02.09.2011

Powiedziała YES

Magdalena Dombrowska-Pluta pracę w branży jubilerskiej zaczęła w wieku 19 lat. Dziś prowadzi własny salon jubilerski Yes.

– W tej części wystawy mamy białe złoto, obok brylanty. Tu są „charmsy”, popularne od niedawna jubilerskie zawieszki do bransoletek – wymienia Magdalena Dombrowska-Pluta, franczyzobiorczyni firmy jubilerskiej Yes, prowadząca sklep w warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy.
– To jest kolekcja duńskiej firmy Pandora, z którą Yes współpracuje od niedawna, obok niej biżuteria z brylantami – mówi Magdalena Dombrowska-Pluta.

Magdalena Dombrowska-Pluta przymierza biżuterię w swoim sklepie Yes

Magdalena Dombrowska-Pluta, franczyzobiorca Yes.

Po obejrzeniu witryny, wchodzimy do niedużego, ale przytulnego salonu firmy Yes w Złotych Tarasach. Mieści się na pierwszym piętrze, niedaleko kilku kawiarni i z widokiem na kopułę przykrywającą Złote Tarasy. W bezpośrednim sąsiedztwie nie ma sklepów innych firm jubilerskich, ale w całym centrum handlowym można znaleźć ich kilka. Konkurencja w tej branży jest bardzo duża, więc stawia się na oryginalność. Temu mają służyć np. korale robione na zamówienie, które Magdalena Dombrowska-Pluta pokazuje we wnętrzu sklepu. W kolejnych gablotach znajduje się biżuteria srebrna Studio Y, tworzona przez projektantów Yes.

W sklepie pracują codziennie dwie ekspedientki (w sumie są cztery). Jedna z nich akurat pokazuje obrączki jakiejś parze. Widać, że mówienie o biżuterii i praca w salonie sprawia jej przyjemność.

Kto pyta, nie błądzi

Pracę w branży jubilerskiej Magdalena Dombrowska-Pluta zaczęła w wieku 19 lat. – To był zupełny przypadek. Nie miałam wtedy pojęcia o biżuterii – przyznaje.
Została zatrudniona w jednej z największych firm jubilerskich w Polsce i przepracowała tam prawie 8 lat.
– W firmie brakowało szkoleń. Jak przyszłam do pracy, wiedzę o biżuterii musiałam zdobywać samodzielnie. Po prostu pytałam osób bardziej doświadczonych ode mnie, czytałam i szukałam informacji – mówi. Odeszła, bo czuła się niedoceniona.

– Najpierw byłam sprzedawcą w Elblągu, dostałam stanowisko pełniącego obowiązki zastępcy salonu, a potem przeprowadziłam się do Warszawy i znowu zaczynałam od poziomu sprzedawcy. Czułam, że firma nie dostrzega mojego zaangażowania, chociaż gdy wracałam z urlopu, to szybko ustawiała się do mnie kolejka klientów, którzy czekali na mój powrót – to bardzo motywowało. W końcu przychodziłam do pracy nie dla firmy tylko dla nich. Po przeprowadzce do Warszawy przekonałam męża, żebyśmy otworzyli własny salon. Od początku wiedziałam, że ma to być Yes – tłumaczy. Czy myślała o niezależnym salonie? – dopytuję.
– Nawet przez chwilę nie pomyślałam, żeby zakładać samodzielny biznes – mówi. – Od początku było tylko Yes, Yes, Yes – dodaje.

Po podjęciu decyzji rozpoczęła się procedura aplikacyjna i rekrutacyjna. Żeby dostać się do Yes, trzeba wysłać CV, spełnić warunki formalne (niekaralność, posiadanie własnej firmy, brak zadłużeń etc.). Następnie odbywają się rozmowy kwalifikacyjne. Firmie zależy na osobach zorientowanych na lokalnym rynku jubilerskim i solidnych w wykonywaniu obowiązków. Jeżeli wszystkie etapy rekrutacji kandydat przejdzie pozytywnie, trafia na tygodniowe szkolenie.
– Pojechaliśmy na nie z mężem i z przyszłym zespołem. Tam otrzymaliśmy informacje o biżuterii, kolekcjach, mieliśmy okazję dotknąć prawdziwego brylantu. Oprócz tego, poznaje się ludzi z centrali, z którymi później się współpracuje, a to bardzo pomaga. Ja miałam już doświadczenie w branży jubilerskiej, a mimo to nauczyłam się wielu nowych rzeczy – opisuje swoje wrażenia franczyzobiorczyni ze Złotych Tarasów.

Oprócz tego trzeba dysponować 350 tys. zł, bo na taką kwotę firma szacuje dostosowanie lokalu do standardów sieci, 15 tys. zł na jednorazową opłatę wstępną i 500 tys. zł na zatowarowanie. W grę wchodzi również, tak jak w przypadku Magdaleny Dombrowskiej-Pluty, przejęcie już działającego salonu. Oznacza to mniejszą inwestycję finansową, ale na pewno nie mniej pracy.
– Sklep działał od listopada, my przejęliśmy go w lipcu. Przez pierwsze dwa miesiące pracowałam po 12 godzin. Układanie zapasów, pomoc ekspedientkom – to pochłaniało czas. Gdy zobaczyłam, że dziewczyny radzą sobie coraz lepiej, przychodziłam na 8-9 godzin. Teraz przychodzę na całe dnie, ale mam też dni wolne – mówi Magdalena Dombrowska-Pluta.

Trzymać poziom

O sposobie obsługi klienta Magdalena Dombrowska-Pluta mogłaby mówić bardzo długo.
– Mamy być nie tylko sprzedawcami, ale również doradcami. Dzisiaj, gdy klient przychodzi do sklepu i kupuje biżuterię, chce się czegoś o niej wiedzieć. Jeżeli ktoś się na tym nie zna, będzie czuł się zagubiony. Naszym zadaniem jest stworzenie takiej atmosfery, żeby klient się nie bał, bo oświetlenie, duża ilość biżuterii mogą przytłaczać – tłumaczy Magdalena Dombrowska-Pluta.

Biorąc pod uwagę jej zasady, nie dziwi fakt, że stałych klientów wciąż przybywa. W branży jubilerskiej czas żniw to Boże Narodzenie, ale tak naprawdę ruch jest przez cały rok. Walentynki, Dzień Kobiet, urodziny, imieniny, okres ślubów – okazja goni okazję.

– W swoim salonie pracuję tak samo jak pozostałe ekspedientki. Ja też sprzedaję, sprzątam, jeżdżę po towar. Praca jest cały czas, nie tylko wtedy gdy klient wchodzi do salonu – opowiada Magdalena Dombrowska-Pluta. Franczyzobiorca YES powinien raz w miesiącu pojechać po towar. Czasami jest przydzielany do salony odgórnie lub można go zamówić e-mailowo. Drogą internetową przychodzą również informacje o nowych kolekcjach i najczęściej przy takich okazjach organizowane są szkolenia.

– Raz w miesiącu staramy się z mężem jeździć po towar. Brylanty mamy odgórnie przydzielone, srebro wybieramy według własnych preferencji, a właściwie według preferencji klientów. Wiemy, czego potrzebują, i to zamawiamy w centrali. Do nas klienci nie tylko przychodzą kupować, ale również porozmawiać, więc znamy ich oczekiwania. Dzięki temu łatwiej buduje się relacje i rozpoznaje gusta – przyznaje franczyzobiorczyni.

Kwestiami formalnymi związanymi z prowadzeniem firmy, marketingiem i dodatkowymi działaniami zajmuje się Radosław Pluta, mąż franczyzobiorczyni. W salonie zostawił jej pole do popisu, w końcu to zawsze było jej marzenie. Ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia, Magdalena Dombrowska-Pluta nie wyklucza, że za jakiś czas zamarzy o kolejnym salonie, szczególnie że wyniki obecnie prowadzonego zachęcają ją do kolejnych inwestycji.

Joanna Sopyło

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

1

Agnieszka Kamińska

dziennikarz
Napisz do autora