20.01.2012

Błyskotka na kryzys

Podobno diament to najlepszy przyjaciel kobiety. Może to prawda, ale to sztuczna biżuteria święci triumfy na całym świecie.

Drożejąca ropa, metale i żywność przełożyły się na podwyżkę cen większości produktów konsumenckich. Jednak mimo kryzysu surowcowego, jaki przetoczył się po świecie w ubiegłym roku, sprzedawcy sztucznej biżuterii nie odczuli wyraźnych tąpnięć. W dużym stopniu wpłynął na to rozwój rynku w kierunku ozdób niekruszczowych. Zgodnie z "efektem szminki" – w trudnych czasach z przyjemnością sprawiamy sobie luksusowe, lecz drobne prezenty. Spada sprzedaż domów i samochodów, a konsumenci częściej sięgają po perfumy, biżuterię czy niedrogie urządzenia elektroniczne.

Sklep Diva

Sklep powinien mieć 15–35 m2. Inwestycja w lokal waha się od 70 do 150 tys. zł.

Właśnie dlatego doskonałą alternatywną dla drogich ozdób, które wybierane są sporadycznie i jedynie na specjalne okazje czy uroczystości staje się biżuteria typu fast fashion (błyskawicznie kopiująca trendy ze światowych wybiegów). Szeroka oferta modnych dodatków, atrakcyjna cena i kolekcje pozwalające na indywidualne tworzenie własnych ozdób, to coś co przyciąga klientów w całej branży mody.

Diva, obecna w Polsce od połowy 2010 r. to doskonały przykład połączenia idei szybkiej mody, z oryginalnym designem. Australijska firma posiada przeszło 4 tys. sklepów na całym świecie, dla młodej marki pracują projektanci z Londynu, Mediolanu czy Paryża. W Polsce ma już 23 sklepy, w tym 14 nowych, które pojawiły się na rynku w 2011r.

- Będziemy rozwijać naszą sieć również w modelu franczyzowym. Jest to podyktowane przede wszystkim kosztami uruchomienia wielu sklepów własnych. Poza tym ten model współpracy jest opłacalny dla obu stron. Przedsiębiorca lepiej zna lokalny rynek i jego potrzeby, centrala natomiast śledzi trendy w modzie, dzięki czemu dostarcza atrakcyjne produkty - mówi dyrektor generalny marki Diva Peter Bohn.

(lp)

Udostępnij artykuł

Komentarze na forum

0