11.05.2011

Północ Nieruchomości podsumowuje pierwszy kwartał

Na opłatach licencyjnych sieć zarobiła o 12 proc. więcej niż przed rokiem.

To był pierwszy kwartał, w którym sieć biur Nieruchomości Północ przedstawiła wyniki w formie skonsolidowanej wraz ze swoją spółka zależną Prospector, zajmującą się zarządzaniem nieruchomościami na zlecenie. Grupa zarobiła w nim na czysto 5,9 tys. zł.

Placówka biura nieruchomości Północ. Fot. Północ Nieruchomości

W pierwszym kwartale 2011 roku grupa Północ Nieruchomości zarobiła na czysto 5,9 tys. zł.

Głównym źródłem przychodów, które w porównaniu do pierwszego kwartału 2010 nieznacznie wzrosły, bo o 2,5 proc., była sprzedaż nieruchomości nabywanych wcześniej na własny rachunek jako towarów handlowych. Na tego rodzaju działalności sieć Północ zarobiła 691 tys. zł, czyli ponad połowę całkowitej kwoty przychodów, które kształtowały się na poziomie 1,2 mln zł. Za jedną czwartą przychodów odpowiadają natomiast wpływy z pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Pierwszy kwartał przyniósł też blisko 12-proc. wzrost wpływów z opłat licencyjnych. Przychody należącego do grupy Prospectora wzrosły natomiast o 13 proc.

- Obecnie sieć Północ Nieruchomości liczy 35 oddziałów na terenie całego kraju, a do końca roku 2011 roku planujemy uruchomienie 10 kolejnych placówek - mówi Paweł Sumara, prezes notowanej na alternatywnym rynku giełdowym New Connect spółki Północ Nieruchomości, która w pierwszym kwartale 2011 powiększyła się o oddziały w Olsztynie, Gdańsku, Kielcach, Gliwicach oraz Łodzi.

Sumara oczekuje, że kolejne kwartały 2011 roku będą dla grupy Północ Nieruchomości jeszcze lepsze. Przyznaje jednak, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy spodziewa się średniego spadku cen nieruchomości o ok. 2-3 proc., i to we wszystkich segmentach rynku. W długim terminie trend będzie jednak wzrostowy.

- Utrzymujący się ogromny deficyt nieruchomości mieszkaniowych będzie jeszcze przez wiele lat głównym czynnikiem wzrostu polskiego rynku nieruchomości. Nie pozwoli on na odwrócenie panującego trendu. Ceny będą rosły, jednak tempo tych wzrostów będzie zależne m.in. od stanu polskiej gospodarki, która według szacunków ekonomistów w ciągu najbliższych lat będzie rozwijać się w tempie około 5 proc. rocznie - tłumaczy Sumara.

Jego zdaniem nic nie wskazuje też na to, aby zmieniły się parametry mieszkań najchętniej kupowanych przez Polaków. Nadal najbardziej poszukiwane będą lokale o powierzchniach, które nie przekraczają 50 mkw. Powodem są między innymi wysokie ceny mieszkań w stosunku do wysokości zarobków Polaków.

- Nie bez znaczenia będzie również wiek, technologia budowy i stan zasobów mieszkaniowych. Dużą popularnością będą się cieszyć nowe mieszkania, z kolei coraz mniej będzie chętnych na zakup mieszkań kilkudziesięcioletnich, wybudowanych w technologii wielkiej płyty - mówi Sumara. - Tego typu tendencja może spowodować powstanie dysproporcji cenowych pomiędzy mieszkaniami z rynku pierwotnego i wtórnego (oprócz mieszkań w nowym budownictwie). Tempo wzrostu takich mało atrakcyjnych lokali będzie znacznie wolniejsze w porównaniu ze wzrostem cen nowych mieszkań.

(gum)