11.02.2011

Firma przy okazji

Wakacyjna wyprawa Kamili Rejman do Hiszpanii okazała się wydatkiem, który warto było ponieść, nie tylko z powodu opalenizny. Właścicielka agencji reklamowej wróciła do Polski jako pierwszy franczyzobiorca sieci salonów fotodepilacji i fotoodmładzania Nomasvello.

O tym, że podróże kształcą, wiadomo nie od dziś. Jednak chyba niewielu turystom udaje się połączyć przyjemne z pożytecznym w taki sposób, w jaki zrobiła to Kamila Rejman podczas urlopu spędzanego w Hiszpanii. W poszukiwaniu gabinetu kosmetycznego przedsiębiorcza 29-latka trafiła do punktu Nomasvello, gdzie po raz pierwszy zetknęła się z ofertą hiszpańskich salonów fotodepilacji i fotoodmładzania.

Kamila Rejman, franczyzobiorca No+Vello

Kamila Rejman, pierwszy franczyzobiorca sieci salonów fotodepilacji i fotoodmładzania Nomasvello.

Śródziemnomorski entuzjazm

– Po kilku zabiegach w salonie, widząc bardzo dobre efekty i przystępne ceny, postanowiłam wprowadzić ten brand na rynek Polski – wspomina Rejman. – Wierzyłam w powodzenie marki Nomasvello w Polsce, ponieważ firma bardzo szybko rozwinęła się na innych rynkach światowych, takich jak Hiszpania, Portugalia czy Brazylia.

Tylko że Polska to nie Hiszpania. Okres roku, w którym ze względu na wysoką temperaturę można eksponować wydepilowane części ciała, jest w kraju nad Bałtykiem nieporównywalnie krótszy niż w rejonach Morza Śródziemnego. Na dodatek, pomimo boleśnie odczuwanych przez Hiszpanów skutków kryzysu gospodarczego, pozostają oni narodem znacznie zamożniejszym od Polaków. W Hiszpanii roczny dochód narodowy na mieszkańca wynosi 32 tys. dolarów, podczas gdy w Polsce – 12 tys. dolarów.

– Gładka skóra jest pożądana nie tylko na plaży. W pracy też trzeba wyglądać, a po pracy tym bardziej. Każda kobieta, nieważne, czy w Hiszpanii, czy w Polsce, dba o swoją atrakcyjność i niezależnie od pory roku ma okazję prezentować swoje wdzięki – tłumaczy Kamila Rejman. – Na moją decyzję wpłynął też fakt, iż zabiegi fotodepilacji czy depilacji laserowej w Polsce były wówczas bardzo drogie. Za usunięcie włosów na nogach należało zapłacić ok. 800 zł, a Nomasvello oferowało w Hiszpanii 30 euro za każdą cześć ciała. Była to rewolucyjna polityka cenowa, która od razu spowodowała przypływ dużej liczby klientów.

Cenowy paradoks

Kamila Rejman przystąpiła do budowy sieci Nomasvello na początku 2010 roku. Wraz z Sergio Castillo, dyrektorem generalnym spółki NMV Polska, która w kraju jest operatorem sieci, postanowili wprowadzić hiszpańską ofertę na polski rynek. Ustalili cenę zabiegów fotodepilacji na poziomie 99 zł, uznając tę kwotę za gwarantującą dostępność możliwie dużej grupie klientów. Wkrótce okazało się jednak, że koszt zabiegu odstrasza, zamiast przyciągać. Paradoksalnie dlatego, że wydawał się zbyt niski.

– Na początku klienci nie wierzyli, że zabiegi depilacji permanentnej można wykonać za 99 zł. Dużym wyzwaniem okazało się przekonanie klientów, że nasze urządzenie do depilacji jest nawet lepsze niż to znajdujące się w salonach oferujących zabiegi w cenie 800 zł – tłumaczy Kamila Rejman. – Niemniej jednak po pierwszych miesiącach funkcjonowania i reklamowania brandu przyrost liczby klientów był imponujący. Udowodniliśmy, iż urządzenie Nomasvello jest oparte na innowacyjnej technologii, która pozwala usunąć nawet drobne jasne włosy. Pozwoliło nam to na pozyskanie klientów o jasnej karnacji, na których metoda usuwania owłosienia IPL (intensywnych impulsów światła) często nie działała.

Rozwój ekspresowy

Po niespełna roku działania na polskim rynku sieć Nomasvello ma w Polsce już 80 placówek. Kamila Rejman prowadzi trzy z nich, ale przyznaje, że biznes pod hiszpańskim brandem nie jest zbyt czasochłonny.

– Punkty Nomasvello żyją własnym życiem. Centrala Nomasvello ma opracowany sprawny system kontrolingu, który przekazuje jako know-how każdemu nowemu franczyzobiorcy – mówi Rejman. – Codziennie poświęcam na sprawdzanie funkcjonowania salonów tylko około godziny czasu.

Pozostałą część dnia Kamila Rejman przeznacza na pracę w swojej agencji reklamowej. Przyznaje, że działalność w tej branży pozwala jej także na promowanie swoich franczyzowych salonów. Jest też źródłem pomysłów na budowanie coraz większej świadomości konsumentów dotyczącej usług kosmetycznych, w tym fotodepilacji.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Kamila Rejman podkreśla, że wymagana w przypadku salonu No+Vello kwota inwestycji w wysokości 120 tys. zł zwraca się po 8-12 miesiącach. Jej doświadczenie w prowadzeniu własnego salonu potwierdza prognozę.

– Inwestycja w punkt warszawski zwróciła się w 10 miesięcy. Świadomość klientów na temat zabiegów fotodepilacji jest tutaj znacznie większa niż w innych polskich miastach – tłumaczy. – W Katowicach nasza placówka musiała na początku prowadzić politykę uświadamiania klientów na temat skuteczności zabiegów fotodepilacji, więc jej rozwój trwał trochę dłużej.

Jakie plany snuje osoba, która przed trzydziestką ma trzy biznesy franczyzowe i nieźle prosperującą firmę w branży reklamowej?

– Mam zamiar ciągle rozwijać swoje koncepcje biznesowe, które w przyszłym roku wiążę z dotacjami unijnymi – zdradza swoje zamiary Kamila Rejman. – W Hiszpanii przeważająca liczba franczyzobiorców No+Vello w krótkim czasie po otwarciu pierwszego punktu otwiera kolejne. Obserwuję rozwój sieci na jej macierzystym rynku i to zachęca mnie do nowych otwarć. W ciągu najbliższych 5 lat chciałabym skoncentrować się na tworzeniu następnych salonów fotodepilacji. Dopiero potem będę dysponowała czasem, żeby myśleć o dalszym rozwoju.

Grzegorz Morawski

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Agnieszka Kamińska

dziennikarz
Napisz do autora