10.08.2010

Zarabiam na pancerkach z poprzeczką

Czasami impulsem do założenia firmy może być przypadek. Albo znajoma, której brakuje biżuterii…

Zbliżałem się już do końca studiów i czułem, że to dobry czas, aby rozpocząć prowadzenie własnego biznesu. Tylko od czego zacząć? Studia ekonomiczne dały mi podstawową wiedzę teoretyczną o prowadzeniu własnego biznesu. Jednak wiedziałem, że często teoria i praktyka to zupełnie inne bajki… Zacząłem regularnie czytać o franchisingu. Pomyślałem, że na początek może to być dobry sposób na rozwinięcie biznesu.

Mateusz Sobczyk franczyzobiorca Yes na źółtym tle

Mateusz Sobczyk, franczyzobiorca Yes

Decyzja

Wprawdzie koszty w niektórych franczyzach są stosunkowo wysokie, ale pomysły sprawdzone, marki znane i w razie niejasności można liczyć na pomoc franczyzodawców. Tylko jaką branżę wybrać? Każdego dnia miałem tak naprawdę inny pomysł. Różne marki odzieżowe, gastronomiczne, biura podróży, salony fryzjerskie, sklepy spożywcze… Setki możliwych opcji. Czułem się jak na karuzeli. Wszystkie rozwiązania miały oczywiście swoje zalety i wady. A to marka za mało rozpoznawalna, branża nie do końca dla mnie, za wysokie koszty… Wciąż szukałem pomysłu, który ma to coś w sobie. I wtedy podczas jednego ze spotkań towarzyskich znajoma stwierdziła, że gdyby w Szczecinie był sklep jubilerski YES, to chyba padłaby ze szczęścia (szczególnie w kontekście zawieszek do bransoletek, bo to na ich punkcie oszalały chyba wszystkie kobiety w moim otoczeniu). YES? W sumie dlaczego nie? Znana marka, duża sieć sklepów, rozwijająca się, oraz to, na czym bardzo mi zależało – nieobecna jeszcze w Szczecinie. Postanowiłem bliżej przyjrzeć się temu rozwiązaniu.

Rekrutacja

Na stronie internetowej yes.pl znalazłem pakiet franczyzowy dla potencjalnych partnerów. Wymogi formalne do przejścia. Koszty do zaakceptowania. Powstało tylko pytanie: czy to wszystko będzie wyglądało w praktyce tak kolorowo, jak to opisuje firma? Z czystej ciekawości postanowiłem wysłać swoje zgłoszenie. Po krótkiej wymianie e-maili i kilku rozmowach telefonicznych byłem coraz bardziej zainteresowany. Wkrótce nastąpiło spotkanie z przedstawicielem firmy w Szczecinie. Okazało się, że istnieje możliwość rozpoczęcia współpracy od zaraz. Nie miałem więc zbyt wiele czasu do namysłu. Tym bardziej niezwykle dokładnie musiałem przeanalizować wszelkie za i przeciw. Aby ułatwić sobie zadanie, odwiedziłem sklepy znajdujące się najbliżej Szczecina. Mimo że dobrze znałem sieć (za sprawą wspomnianych wyżej zawieszek do bransoletek), doszedłem do wniosku, że warto spojrzeć na funkcjonujące sklepy z zupełnie innej perspektywy. Już nie jako klient. Podczas wizyty w jednym ze sklepów pomyślałem, że właściwie jubilerstwo to taki wdzięczny biznes. Stylowy wystrój sklepu, pięknie wyeksponowana biżuteria, eleganckie stroje ekspedientek, przyjazna atmosfera, mili klienci, ważne momenty w życiu uwiecznione dzięki biżuterii… Poczułem to coś. Zdecydowałem.

Otwarcie

Początek przygody stanowiła wycieczka do centrali firmy w Poznaniu. Długie rozmowy pozwoliły mi w pełni zrozumieć specyfikę działalności, którą miałem się wkrótce zająć. Byłem już pewien, że to właśnie TO. Kiedy już poznałem teorię – czas na praktykę. Powrót do Szczecina, rekrutacja pracowników i wspólne szkolenie w Poznaniu. Po paru dniach nauki o procedurach, standardach, markazytach, rodowaniu, oksydowaniu, szlifach, karmazycji, szatonach i pancerkach z poprzeczką byliśmy przygotowani do samodzielnej pracy. Wróciliśmy do Szczecina. Sklep po zakończonym remoncie, montażu mebli i niezbędnych urządzeń elektrycznych był gotowy do pracy. Jeszcze tylko najprzyjemniejszy moment dla kreatywnych przyszłych doradców klienta – wyeksponowanie biżuterii w gablotach. Pomoc w tym zakresie nadeszła ze strony merchandisera opiekującego się naszym sklepem. Ostatnie poprawki ustawień, pytania o kamienie czy sploty, światło… Roleta w górę.

Salon Jubilerski YES prowadzę w Szczecinie już ponad 1,5 roku. Czy to był strzał w dziesiątkę? Czas pokaże. Jak na razie mogę stwierdzić, że dobrze czuję się w branży i odnalazłem się we franchisingu. Informacje zawarte w pakiecie franczyzowym znalazły swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nie zamierzam poprzestać na prowadzeniu jednego sklepu.

Mateusz Sobczyk, franczyzobiorca Yes

Wprawdzie koszty w niektórych franczyzach są stosunkowo wysokie, ale pomysły sprawdzone, marki znane i w razie niejasności można liczyć na pomoc franczyzodawców. Tylko jaką branżę wybrać? Każdego dnia miałem tak naprawdę inny pomysł.

Własna firma to YES to!

Zanim kupi się licencję na biznes, warto przeczytać, jak z otwarciem i prowadzeniem firmy poradzili sobie inni franczyzobiorcy. Temu służył konkurs „Mój franchising". Organizatorami konkursu były: Grupa Muszkieterów, Polska Organizacja Franczyzodawców oraz redakcja magazynu „Własny Biznes FRANCHISING”. W tym miesiącu publikujemy tekst pana Mateusza Sobczyka z Mierzyna, który zdobył II miejsce i 3 tys. zł. Pan Mateusz prowadzi sklep z biżuterią Yes. Przekonała nas historia studenta bez doświadczenia, który wybrał licencję franczyzową rozsądnie jak rasowy biznesmen – uważnie oceniając, jakiego produktu potrzebuje klient z lokalnego rynku. Teraz walczy o efekt skali, zakładając kolejne sklepy Yes.

Gratulujemy!

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Agnieszka Kamińska

dziennikarz
Napisz do autora