15.12.2010

Nie zamienię firmy na posadę

Agnieszka Trzaskowska z firmą Vision Express związana jest od czternastu lat. Przeszła przez kolejne szczeble kariery, by ostatecznie stać się właścicielką trzech salonów optycznych.

Prowadzenie salonu optycznego pod szyldem znanej marki wymaga doświadczenia i kompetencji nie tylko z zakresu zarządzania sklepem, lecz także wiedzy z dziedziny optyki oraz wizażu. Wydaje się, że im większa identyfikacja licencjobiorcy z firmą, tym większe szanse na finansowy sukces przedsięwzięcia.

Agnieszka Trzaskowska, franczyzobiorca Visin Express w swoim sklepie

– Przez kilkanaście lat mojej obecności w firmie Vision Express rozrosła się ona w największą ogólnopolską sieć salonów optycznych. Obserwowanie tego procesu od środka to duża satysfakcja – mówi Agnieszka Trzaskowska, franczyzobiorca.

Od sprzedawczyni do dyrektorki

Agnieszka Trzaskowska za namową koleżanki, która pracowała w Vision Express, wysłała aplikację na stanowisko asystentki sprzedaży w stołecznym salonie optycznym. Pracę dostała, a potem z dnia na dzień wpadła w wir szkoleń i praktyk niezbędnych do zdobycia wiedzy o optyce, wizażu i obsłudze klientów. Po czterech latach zajmowania się sprzedażą awansowała na kierowniczkę salonu, a rok później zaproponowano jej objęcie posady dyrektora wysokobudżetowej placówki w Galerii Mokotów. Kierowanie takim salonem to zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności niż bycie nawet najlepszym sprzedawcą. Dochodzą obowiązki rozliczeń finansowych, sprawy kadrowe, organizacja pracy zespołu itd. Ale Trzaskowska nie bała się wyzwań. – Chciałam sprawdzić się na trochę innym polu, zmierzyć się z rutyną – wyznaje. Taką samą motywacją kierowała się, gdy w kwietniu 2008 roku otwierała swój pierwszy salon franczyzowy w Białej Podlaskiej. Jednak tej decyzji nie podjęła z dnia na dzień. Trochę czasu zabrało jej oswojenie się z myślą, że będzie musiała prowadzić własną działalność gospodarczą i osobiście za wszystko odpowiadać. Najpierw analizowała to sama, potem rozmawiała z mężem. W końcu oboje zdecydowali się na wejście w biznes.

Na swoim

Gdy zasilała szeregi pierwszych franczyzobiorców firmy, strategia korporacji przewidywała, że tylko jej pracownicy mogą prowadzić franczyzowe sklepy Vision Express. Pierwszeństwo mieli kierownicy i dyrektorzy istniejących już salonów, bo dobrze znali standardy i procedury firmy oraz mieli praktykę w zarządzeniu placówkami. Teraz biorcą może zostać również optyk z istniejącym już zakładem albo przedsiębiorca niezwiązany z branżą.

Praca na swoim okazała się nie być tak trudna, jak pierwotnie wydawało się Trzaskowskiej. Doświadczenie zdobyte przy realizacji swoich ambicji w firmie pozwoliło jej szybko odnaleźć się w nowej roli. Nie bez znaczenia był też fakt, że Vision Express zostało jej poręczycielem w banku, gdy starała się o kredyt finansowy na dostosowanie, wyposażenie i zatowarowanie swojego pierwszego salonu. Była to kwota 550 tys. zł, której nie dałaby rady wysupłać z własnej kieszeni. Sam zakup opraw, soczewek okularowych, produktów kontaktologicznych opiewał na sumę 100 tys. zł netto.

Podobnie rzecz się miała z poszukiwaniem lokalizacji. To firma zdecydowała, w którym mieście i miejscu będzie znajdował się sklep Trzaskowskiej. – I bardzo dobrze, że franczyzodawcy robią to za nas – mówi właścicielka salonu. – Wiedzą, jak negocjować warunki najmu, mają możliwość wejścia do centrów handlowych, do których samodzielny przedsiębiorca nie zawsze mógłby się dostać.

Strategią Vision Express jest tworzenie punktów franczyzowych w dobrych centrach handlowych oraz przy głównych ulicach miast poniżej 80 tys. mieszkańców. – Zaproponowano mi 110-metrowy lokal w rozbudowywanym centrum handlowym w Białej Podlaskiej. Wizja ponaddwugodzinnych dojazdów z Warszawy, a potem powrotów trochę mnie początkowo przeraziła. Obawiałam się, że więcej czasu poświęcę na podróże niż pracę, poza tym miałam małe dziecko... Z czasem jednak przywykłam do takiego trybu funkcjonowania.

Apetyt na więcej

Po uruchomieniu pierwszego salonu Trzaskowska wraz z mężem bacznie obserwowali rozwój placówek franczyzowych swojej firmy, ponieważ nie chcieli poprzestać na prowadzeniu jednej. Po dwóch i pół roku pojawiła się możliwość objęcia placówek w Płocku i Suwałkach – skorzystali z oferty.

Ponieważ ich sklepy oddalone są od siebie o 200-300 km, opiekę nad nimi podzielili między sobą. – Cały tydzień pracy mamy z góry zaplanowany. Wiem, kiedy będę w jednym mieście, a kiedy w innym – tłumaczy.

Aby usprawnić funkcjonowanie placówek, Trzaskowscy spośród swojego zespołu wyłonili niedawno kadrę kierowniczą, która zarządza ich salonami, układa grafiki dla personelu, podejmuje niektóre decyzje. Twierdzą, że to duże odciążenie, choć i tak wciąż są w rozjazdach.

Za posadę dziękuję

Na stałe opłaty z tytułu zobowiązań franczyzowych Trzaskowska przeznacza miesięcznie 6 proc. od obrotu netto, kolejne 6 proc. na opłatę marketingową i 0,5 proc. na wsparcie informatyczno-techniczne. Liczy na to, że zwrot inwestycji nastąpi w ciągu trzech do czterech lat. Jest zadowolona ze współpracy z Vision Express. Ceni otwartość swoich partnerów biznesowych i ich lojalność względem pracowników. – Zawsze mamy do nich drzwi otwarte, w każdej chwili możemy przedyskutować problematyczne sprawy. Przynajmniej dwa razy w roku spotykamy się na zjazdach franczyzowych, podczas których jest okazja do porozmawiania z innymi przedsiębiorcami – mówi. A jakich trudności nastręcza praca w systemie? – To biznes, jak każdy inny. Te same problemy. Dla nas chyba największym obciążeniem są zmiany personalne w sklepie, choć nie mamy ich wiele. Gdy ktoś odchodzi lub trzeba go zwolnić, musimy szybko znaleźć dobrego pracownika na jego miejsce – wyjaśnia. W swoich trzech salonach zatrudnia 20 osób na umowę o pracę oraz współpracuje z kilkoma lekarzami na umowę o świadczenie usług.

Sektor optyczny, podobnie jak większość innych, odczuł skutki spowolnienia gospodarczego. Od dwóch lat sprzedaż produktów i usług spadła, mimo że sklepy Vision Express odwiedza coraz to więcej osób. Klienci rzadziej sięgają po towary z wyższej półki. – Da się zauważyć, że klienci są bardziej oszczędni. Znają ceny, porównują je u konkurencji. Wybierają raczej modne, tańsze zamienniki, niż markowe drogie modele oprawek – mówi Agnieszka Trzaskowska. – Zarówno ta sytuacja, jak i sezonowość mojej branży oraz obciążenia związane z prowadzeniem firmy sprawiają, że nieraz rodzą się we mnie obawy o możliwość zaspokojenia wszystkich kosztów. Ta niepewność bywa frustrująca, ale swojej działalności nie zamieniłabym na stałą posadę u jakiegokolwiek pracodawcy.

opracowała Miłosława Pejda-Rabij

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0

Agnieszka Kamińska

dziennikarz
Napisz do autora