27.11.2001

Nowe prawo własności przemysłowej – krok w tył dla franchisingu

Pod koniec sierpnia br. weszła w życie ustawa Prawo własności przemysłowej.

Akt ten w kompleksowy sposób reguluje kwestie związane z własnością przemysłową i zastępuje dotychczas obowiązujące przepisy, które zajmowały się tą materią, tj. ustawę o wynalazczości, ustawę o znakach towarowych, ustawę o ochronie topografii układów scalonych i Ustawę o Urzędzie Patentowym Rzeczpospolitej Polskiej.

Wydawać by się mogło, że w dobie dostosowywania naszego prawodawstwa do przepisów Unii Europejskiej nowe prawo własności przemysłowej będzie prawem nowoczesnym korzystającym ze sprawdzonych wzorców krajów zachodnioeuropejskich. I trzeba przyznać, że w odniesieniu do większości przepisów nowej ustawy tak właśnie się dzieje.

Niestety naszemu ustawodawcy przydarzyły się także legislacyjne wpadki. Jedna z nich w bezpośredni sposób dotyczy funkcjonowania sieci franchisingowych i może mieć dla nich daleko idące skutki, niekorzystne skutki. Mam tu na myśli przepis art. 163 ust. 2 tej ustawy, który stanowi, że udzielenie sublicencji na używanie znaku towarowego jest niedopuszczalne. Przewidziany w tym przepisie zakaz jest szczególnie dotkliwy dla międzynarodowych sieci franchisingowych, takich jak np. McDonald’s, które zazwyczaj udzielają jednemu podmiotowi tzw. licencji master (master franchising, subfranchising), co umożliwia mu zbudowanie sieci franchisingowej w danym regionie czy kraju. Problem ten dotyczy również wielu sieci dystrybucyjnych nie działających na zasadzie franchisingu (np. sieci salonów sprzedaży samochodów). Chcąc być w zgodzie z nowymi przepisami firmy te powinny... zaprzestać dalszego rozwoju! Czy właśnie taki był zamiar ustawodawcy?

Nieszczęsny przepis został poddany miażdżącej krytyce nie tylko przez franchisobiorców i franchisodawców, ale także przez środowisko prawnicze. Zakaz udzielania sublicencji jest bowiem jawnym pogwałceniem wolności gospodarczej. Jest także sprzeczny z przepisami Unii Europejskiej.

Na tle tych argumentów zupełnie niepoważnie brzmią wypowiedzi autorów ustawy, którzy twierdzą, że używanie znaku towarowego przez podmiot, który nie jest jego właścicielem naraża klienta na to, że może nabyć towar lub usługę o jakości zdecydowanie niższej niż ta oferowana przez właściciela znaku towarowego. Dzieje się jakoby ze względu na fakt, że w wyniku udzielania licencji podmiot uprawniony z rejestracji znaku towarowego ma ograniczoną kontrolę nad jego licencjobiorcami i sublicencjobiorcami. Jest to bardzo pokrętne tłumaczenie, ponieważ w obowiązującym systemie prawnym istnieją wystarczające narzędzia umożliwiające właścicielowi znaku towarowego kontrolę wykorzystania jego znaku przez licencjobiorców. Równie dobrze można żądać wprowadzenia do ustawy przepisu, który stanowiłby, że każdy przedsiębiorca może zarejestrować tylko jeden znak towarowy. W innym razie biedny, niezorientowany klient może mieć przecież problem z przyporządkowaniem znaku towarowego odpowiedniemu przedsiębiorcy.

Mamy do czynienia z bardzo wyraźnym przykładem krótkowzroczności i braku orientacji w realiach rynkowych polskiego ustawodawcy. Jest to też niestety pochodna słabości polskiego środowiska franchisingowego, które do niedawna pozbawione skutecznej reprezentacji nie brało udziału w pracach nad ustawą i nie było w stanie zapobiec pojawieniu się tego niefortunnego przepisu. Dlatego też nie pozostaje nam nic innego jak zgodzić się z prof. Ryszardem Skubiszem, wybitnym znawcą problematyki własności przemysłowej, że przepis art. 163 ust. 2 ustawy prawo własności przemysłowej należy po prostu usunąć.

PROFIT system

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

9