07.10.2014

Uroda i fitness 2014

Rynek usług związanych z poprawianiem urody powoli wstaje z kolan. Największy ruch widać w branży fitness, ale gabinety kosmetyczne też łapią wiatr w żagle.

Kult młodości, sprawności i nieskazitelnej urody – z takim ideałem piękna musi się zmierzyć nieidealna większość populacji. Na szczęście z pomocą przychodzą im gabinety kosmetyczne, salony spa i siłownie, które w krótszym lub dłuższym czasie zrobią z przeciętniaka Adonisa. Firmy zajmujące się poprawianiem urody po cichu mówią, że Polaków znów na to stać.

Kobiety ćwiczące na urzadzeniach FitCurves. Fot. FitCurves

własny klub otworzyła znana z programów śniadaniowych trenerka fitness Ewa Chodakowska. Dynamiczny rozwój sieci siłowni Tiger Gym i wejście we franczyzę zapowiadał również Dariusz Tiger Michalczewski.

Franczyza na sportowo

Sport i zdrowe odżywianie  – takie postanowienia noworoczne znalazły się pewnie w niejednym kalendarzu, a spora część tych, którzy je wypisali wraz z pierwszymi dniami stycznia, wybrała się na zajęcia do lokalnej siłowni albo klubu fitness. Chociaż z badań TNS OBOP wynika, że ciągle ponad 40 proc. Polaków nie uprawia żadnego sportu, to i tak ruszamy się więcej niż jeszcze dekadę temu, gdy do braku aktywności fizycznej przyznawało się blisko 60 proc. ankietowanych.

– Ludzie coraz częściej zaczynają zdawać sobie sprawę, że bycie fit i regularne ćwiczenia są bardzo ważne, aby utrzymać zdrowie i kondycję. Jednym z wyraźnych trendów w branży jest zmiana demografii osób korzystających z centrów fitness. Kiedyś członkostwa koncentrowały się w przedziale od 18. do 34. roku życia. W tym momencie zajęcia fitness cieszą się popularnością we wszystkich grupach wiekowych, bardzo wysoki wzrost jest zauważalny szczególnie wśród osób powyżej 50. roku życia, jak również wśród młodzieży – wyjaśnia Ewelina Bogaczewicz, odpowiedzialna za rozwój sieci Fit Curves w Polsce.

Zdrowy tryb życia zaczyna być w Polsce coraz popularniejszy, nic więc dziwnego, że sieci siłowni i klubów fitness chcą wyprzedzić pędzących po zdrowie Polaków i coraz śmielej rozwijają swoje sieci. Chociaż rok 2014 dopiero się zaczyna, to już mamy pierwszego franczyzowego debiutanta – wywodząca się z Wielkiej Brytanii sieć Fit4less wyrusza właśnie na poszukiwanie polskich franczyzobiorców. Sieci, które są już dobrze znane na polskim rynku, też nie zamierzają zasypiać gruszek w popiele i zapowiadają dynamiczny rozwój. Swoje kluby otwierają również rodzime gwiazdy – guru wszystkich odchudzających się i dbających o zdrowy styl życia Ewa Chodakowska nie tylko sprzedaje tysiące DVD z ćwiczeniami, ale prowadzi też własny klub fitness w Warszawie. O planach rozwoju we franczyzie sieci Tiger Gym wspominał  pod koniec ubiegłego roku Dariusz Tiger Michalczewski.

Mimo postępującej konsolidacji rynek klubów fitness jest jednak ciągle bardzo rozdrobniony. Na rynku działa zaledwie kilka franczyzowych sieci klubów fitness. Wiadomo jednak, że ubiegły rok, choć nie należał do najłatwiejszych, był dla branży łaskawy, a ten ma być jeszcze lepszy. Zwłaszcza że kluby fitness wychodzą naprzeciw potrzebom swoich klientów i chętnie otwierają placówki na osiedlach mieszkaniowych i w mniejszych miastach. Chociaż inwestycja we własny klub fitness nie należy do najniższych, bo rozpoczyna się od kilkuset tysięcy złotych, to chętnych na wejście w tę branżę nie brakuje. Przykładem może być sieć Mrs. Sporty, która w ubiegłym roku powiększyła się o siedem nowych klubów, a w tym roku zamierza otworzyć ich dwa razy tyle.

Kosztowne piękno

Kilka lat temu wieszczono, że z rynku zniknie 2 tys. gabinetów kosmetycznych. Kryzys faktycznie zrobił swoje. Najlepiej widać to na przykładzie salonów fotodepilacji, które kilka lat temu powstawały na każdym rogu ulicy. Moda minęła i niewidzialna ręka rynku do spółki z kryzysem zrobili swoje wymiatają z branży punkty, które nie miały szans na sukces. Po wielkim sprzątaniu na rynku zostały tylko te salony, które rzeczywiście potrafią przyciągnąć i zatrzymać klienta.

– Branża liże rany po kilku trudnych latach, kiedy bardzo wyraźnie widać było spadek wynagrodzeń, a tym samym siły nabywczej klientów. Rynek zepsuły też portale zakupów grupowych, które przyzwyczaiły klientów do wysokich zniżek, co poniekąd doprowadziło do dewaluacji wartości wielu usług. Wszystko to sprawiło, że na rynku zdecydowanie zmniejszyła się konkurencja, trzy lata temu było siedem firm, które planowały stworzyć w Polsce sieć salonów fotodepilacji, teraz jest ich tylko 2-3 – mówi  Marta Szymczak, dyrektor operacyiny marki BodyConcept.

Jednak rynek powoli odbija się od dna i coraz wyraźniej widać na nim ożywienie. W ubiegłym roku firmy franczyzowe częściej informowały o nowych otwarciach i na ten rok mają ambitne plany. Spora w tym zasługa różnych promocji, jakimi franczyzodawcy kuszą swoich partnerów, np. obniżając opłaty za przystąpienie do sieci, lub oferując daleko idącą pomoc w przygotowaniu salonu. Spektakularnego wzrostu liczby franczyzowych gabinetów kosmetycznych nie widać, ale nie można się temu dziwić, bo inwestycja we własny gabinet kosmetyczny z prawdziwego zdarzenia to nawet kilkaset tysięcy złotych.

Zmiany widać też w samej strukturze branży. Na rynku powstają gabinety kosmetyczne z ofertą dostępną do przeciętnego Kowalskiego, ale jednocześnie przybywa ekskluzywnych marek, które stosują najnowocześniejszy sprzęt i oferują klientom wyszukane zabiegi. Coraz więcej firm stawia na specjalizację i wprowadza na rynek kolejne marki, które wykonują wyłącznie jeden typ zabiegów. W ten sposób działa Yasumi, które zapowiada na ten rok wprowadzenie kolejnej, szóstej już marki. Podobnie postępuje Dr Irena Eris, która w ubiegłym roku wystartowała z nową marką gabinetów kosmetycznych powstających wyłącznie w hotelach.

Magdalena Krocz

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0