22.08.2011

Fast food po belgijsku

o belgijskiej tradycji kulinarnej i jej przełożeniu na polskie realia opowiada Mario Vleugels, założyciel firmy Belfrit Franchise Corporation.

Jak wygląda sytuacja na rynku fast food i jakie są jego perspektywy?
rynek fast food jest bardzo jednorodny, dlatego duże szanse na sukces w biznesie mają ci, którzy chcą swoim klientom zaoferować coś innego. Potencjał firm oferujących szybkie i świeże posiłki, które różnią się od serwowanych nagminnie kebabów, czy pizzy jest bardzo duży. Belgia ma bogatą tradycję kulinarną, wysokiej jakości potrawy, a smak naszych frytek zadowala kulinarne gusta ludzi na całym świecie.

Mario Vleugels, założyciel firmy Belfrit Franchise Corporation.

Mario Vleugels, założyciel firmy Belfrit Franchise Corporation.

 

Z jakimi trudnościami spotykają się franczyzobiorcy Belfrit?
Największą trudnością, z jaką zmagają się nasi partnerzy, jest brak doświadczenia z kulturą smażenia belgijskich frytek. W Belgii frytki smażymy na każdym skrzyżowaniu ulic, w każdej dzielnicy. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego tupu jedzenia od najmłodszych lat. Większość innych kultur traktuje smażone ziemniaki jako dodatek, a nie jako danie główne. W naszym koncepcie powiązaliśmy belgijską tradycję, jaką są smażone ziemniaki, z popularnymi przekąskami, sosami i świeżymi warzywami. Nauczyliśmy także franczyzobiorców, aby częstować klientów naszymi frytkami. Wiele osób jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że frytki w Belfricie smakują inaczej. Nasze frytki są ze świeżych, niemrożonych ziemniaków, które są smażone dwa razy w specjalny sposób.

Kto najczęściej kupuje w Belfrit?
Nasi klienci to najczęściej osoby zabiegane, które chcą zjeść szybko i zdrowo, nie rujnując przy tym swojego portfela. Serwujemy niedrogie posiłki rodzinne, które potrafią zadowolić nawet najbardziej wybrednych, ale również przekąski jedzone w biegu.

Rozmawiała (mak)

 

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0