31.01.2012

Śląsk na językach

Tomasz Gawlak kiedyś próbował już swoich sił w biznesie, ale dopiero współpraca z mobile English okazała się strzałem w dziesiątkę.

2004 rok nie należał do najlepszych w życiu zawodowym Tomasza Gawlaka, z wykształcenia ekonomisty. Przedsiębiorca założył wówczas firmę, która okazała się biznesowym niewypałem. Zawiesił więc działalność i przez pięć lat pracował na etacie. Ten czas wykorzystał na zdobywanie różnych doświadczeń przydatnych w prowadzeniu działalności.

Tomasz Gawlak franczyzobiorca mobile english

Tomasz Gawlak franczyzobiorca mobile English.

– Po niepowodzeniu w 2004 roku pozostał mi tylko fotel prezesa i pieczątka. Na szczęście nie pozbyłem się marzenia o własnej firmie. Bogatszy o nowe doświadczenia zdobyte na etacie postanowiłem wykorzystać je, tym razem w roli franczyzobiorcy mobile English – mówi Gawlak.

Franczyza pozwoliła Tomaszowi Gawlakowi uniknąć błędów, które popełnił wcześniej. Mobile English działa od 2003 roku, a franczyzobiorców pozyskuje od 2007 roku. Zdaniem przedsiębiorcy najcenniejszymi elementami know-how oferowanymi przez sieć jest przygotowanie umów z lektorami, wspólne działania marketingowe, wsparcie menedżera firmy odpowiedzialnego za doradzanie partnerom oraz cykliczne spotkania biorców licencji z dawcą marki.

Szkoła na dwa fronty

Od samego początku Tomasz Gawlak wiedział, że w swojej nowej firmie nie będzie prowadził zajęć, mimo iż posiada certyfikat z języka niemieckiego. Skupia się na zarządzaniu zespołem 14 lektorów.

Dwumiesięczne negocjacje zaowocowały podpisaniem umowy z franczyzodawcą, w czerwcu 2009 roku w łódzkiej centrali firmy. Wakacje to dobry okres na podejmowanie wiążących decyzji w branży edukacyjnej, ponieważ biznes mógł wystartować we wrześniu, czyli wraz z początkiem nowego roku szkolnego.

– Pierwszą licencję wykupiłem na Sosnowiec. Planowałem rok później rozszerzyć działalność także na Dąbrowę Górniczą. Okazało się to możliwe już od lutego 2010 roku. Wszystkie zarobione pieniądze przeznaczyłem na inwestycję w drugim mieście. Postawiłem wszystko na jedną kartę i opłaciło się – dodaje franczyzobiorca.

Potencjał szkół językowych wiąże się z liczbą mieszkańców miasta, w którym znajduje się szkoła. W Sosnowcu i Dąbrowie Górniczej - oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów - mieszka łącznie około 350 tys. osób. W 95 proc. klientów Gawlaka stanowią osoby prywatne, pozostali to pracownicy firm. Zdaniem franczyzobiorcy na Śląsku trudno jest pozyskać klienta w postaci wielkiej korporacji, bo tych tutaj prawie w ogóle nie ma. Centrale dużych zakładów znajdują się w Warszawie i to w stolicy zapada decyzja, do której szkoły językowej wysłać pracowników lokalnych oddziałów. Tutaj zadanie pozyskania „dużych” klientów dla franczyzobiorców leży już po stronie licencjodawcy mobile English. Dlatego partnerzy skupiają się na pozyskaniu firm z sektora MŚP. Zajęcia wtedy odbywają się głównie w siedzibie zamawiającego. Biuro Tomasza Gawlaka pełni przede wszystkim funkcje administracyjne. Stąd koordynuje się plan zajęć uczniów i lektorów.

– Staram się, aby każdy z lektorów miał co najmniej pięciu klientów. Moim zadaniem jest dobranie dla kursanta takiego nauczyciela, aby w pełni go satysfakcjonował. Zawsze istnieje możliwość zmiany lektora po pierwszych zajęciach, na których klient rozwiązuje test oceniający poziom znajomości języka. Do tej pory taka zmiana miała miejsce tylko dwa razy. Połowa sukcesu to dobry lektor, a tych jest wielu, szczególnie w Sosnowcu, gdzie funkcjonuje Instytut Języka Angielskiego Uniwersytetu Śląskiego – wyjaśnia Tomasz Gawlak.

lektorzy mobile english przy samochodach służbowych

Marketing szeptany

Zdobycie klientów to najtrudniejsze zadanie każdej początkującej firmy. Szkoły językowe reklamują się głównie za pośrednictwem plakatów, ulotek, ogłoszeń w lokalnej prasie i w internecie. Dzięki barterom polegającym na przyznaniu rabatów na kursy często udaje się umieścić ogłoszenie taniej lub nawet za darmo. Spotkania w centrali mobile English, odbywające się dwa razy w roku, pozwalają na realizację spójnych z wizerunkiem sieci działań marketingowych. Poza tym franczyzobiorcy firmy zawsze mogą liczyć na wzajemne wsparcie oraz pomoc menedżera odpowiedzialnego za kontakty z partnerami.

– Za moje największe osiągnięcie uznaję fakt, że po dwóch latach zarządzania szkołą co trzeci klient pochodzi z rekomendacji. Wiem to, ponieważ każdy kursant wypełnia przed rozpoczęciem nauki krótką ankietę. Klienci polecający nas swoim znajomym to najlepsza reklama, której po prostu nie da się kupić – twierdzi Tomasz Gawlak.

Na pytanie dotyczące największych trudności związanych z zakładaniem firmy zwykle padają te same odpowiedzi – obawy przed porzuceniem stabilnego etatu, uzbieranie odpowiednich środków finansowych na start oraz rozkręcenie biznesu. Te same wątpliwości miał franczyzobiorca mobile English. Jego atutem jest jednak wykształcenie ekonomiczne, które pozwoliło opracować realny biznes plan. Dzięki niemu Tomasz Gawlak wiedział, że każda firma potrzebuje czasu zanim zacznie przynosić zyski. To oczekiwanie wiąże się z obowiązkiem comiesięcznego opłacenia składki ZUS, faktury za księgowość i podatków.

– Kwotę inwestycji w biznes zawsze trzeba powiększyć o koszty stałe. Zanim firma zacznie zarabiać trzeba być przygotowanym na wiele dodatkowych wydatków, o których istnieniu nawet nie zdawaliśmy sobie wcześniej sprawy – radzi franczyzobiorca.

Daniel Wilk