18.11.2011

Gładki biznes

– Własna firma uświadomiła mi, że wszystko zależy od mojego zaangażowania – mówi Katarzyna Omelianiuk, prowadząca gabinet fotoepilacji BeatifulSkin.

Kiedy pracownik etatowy zostaje własnym szefem, czeka go wiele wyzwań i potencjalnych zagrożeń. Jednak przysłowiowego uczenia się na własnych błędach każdy chce uniknąć. W przypadku Katarzyny Omelianiuk zaowocowało trzyletnie doświadczenie w prowadzeniu własnej działalności oraz wsparcie właściciela licencji. Dotychczasowe zajęcia franczyzobiorcy mają olbrzymi wpływ na sukces placówki partnerskiej. Franczyzobiorczyni BeautifulSkin była przed podpisaniem umowy z siecią zarówno pracownikiem, jak i pracodawcą.
– Stałam po obu stronach barykady: pracowałam etatowo na stanowisku handlowca, kilka lat wcześniej miałam też własną firmę. Rozpoczynając współpracę z BeatifulSkin wiedziałam, jakie problemy urzędowe mogę spotkać i jak sobie z nimi poradzić – mówi właścicielka salonu w Białymstoku.

Katarzyna Omelianiuk, franczyzobiorca Beautifulskin w swoim gabinecie podczas zabiegu

Katarzyna Omelianiuk, franczyzobiorca Beautifulskin w swoim gabinecie podczas zabiegu.

Wybór franczyzy

Kiedy w drugiej połowie 2010 roku Katarzyna Omelianiuk zrezygnowała z pracy, była pewna jednego – nigdy więcej pracy na etacie. Dopiero szukanie własnego pomysłu na biznes skłoniło ją do refleksji, że trudno znaleźć coś odkrywczego, czego do tej pory nie było na rynku. A nawet jeśli już istniało, to wiązało się to z wysokim ryzykiem niepowodzenia. Ryzyko to spada znacznie, kiedy franczyzodawca przekazuje nam sprawdzone know-how.

– Zaczęłam od przeglądania ofert sieci w branżowym miesięczniku i na portalu. Chciałam otworzyć firmę bliską moim zainteresowaniom, ale również taką, na temat której mam już jakąś wiedzę. Sądzę, że to podstawowa zasada dotycząca wyboru biznesu dla siebie. Przecież nie chodzi o to, żeby przez kolejne lata wstawać rano z myślą: „znowu muszę do pracy” – dodaje.

Przed Katarzyną Omelianiuk pojawiły się dwie opcje – jedna z branży artykułów dla dzieci, ponieważ, jako matka, zna temat od podszewki. Druga – salon urody. Z badania lokalnego rynku wynikało, że w Białymstoku brakuje punktów oferujących epilację w cenach przystępnych dla przeciętnego klienta. Zdaniem franczyzobiorczyni cena zabiegu trwałego usunięcia owłosienia nie powinna przekraczać stu złotych, w przeciwnym wypadku może okazać się zaporowa dla wielu klientów.

Następnym krokiem były spotkania z przedstawicielami franczyzodawców, m.in. na jesiennych targach franczyzowych. Poznanie oferty kilku właścicieli licencji pozwoliło wybrać Katarzynie Omelianiuk właśnie BeatifulSkin Gabinet Fotoepilacji i Estetyki.

Od słów do czynów

Formalności związane z uruchomieniem salonu trwały dwa miesiące: od października 2010 roku, kiedy zapadła decyzja o podjęciu współpracy, do grudnia, gdy do placówki dotarło jej całe wyposażenie. Wcześniej franczyzodawca przesłał franczyzobiorczyni rozbudowaną umowę franczyzową. Pytania, które pojawiły się podczas jej analizowania, zostały rozwiane podczas spotkania z przedstawicielem sieci.

– To, co uwiarygodnia firmę to fakt, że nie wykręca się od udzielania odpowiedzi na żadne z pytań. Nigdy nie miałam poczucia, że ktoś próbuje mnie zbyć. Bieżące problemy mogłam wyjaśniać telefonicznie, mailowo oraz w trakcie spotkań – wspomina Katarzyna Omelianiuk.

Równolegle do rozmów z franczyzodawcą trwały poszukiwania lokalu, w którym miał znaleźć się salon. Lokalizacja była konsultowana z BeautifulSkin. Po podpisaniu umowy najmu powierzchni w centrum Białegostoku kolejnym etapem pracy było nadzorowanie majstrów, którzy zajmowali się remontem obiektu. Tuż przed otwarciem punktu firma zorganizowała szkolenie dla licencjobiorcy i pracownika.

Daniel Wilk