09.02.2012

Nowy prezes ratuje Bomi

Spółka może pozbyć się należących do niej franczyzowych marek eLDe i Sieć34.

Notowany na giełdzie operator delikatesów Bomi ma kłopoty. Czarne chmury zawisły nad spółką półtora roku temu, tuż po podaniu przez nią informacji o wynikach finansowych za trzeci kwartał 2010 roku. Strata netto wyniosła w tamtym okresie 27,8 mln zł, choć jeszcze rok wcześniej Bomi zarobiło 3,4 mln zł. Cały 2010 rok zamknął się stratą w wysokości 103 mln zł i uświadomił włodarzom spółki, że jeśli chcą się liczyć na rynku, muszą rozpocząć restrukturyzację.

Zdjęcie punktu systemu eLDe Polska Sieć Handlowa

Bomi wystawiło na sprzedaż Rabat Service, operatora sieci eLDe.

Po tamtych wydarzeniach stanowisko prezesa objął Marek Romanowski. Wskazywał, że o złych wynikach Bomi przesądziły m.in. nietrafione zakupy (jak choćby kupno łódzkiego centrum dystrybucji) i przedstawił strategię, w myśl której w 2011 roku spółka miała zarobić na czysto blisko 20 mln zł. Niestety, rzeczywistość zweryfikowała te plany – ubiegłoroczny wynik znów był pod kreską (5,5 mln zł), a na dodatek obroty grupy spadły o jedną czwartą.

W styczniu zarząd spółki zdecydował o kolejnej zmianie kierownictwa. Od 15. lutego Romanowskiego zastąpi Witold Jesionowski, który wcześniej restrukturyzował m.in. odzieżowe Gino Rossi. Nowy prezes musi działać szybko, jeśli chce, by Bomi wyszło na prostą. Od początku roku zarząd informuje rynek o szeregu działań, które mogłyby pomóc spółce wstać z kolan.

Pierwszym krokiem emisja akcji, z której spółka chce pozyskać ponad 20 mln zł na restrukturyzację. W grę wchodzi też sprzedaż hurtowej części biznesu Bomi, spółki Rabat Service. To pomysł ryzykowny, bo to właśnie należące do Rabatu franczyzowe marki grupy (eLDe, Sieć34 i Livio) generują znaczną część przychodów spółki. Część detaliczna, czyli delikatesy Bomi, są natomiast nierentowne. Analitycy są zgodni co do tego, że przed nowym szefem spółki stoi trudne zadanie.

- Takie działania, jak emisja akcji i restrukturyzacja wiążą się z dużym ryzykiem. Wydaje się jednak, że akcjonariusze popierają ten kierunek działań zarządu, podobnie jak i zmianę na stanowisku prezesa. Spółka chce się przeobrażać, ale jej wyniki wciąż są słabe. Zarząd planuje pozbyć się hurtowej części biznesu, lecz nie wiadomo, czy pojawią się chętni na nią inwestorzy – mówi Adam Kaptur, analityk Millennium DM. - Bomi jest obecnie bardzo zadłużone, uzdrowienie detalicznego segmentu działalności będzie trudnym zadaniem. Choć ma ono szanse powodzenia, to trudno jest odpowiedzieć na pytanie, czy spółka wróci do branżowej czołówki.

(gum)