20.02.2012

Warto handlować wiśniami

Spotkałem niedawno przyjaciół z dzieciństwa. Okazuje się, że ci którzy odnieśli sukces we własnym biznesie, w podstawówce prowadzili sklepik albo handlowali na lokalnym bazarku.

Powyższa obserwacja może nas nastrajać optymistycznie. Bo jeśli stwierdzimy, że wygrali ci, którzy odpowiednio wcześnie zajęli się szlifowaniem umiejętności biznesowych, to znaczy, że wystarczy odpowiednio silna motywacja i trening, żeby powtórzyć ich sukces. Ale może być też inaczej i po prostu pewien typ temperamentu i zainteresowań ujawnia się tak wcześnie, że choć zaniechaniem da się go zniszczyć, to żadnym treningiem nie da się nadrobić jego braku.

Arkadiusz Słodkowski

Arkadiusz Słodkowski, wydawca miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

Moje doświadczenie podpowiada mi, że ta druga wersja jest bliższa prawdy. Jeśli przypominam sobie osoby aktywne od zawsze: kolegów, którzy przygotowywali turnieje międzyklasowe, koleżanki, które organizowały wycieczki szkolne, to dziś widzę jak swój zapał potrafili później przenieść na budowanie własnych firm. Dla osób, które stały w drugim szeregu, pozostał drugi szereg. Co wcale nie oznacza, że osoby te nie odniosły sukcesu na swoją miarę. Tylko, że ta miara jakoś niepokojąco wcześnie się ujawnia.

Spotkałem się z opinią, że franczyza jest pomysłem na biznes dla tych mniej aktywnych i przebojowych. Nic bardziej błędnego. Prowadzenie biznesu na licencji jest tak samo wymagające i stresujące jak biznes oparty na własnym pomyśle. A więc jeśli w swoich wspomnieniach przechowujesz bazarowy handel wiśniami z przydomowego ogródka, wstawianie komiksów do komisów lub import tenisówek z Czechosłowacji, to masz potencjalnie większe szanse na sukces w biznesie niż inni. Znam ważne postacie polskiego franchisingu, które w pewnym okresie zajmowały się importem zabawek z Chin, handlem balonami, a nawet walutą. Wszyscy dziś z sukcesem prowadzą bardzo prestiżowe sieci franczyzowe.

Arkadiusz Słodkowski