13.03.2012

Spożywczak w genach

Franczyzobiorcę, który prowadzi sklep od ponad 10 lat niewiele może już zaskoczyć. Jerzy Rogala, partner Delikatesów Centrum, talent do biznesu odziedziczył po przedsiębiorczych rodzicach.

Jerzy Rogala współpracuje z Delikatesami Centrum od 11 lat. Po ukończeniu studiów na Akademii Ekonomicznej w Krakowie zdecydował się wrócić do rodzinnej Bobowej, miasta liczącego ponad trzy tysiące mieszkańców, położonego między Nowym Sączem a Tarnowem. Teoria zdobyta na studiach została wzbogacona o praktykę – Jerzy Rogala pomagał ojcu prowadzić trzy sklepy spożywcze. Każdy z tych punktów działał na zasadzie sprzedaży zza lady. Jego mama natomiast prowadziła w mieście aptekę.

– Wychowałem się w rodzinie, w której każdy prowadził jakąś działalność gospodarczą. Na pewno wpłynęło to na moje plany zawodowe. Po powrocie do Bobowej rodzice pomogli mi w budowie obiektu, w którym chciałem otworzyć placówkę detaliczną. Był to pierwszy w mieście i na terenie gminy sklep samoobsługowy – wspomina Jerzy Rogala.

Obyło się bez rywalizacji o względy klientów pomiędzy pokoleniami. Ojciec wypowiedział gminie umowy najmu swoich małych sklepów i zakończył działalność.

Jerze Rogala, franczyzobiorca Delikatesów Centrum

Jerze Rogala, franczyzobiorca Delikatesów Centrum

Wyjść za ladę

W trakcie budowy obiektu Rogala dostał propozycję nie do odrzucenia. Regionalny menedżer odpowiedzialny za ekspansję sieci sklepów Delikatesy Centrum zauważył nowopowstający budynek i zaproponował Jerzemu Rogali współpracę. Przedsiębiorca wiedział, że prowadzenie sklepu z mniejszym asortymentem, jaki miał jego ojciec, a sklepu samoobsługowego, to dwa różne biznesy. Delikatesy Centrum zapewniały zatowarowanie punktu z jednego z czterech centrów logistycznych spółki Eurocash Franczyza, z możliwością uzupełnienia asortymentu od własnych, lokalnych dostawców pieczywa, mięsa, owoców i warzyw. Dodatkowym atutem była wydawana dla klientów gazetka z aktualnymi promocjami dostępna w każdym sklepie. Sieć w 2000 roku liczyła ok. 30 sklepów i franczyzobiorca dopiero dzięki przedstawicielowi firmy dokładniej poznał zasady funkcjonowania franczyzy Delikatesów Centrum.

– Firmę prowadzę wspólnie z żoną. Zarejestrowałem ją w 2000 roku, czyli wtedy, kiedy jeszcze nie działał system jednego okienka. Odwiedziłem po kolei urząd gminy, oddział urzędu statystycznego, urząd skarbowy i ZUS. Mimo długiej drogi pełnej biurokratycznych formalności, nie miałem z nimi żadnych problemów. Odwiedzanie urzędów Polacy mają we krwi – mówi franczyzobiorca.

Dzień otwarcia sklepu jest zawsze stresujący. Wynika to przede wszystkim ze świadomości ryzyka, jakie niesie ze sobą uruchomienie własnej firmy, w którą zainwestowaliśmy spore środki, szczególnie, jeśli jest to nasze pierwsze biznesowe przedsięwzięcie. Aby zminimalizować obawy, Delikatesy Centrum przekazują w pakiecie franczyzowym system zarządzania asortymentem, polegający na informowaniu właściciela sklepu, które towary rotują najlepiej i kiedy trzeba uzupełnić półkę o brakujące produkty. Ponadto franczyzobiorca bierze udział w szkoleniu organizowanym w ramach Akademii Umiejętności Eurocash.

Sieć w sieci

– Zaangażowanie we własny biznes jest bardzo ważne, ale nie można zamykać się w sklepie na 24 godziny. Należy pamiętać o rodzinie i o odpoczynku. Myślenie: „jak mnie zabraknie, to wszystko się zawali” jest błędem. Wcześniej należy jednak zadbać o dobry, zaufany personel – twierdzi Rogala.

Jest to szczególnie ważne, kiedy właściciel sklepu jest nieobecny, albo kiedy prowadzi jeszcze inną działalność. Franczyzobiorca nie ograniczył się do jednej placówki i dzisiaj zarządza już 26 punktami zlokalizowanymi na południu Polski. W lutym Rogala będzie prowadził już 30 sklepów delikatesowych. Oprócz tego przedsiębiorca ma piekarnię, która zaopatruje sklepy w pieczywo. Sprawne zarządzanie taką liczbą placówek wiązało się z zatrudnieniem kierowników w każdym z nich.

– Raz w miesiącu odbywają się spotkania z kierownikami regionów, w trakcie których omawiamy tzw. cele twarde, czyli obroty, marże i straty oraz cele miękkie, czyli na przykład jakość obsługi klienta. W trakcie spotkań tworzymy strategie oraz analizy SWOT dla każdej placówki – opowiada Jerzy Rogala.

Wszystkie sklepy objęte są jednym programem komputerowym, dzięki czemu łatwo analizować wyniki finansowe. Miesięczne obroty w punktach detalicznych Jerzego Rogali wynoszą od 3 do ponad 5 tys. zł na metr kwadratowy miesięcznie. Na takie wyniki wpływa kilka czynników: znaki kierujące do sklepu, dogodna lokalizacja, wystrój punktu, dokładne opisy produktów. Delikatesy franczyzobiorcy pracują zwykle od 6 do 21, sieć nie narzuca godzin otwarcia. Liczba zatrudnionych pracowników zależy od wielkości sklepu i liczby stanowisk kasowych. Minimum personelu to 12 osób, w tym kasjerki, obsługa stoiska mięsnego, osoby uzupełniające towar na półkach, rozładowujące dostawy, pracownik wystawiający fakturę oraz kierownik. Część osób pracuje na dwie zmiany. Ostateczna liczba personelu może być określona po kilku miesiącach działania punktu. Znane są wtedy też obroty oraz to, ilu klientów dziennie odwiedza sklep.

Uruchomienie 30 sklepów i długie doświadczenie w biznesie Jerzego Rogali sprawiają, że trudno go czymkolwiek zaskoczyć.
– Słowo rutyna działa na mnie jak płachta na byka. Staram się jej unikać i pomagam w tym także moim pracownikom, których wysyłam na różne szkolenia. Oczywiście wykorzystuję swoją wiedzę przy kolejnych otwarciach oraz w walce z konkurencją. Do każdego sklepu podchodzę jednak indywidualnie, bo przecież klienci są różni. Mottem, które towarzyszy mi w zarządzaniu sklepami jest jakość, czystość, asortyment i obsługa. Jeśli każdy z tych elementów będzie na wysokim poziomie, zarówno klient, jak i właściciel sklepu będą zadowoleni – podsumowuje Rogala.

Daniel Wilk