiątkę.

W 2008 roku przeprowadziłem się z Krakowa do niewielkiej miejscowości na Dolnym Śląsku. Wcześniej prowadziłem już działalność gospodarczą, więc mechanizmy działania w biznesie nie były mi obce. Decyzję o wyborze systemu franczyzowego podjąłem po miesięcznym okresie zbierania informacji na temat sieci oferujących taką formę współpracy. Musiałem zorientować się, w jaki sposób można zaistnieć na lokalnym rynku. Byłem także ograniczony funduszami. Na samym początku bałem się inwestować w wynajem lokalu i jego adaptację do prowadzenia działalności. Do tego dochodzą składki na ubezpieczenie i duże ryzyko, że całe przedsięwzięcie nie wypali lub po prostu po miesiącu zabraknie środków na dalszą działalność.

W portalu franchising.pl znalazłem informację, że Kolporter Sieci Handlowe Sp. z o.o. poszukuje partnerów w mojej miejscowości.

W portalu franchising.pl znalazłem informację, że Kolporter Sieci Handlowe Sp. z o.o. poszukuje partnerów w mojej miejscowości. Skontaktowałem się z osobą odpowiedzialną za administrację saloników prasowych i umówiliśmy się na spotkanie. Zaproponowana forma współpracy prezentowała się bardzo przyzwoicie. Wynagrodzenie składające się ze stałej podstawy oraz prowizja ze sprzedaży. Taka forma wynagradzania daje pewien komfort. Ma się świadomość, że w przypadku braku klientów, niskich obrotów, itp. mam podstawowe wynagrodzenie bez względu na wyniki, z którego opłacę składki do ZUS, podatek i zostanie coś na bieżące wydatki.

Ponownie skontaktowałem się z przedstawicielem firmy Kolporter i zdecydowałem się podjąć wyzwanie. Wyznaczyliśmy termin szkolenia. W między czasie musiałem znaleźć dwóch poręczycieli weksla in blanco, celem zabezpieczenia powierzonego mi towaru, wpłacić kaucję i opłatę marketingową. Podsumowując wyniosło to około 5500zł.

Szkolenie okazało się bardzo pożyteczne pomimo moich wcześniejszych wątpliwości. Zorganizowano je w ośrodku firmy Kolporter, nad malowniczym zalewem Sulejowskim. Szkolenie polegało na nauce obowiązujących procedur dotyczących obiegu dokumentów, rozliczeń, podstaw merchandisingu i codziennej pracy w saloniku prasowym. Obszerną część szkolenia zajmowała nauka oprogramowania, które funkcjonuje w salonikach. Program służy do obsługi doładowań pre – paid, przyjmowania rachunków i sprzedaży detalicznej. Jest to aplikacja baaardzo rozbudowana i zawiera wiele przydatnych funkcji pomagających w gospodarce magazynowej i składaniu zamówień. Na poznanie programu w stopniu umożliwiającym swobodną pracę potrzeba minimum 7 dni. Po powrocie ze szkolenia odbyłem szkolenie stażowe w istniejącym saloniku oraz szkolenie z obsługi urządzenia do druku kuponów Totalizatora Sportowego.

Salonik uruchomiliśmy kilka dni po ukończonych szkoleniach i pozytywnej weryfikacji złożonych przeze mnie dokumentów. Na pierwszych klientów nie trzeba było długo czekać. Ludzie lubią tego typu punkty, gdzie rano przed wyjściem do pracy można kupić prasę, papierosy, maszynki do golenia czy nawet zapłacić swoje rachunki. Klient, który raz wychodzi zadowolony, ponieważ znalazł swój ulubiony tytuł prasowy wraca na następny dzień i robi większe zakupy. Grono stałych klientów systematycznie się powiększa. Praca wymaga bardzo dużej skrupulatności, punktualności (kierowca przywozi prasę o godzinie 7 rano) i otwarcia na kontakty z klientami.

Straty powstałe w wyniku błędnych rozliczeń, nie zwróconej prasy, należy pokryć z własnej kieszeni. Dlatego też osoba niesystematyczna może mieć problemy z takimi rzeczami. Jest sporo roboty papierkowej. Należy na bieżąco kompletować dokumenty przyjęć, zwrotów i dokonywać codziennych wpłat utargu na rachunek firmy Kolporter.

Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej jest traktować taką działalność jako biznes rodzinny. Dlatego też w prowadzeniu saloniku pomaga mi ojciec. Praca jest dosyć przyjemna, nie należy do ciężkich. Można czytać do woli rozmaite czasopisma, poznać ciekawych ludzi i jest to niezła forma pozyskania doświadczenia biznesowego.

System franczyzowy zapewnia mi ciągłość dostaw towaru, nie muszę szukać hurtowni i tracić czasu na dojazdy. Praktycznie z godziną zamknięcia saloniku – kończę swój dzień pracy i mogę poświęcić czas rodzinie, co w przypadku całkiem samodzielnego prowadzenia działalności jest raczej mało prawdopodobne. Uważam, że jest to doskonałe rozwiązanie np. dla małżeństw, pragnących prowadzić wspólnie działalność. Ryzyko związano z porażką jest w tym systemie zredukowane do minimum. Oczywiście, jeżeli ktoś nie dba o salonik jak o swoją własność i traktuje ten interes po macoszemu, może się na takim myśleniu sparzyć. Pamiętajmy, że płaciliśmy kaucję i podpisaliśmy weksel na poczet strat, o które nie trudno, jeżeli ktoś nie angażuje się w wykonywaną pracę.

Od pierwszych rozliczeń z firmą Kolporter rozwiały się moje obawy, czy czasem nie jest to jakieś oszustwo, czy nie zostanę wykorzystane, czy dam radę, itp. Jestem do tego stopnia usatysfakcjonowany, że uruchamiam drugi salonik w pobliskim mieście. Ten fakt, myślę, mówi sam za siebie.

I na koniec rada dla wszystkich, którzy zamierzają zainteresować się franczyzą – obliczajcie plany na miarę swoich możliwości. Optymalne dopasowanie systemu do swoich wymagań i oczekiwań jest według mnie podstawowym warunkiem powodzenia w tego typu działalności.

Grzegorz Fajdek, Ziębice
tekst nadesłany na konkurs "Mój Franchising"

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

2

Agnieszka Kamińska

dziennikarz
Napisz do autora