19.04.2012

Napastnik Telepizzy

Rafał Archacki marzył o karierze piłkarza, ale postawił na własny biznes. Zainwestował w pizzerię, a nawet w dwie.

Nie od dzisiaj wiadomo, że aby sprawnie zarządzać firmą, warto ją poznać od kuchni. Rafał Archacki zdobył doświadczenie jako instruktor w Telepizzy, dziś jest właścicielem dwóch pizzerii.

W pizzerii jak na boisku

Od najmłodszych lat cały wolny czas spędzał na boisku do piłki nożnej. Wydawało mu się wtedy, że z futbolem będzie związane całe jego życie. Niestety, życie napisało inny scenariusz. Kiedy okazało się, że o zawodowej grze w piłkę może zapomnieć, postanowił wykorzystać swoją energię i zaangażowanie w inny sposób. Próbował wielu zajęć: pracował przy produkcji okien, na budowie, jako malarz pokojowy, instruktor i kierownik w Telepizzy. W ten sposób zaczęła się jego gastronomiczna przygoda, która trwa do dziś. Motywacją do przejścia na swoje były narodziny córki.

Rafał Archacki, franczyzobiorca Telepizzy.

Mam mnóstwo pomysłów. Jednak moje restauracje należą do sieci, więc wszystkie autorskie rozwiązania muszą być konsultowane z centralą.
Rafał Archacki, franczyzobiorca sieci Telepizza

– Zrozumiałem wtedy, jestem odpowiedzialny za życie i przyszłość drugiego człowieka – opowiada Rafał Archacki, który – po rozważeniu różnych możliwości – podjął decyzję o otwarciu twoja pizzeria restauracji. – Uważam, że zajmując się tym, na czym się znamy, mamy większe szanse na sukces.

Rafał Archacki zdecydował się na współpracę ze znaną marką, bo statystyki są bezlitosne dla początkujących przedsiębiorców. Pokazują wyraźnie, że osoby działające samodzielnie są zdecydowanie bardziej narażone na niepowodzenie niż ci, którzy otwierają firmę pod rozpoznawalnym szyldem.

– Dlaczego Telepizza? Oczywiście zrobiłem rozeznanie na rynku. Sprawdziłem, która firma może mi najwięcej zaproponować. Zdecydowałem się na Telepizzę, ponieważ jako jedyna ze wszystkich sieci pizzerii sprzedających w Polsce licencje była wówczas wszędzie: w mediach, w internecie i na billboardach. Jednak najbardziej przemawiały do mnie liczby. Jeśli pod jakąś marką działa 1 tys. lokali, to znaczy, że ktoś przetestował dany koncept biznesowy i wykazał jego rentowność – tłumaczy. – Nie pozwolono bym odczuł jakikolwiek dyskomfort. Od samego początku traktowano mnie poważnie. Umowę podpisał ze mną Hiszpan Jose Luis Portella. Natomiast dalszą współpracą zajął się dyrektor Krzysztof Petrykowski. To on wyjaśnił mi zasady, które obowiązują w firmie. Do dziś wszystkie sprawy załatwiam właśnie z nim – opowiada Archacki.

Początki nie były dla niego tak trudne, jak zapewne dla innych franczyzobiorców. Ogromnym ułatwieniem okazało się to, że nie startował z pozycji zerowej. Nie musiał uczyć się od podstaw, ponieważ tego, jak pizzeria funkcjonuje od kuchni nauczył się na własnej skórze. Mógł skupić się na doszkalaniu i zgłębianiu wiedzy potrzebnej do prowadzenia firmy.

– Trudności? Zdarzały się. Nie zastanawiałem się jednak nad tym, który z problemów jest najważniejszy, tylko jak dobrze i szybko je rozwiązać – wspomina Rafał Archacki. – Poza tym, przeszkody mobilizowały mnie do dalszej, jeszcze cięższej pracy nad własnym biznesem.

Prowadzenie restauracji sprawiało mu dużą przyjemność, podobnie jak współpraca z franczyzodawcą. Dlatego już trzy miesiące po otwarciu pierwszej placówki, przedsiębiorca zaczął zastanawiać się nad kolejną inwestycją. Za namową Krzysztofa Petrykowskiego, Rafał Archacki zdecydował się na pomnożenie dochodów. Obecnie prowadzi dwie pizzerie: w Toruniu i we Włocławku.

Małe kłótnie małżeńskie

Współpraca Archackiego z Telepizzą trwa już dziewięć lat. Przez ten czas wiele się zmieniło. Franczyzobiorca zatrudnił w każdej placówce osoby, które sprawnie nimi zarządzają. Sam czuwa nad tym, aby oferta jego pizzerii była atrakcyjna dla klientów.

– Mam mnóstwo pomysłów. Jednak moje restauracje należą do sieci, więc wszystkie autorskie rozwiązania muszą być konsultowane z centralą. Na tym etapie konieczne jest ciągłe ulepszanie. Wspólnie poszukujemy pomysłów, których wprowadzenie sprawi, że będziemy krok przed konkurencją – mówi Rafał Archacki.

Przedsiębiorca przyznaje również, że tak jak w każdym małżeństwie, zdarzają się sytuacje, w których jego zdanie różni się od stanowiska zarządzających siecią. Jednak podkreśla, że dyskusje i starcia pozytywnie wpływają na relacje i racjonalną ocenę sytuacji. To właśnie podczas burzliwych rozmów powstają najlepsze rozwiązania.

– Różnica zdań jest nieuchronna. Ja skupiam się na tym, co jest najlepsze dla moich restauracji. Moja wizja rozwoju jest planem na skalę lokalną. Natomiast przedstawiciele sieci muszą mieć na uwadze rozwój i dobro wszystkich placówek. Jednak zawsze dochodzimy do rozwiązań satysfakcjonujących obie strony – opowiada Rafał Archacki.

Obecna oferta dla franczyzobiorców różni się od tej, którą zaproponowano Rafałowi Archackiemu dziewięć lat temu i jego zdaniem jest lepsza od tej, którą podpisywał. Obniżono opłatę licencyjną oraz koszt otwarcia lokalu. Opłaty miesięczne uzależnione są od sprzedaży, ale w taki sposób, że w praktyce dopiero przy rentowności punktu, wchodzi w grę dzielenie się zyskiem.

Notowała Anna Szulepa