10.10.2011

Kiedy warto kupić cudzy pomysł na biznes

Argumentów za kupnem franczyzy jest tyle samo co przeciw. O kupnie cudzego pomysłu na biznes powinny decydować okoliczności, w których podejmujemy decyzję.

Jeśli czujemy, że wpadliśmy na doskonały, niepowtarzalny pomysł na firmę – np. wymyśliliśmy usługę, której nikt jeszcze nie udziela lub nowy produkt potrzebny wszystkim – warto zaryzykować założenie własnej firmy bez oglądania się na franczyzę. Pierwsze z brzegu przykłady nowatorskich pomysłów z ostatnich lat: komunikator Gadu-Gadu, napój energetyzujący Red Bull, bary z jedzeniem wegetariańskim Green Way pokazują, że ciągle jest miejsce na oryginalny pomysł zarówno w branżach starej, jak i nowej gospodarki. Choć oczywiście wymyślenie złotodajnego pomysłu zdarza się rzadko. No i oczywiście – wymyślić to jedno, a wdrożyć pomysł – to drugie.

Arkadiusz Słodkowski

Arkadiusz Słodkowski, wydawca miesięcznika Własny Biznes FRANCHISING

Pewną trudnością jest tu kapitałochłonność nowych pomysłów – często wymagają dużych nakładów w pierwszym okresie. Jeśli nie ma się wystarczająco dużo gotówki, można spróbować dotrzeć do funduszy inwestycyjnych, tzw. inkubatorów biznesowych, które specjalizują się w ocenie i dokapitalizowaniu nowych firm. W takim przypadku trzeba się jednak liczyć z oddaniem części własności funduszowi inwestycyjnemu. Dodatkowo przedsiębiorca decydujący się na zupełnie własny biznes musi cechować się wyjątkową cierpliwością, dużo większą niż w przypadku biznesów franczyzowych, gdzie maksymalny poziom obrotów można osiągnąć już po roku pracy. Przykłady tzw. złotych strzałów wskazują, że nawet najlepsze pomysły na biznes np. wspomniany Red Bull nabierają rozpędu powoli, przyspieszając dopiero ok. 10 roku działania firmy.

Marka Red Bull powstała w 1987 roku i nie była znana powszechnie do 1997 roku. Dziś roczna sprzedaż Red Bulla osiąga poziom ok. 800 mln USD. Austriacki przedsiębiorca nie stworzył przy tym nic nowego – napój energetyzujący opiera się na lekko gazowanym toniku zdrowotnym z Tajlandii. Jak pisze Al Ries w książce „Upadek reklamy i wzlot public relations” jest to dowód, że nie trzeba wymyślić czegoś absolutnie nowego, aby stać się bogatym i sławnym. Trzeba rozpoznać potencjalne potrzeby konsumentów, wynaleźć nazwę marki i dostać się z nią pierwszemu do umysłów klientów.

Jeśli jednak żadnego cudownego pomysłu nie uda ci się wymyślić, a czujesz się na siłach poprowadzić firmę, w banku zaś czeka uzbierany kapitał, warto rozważyć prowadzenie biznesu opartego na jednym z konceptów franczyzowych. Wybór jest ogromny – kilkaset ofert na rynku obejmuje wszystkie możliwe branże, kwoty inwestycji wahają się od kilku tysięcy do kilku milionów złotych. Główną zaletą franchisingu jest to, że kupujemy sprawdzony pomysł, na którym ktoś wcześniej już zarobił, dzięki czemu mamy większe poczucie bezpieczeństwa. Choć oczywiście nie powinno nas ono uśpić – pracy w firmie franczyzowej jest tyle samo, co w każdej innej. Franchising nie kończy się na kupnie prawa do używania marki i znaku towarowego sieci, ale polega na zwykłym biznesowym planowaniu i codziennym realizowaniu założonej strategii. To dobry pomysł dla wszystkich, którzy dobrze odnajdują się w hierarchii, gdzie mają pewien zakres wolności, ale nie brzydzą się kontroli i wskazówek dawcy licencji.

To co jest istotą franchisingu, to znana marka, która nagania nam klientów, codzienne doradztwo franczyzodawcy oraz marketing w skali makro np. reklamy w TV, na które stać sieć, a nigdy osamotnioną pojedynczą firmę. Biorca licencji powinien zostać gruntownie przeszkolony oraz otrzymywać ciągły przekaz know-how. Niestety, istnieją i koszty franchisingu ­ biorca musi przekazać franczyzodawcy tzw. opłatę wstępną za udzielenie licencji i potem ­ przez cały czas trwania kontraktu ­ wpłacać na rzecz dawcy pewien procent swoich obrotów. Wybór, czy zainwestować we franczyzę, czy w pełni własną firmę, czy może nastawić się na złoty strzał, jak zwykle zależy od inwestora: od poziomu jego motywacji, zamożności i charakteru – zwłaszcza od cierpliwości przy czekaniu na zysk.

Arkadiusz Słodkowski