15.09.2010

Twój prywatny dietetyk

Małgorzata Neubauer zaufała przedstawicielom sieci Naturhouse, gdy obiecywali, że inwestycja we własny biznes pod tą marką zwróci się już po sześciu miesiącach. Zapewnienia franczyzodawcy nie były obietnicą rzuconą na wiatr.

Monotonna praca na etacie, brak poczucia samorealizacji, perspektyw rozwoju i szans na zdobywanie nowych umiejętności i wiedzy... W pewnym momencie miarka negatywnych emocji się przebrała i pchnęła dzisiejszą właścicielkę trzech punktów Naturhouse do podjęcia odważnej decyzji o przejściu na swoje. Małgorzata Neubauer postanowiła za wszelką cenę rozwinąć skrzydła w biznesie, choć na początku nie była pewna, w jakiej branży chce spróbować swoich sił. Wiedziała tylko, że kluczem do jej sukcesu będzie franczyza.

Małgorzata Neubauer, franczyzobioca Naturhouse w swojej placówce waży się na wadze

Małgorzata Neubauer, franczyzobiorca Naturhouse

Liczył się szybki zwrot

– Franczyza to najłatwiejszy sposób na własny biznes – mówi Małgorzata Neubauer. – W ten sposób można dołączyć się do tych, którzy już zapracowali na sukces i stworzyli rozpoznawalną markę.

Małgorzata Neubauer zaczęła od gruntownej analizy franczyzowych ofert. W większości przypadków odstraszały ją jednak wysokie opłaty licencyjne.

– Miałam świadomość, że one przekładają się na niższą stopę zwrotu z inwestycji – wspomina Neubauer. – Nie chciałam czekać latami, zanim z powrotem zobaczę swoje pieniądze.

Spośród przeglądanych propozycji jedna marka szczególnie przykuła uwagę Małgorzaty Neubauer. Był nią Naturhouse, sieć zajmująca się sporządzaniem indywidualnych planów dietetycznych. Firma oferowała krótki okres zwrotu, zapewniając, że włożone w przedsiębiorstwo pieniądze będzie można wyjąć już po sześciu miesiącach. Zapewnienia o szansach na szybki zwrot kapitału przekonały Małgorzatę Neubauer. Wzięła kredyt na rozpoczęcie działalności, zatrudniła dietetyków i choć sama mieszka w Gdańsku, otworzyła punkt Naturhouse w Elblągu.

– Wiedziałam, że zarówno w Gdańsku, jak i w Gdyni już funkcjonują placówki Naturhouse. Chciałam uniknąć konkurencji, więc wybrałam Elbląg, który oferował atrakcyjny rynek i niezłą komunikację z Trójmiastem – tłumaczy Neubauer. Wspomnienia z biznesowych początków właścicielki punktu Naturhouse w niczym nie przypominają tradycyjnych opowieści o mozolnym budowaniu własnej firmy w pocie czoła. Klienci wykazali duże zainteresowanie usługami punktu i szybko przekonali się do franczyzowej marki.

– Rozpoczynanie własnego biznesu w mniejszych miejscowościach wiąże się wprawdzie z ryzykiem, bo negatywna opinia szybko się rozchodzi i odstrasza klientów. Wtedy taka firma jest na danym rynku spalona. Dlatego najwięcej pracy poświęciłam na zapewnienie jak najwyższej jakości usług – zaznacza właścicielka elbląskiego punktu Naturhouse.

Małgorzata Neubauer pierwsze kroki w biznesie postawiła jednak pewnie. Na zwrot zainwestowanej kwoty czekała pół roku, czyli dokładnie tyle, ile obiecywał franczyzodawca. Jak udało się tak gładko wślizgnąć na głębokie wody biznesu w 2008 roku, czyli w czasie, kiedy większość przedsiębiorstw walczyła, by utrzymać się na powierzchni? – Lokalizacja, w której zdecydowałam się otworzyć pierwszą placówkę Naturhouse, gwarantowała, że wypełnimy rynkową niszę – opowiada.

Jedyne, o czym bizneswoman wolałaby zapomnieć, to biurokracja, jakiej musiała stawić czoła, rejestrując firmę. Pozostaje mieć nadzieję, że niechęć urzędników do przyszłych przedsiębiorców z czasem stanie się już tylko reliktem poprzedniej epoki. Znacznie lepiej poszło natomiast z sanepidem, z którym zapewne zetknie się każdy przedsiębiorca zakładający biznes pod znakiem Naturhouse.

– Specyfika działalności Naturhouse i fakt, że oprócz porad dietetyków sprzedajemy także suplementy żywnościowe powodują, że podlegamy pewnym rygorom sanitarno-epidemiologicznym – wyjaśnia Małgorzata Neubauer. – Sanepid traktuje nas jak sklepy spożywcze, chociaż nie mamy z nimi nic wspólnego. Sprzedawane przez nas specyfiki są fabrycznie zapakowane, jesteśmy tylko ogniwem w ich dystrybucji. Niestety, narzucane nam wymogi sanitarne dotyczące odbioru naszych lokali są takie same, jak w przypadku sklepów spożywczych. Franczyzobiorca musi więc zaprosić urzędników i pokazać im, że działalność Naturhouse nie wymaga stosowania tak rygorystycznych środków.

Biznes na odległość

Biznes pod szyldem Naturhouse w wydaniu Małgorzaty Neubauer okazał się sukcesem nie tylko dlatego, że zwrot kapitału nastąpił szybko mimo panującego w gospodarce kryzysu. Elbląska placówka przynosi zyski, chociaż jej właścicielka przyznaje, że nie ma czasu pojawiać się w niej każdego dnia.

– Staram się oczywiście bywać tam jak najczęściej, ale ze względu na to, że mieszkam w Gdańsku, nie jest to wykonalne – przyznaje. – Prawdę mówiąc, nie ma też takiej konieczności, abym każdego dnia była na miejscu. Dobrze urządzony biznes zarabia sam na siebie. W salonie na dwie zmiany w parach pracują dietetycy i ich asystentki. To właśnie odpowiedni dobór współpracowników jest kluczem do sukcesu.

– Nie chodzi tylko o to, by dietetyk zważył, zmierzył i wypytał klienta o nawyki żywieniowe. On ma być kimś w rodzaju psychologa, który szczerze porozmawia i zdobędzie zaufanie klienta – mówi Neubauer i dodaje, że dzięki temu franczyzobiorcą Naturhouse może zostać osoba zupełnie niezwiązana z branżą. – Jakość usług zależy od specjalistów, franczyzobiorca nie musi znać się na prawidłowym odżywianiu. Przedsiębiorcy pozostaje więc tylko dopilnować, by jakość usług była utrzymywana na wysokim poziomie. Podczas wizyt w salonie Neubauer stara się rozmawiać z klientami i przysłuchiwać się ich opiniom na temat usług Naturhouse.

Klientów nie zabraknie

Dwa lata działalności, zainwestowana kwota spłacona w pół roku, zadowoleni klienci i dobrze prosperująca firma – wyniki Małgorzaty Neubauer mogą budzić podziw. Sukces finansowy zachęcił ją do współpracy z siecią Naturhouse na szerszą skalę i do otwarcia kolejnych placówek franczyzowych. Obecnie oprócz elbląskiego salonu posiada dwa inne centra dietetyczne – w Gdańsku oraz Rumi.

– Naturhouse oferuje usługi odporne na kryzys – przekonuje Neubauer. – Nie chodzi o to, że to dobra luksusowe dla zamożnych, bo tak nie jest. Sekret tkwi w ogólnej dostępności naszych usług. Klientami Naturhouse są zarówno panie zajmujące się sprzątaniem w szkołach, jak i prezesi dużych firm. Taki profil usług jest możliwy do wdrożenia, bo zróżnicowana grupa klientów i indywidualne konsultacje z dietetykami przekładają się na dopasowany do każdej kieszeni poziom kosztów.

– Jednego możemy być pewni: klientów nie zabraknie – twierdzi Neubauer. – Środowiska medyczne jednym głosem przyznają, że lwia część współczesnych chorób wynika z dwóch przyczyn: stresu i złego odżywiania. Skoro coraz młodsi ludzie mają problemy już nie tylko z nadwagą, lecz z poważną otyłością, to chętnych na usługi sieci takiej jak Naturhouse nie zabraknie.

rozmawiał Grzegorz Morawski

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Agnieszka Turska

dziennikarz
Napisz do autora